niedziela, 4 lutego 2018

XXXVII Żółwie i lody z niespodzianką



Obudziłem się mając wrażenie, że albo mam potwornego kaca, albo zostałem ofiarą wypadku. Otworzyłem powoli oczy i dotarło do nich boleśnie jasne światło. Jęknąłem niezadowolony i stękając przekręciłem się na bok żeby pospać jeszcze trochę, w nadziei, że jak się znowu obudzę to będę się czuć lepiej… Ej chwila moment! To nie jest mój pokój! Normalnie okna są na wprost mojego łóżka, a teraz to światło ewidentnie raziło mnie z lewej. Usiadłem i złapałem się za głowę, w której nieźle mi się zakręciło. Zaraz po tym usłyszałem gwałtowne otwieranie drzwi…
- Kyousuke! Kładź się natychmiast!- Zostałem pchnięty znowu na poduszki. Nie bardzo rozumiejącym wzrokiem spojrzałem na jednego z bliźniaków. Na rzemyku na szyi radośnie dyndało srebrne ,,U”
- Urata nie krzycz… Głowa mi pęka…- jęknąłem.
- Pęka, bo się podniosłeś zamiast leżeć. Doktor zalecił żebyś jeszcze tak z tydzień nie wychodził z łóżka.
- Przez tydzień to ja tu przyrosnę. Gdzie my jesteśmy? Bo raczej nie w domu.
- Yuuichi posłał nas nad ocean  żebyś w spokoju sobie zdrowiał. To jest letnia willa Ataru jest w kuchni i szykuje śniadanie.
- A wy tu, czemu jesteście zamiast armii ochroniarzy?- spytałem zamykając jedno oko bo nie szło mi za dobrze patrzenie obojgiem.
- My dwaj wystarczymy.- Odpowiedział szczerząc się.- A ty masz mi więcej nie wstawać, jeśli nie musisz. Masz odpoczywać i koniec. Mamy zamiar cię trochę porozpieszczać z Ataru, więc już się szykuj na nadchodzący miesiąc totalnego relaksu!
Opadłem w poduszki. ,,Cały miesiąc z bliźniakami dopieszczającymi mnie? No nie wiem. Nie lubię być rozpieszczany. Zawsze mam poczucie winy, że ja się bawię, a ktoś tam nie może sobie na to pozwolić. Westchnąłem.
- Weź, chociaż zasłoń to okno, błagam.- Mruknąłem mrużąc oczy.- Za jasno…
- Oj wybacz.- Chłopak podreptał do okna i szybko zaciągnął zasłony.- Leż sobie i odpoczywaj, a my zaraz przyniesiemy ci pyszne śniadanko.- wyskoczył z pokoju cały w skowronkach. ,,O co mu chodzi? Brał coś, że jest taki radosny czy jak?” pomyślałem zapadając się w poduszki. ,,Chociaż… Oni uwielbiają się opiekować uroczymi osóbkami i stworzonkami… Ej czy ja jestem uroczy?! I sam to sobie stwierdziłem?! Jeny…” przymknąłem oczy i zacząłem odlatywać…

Po tym tygodniu, kiedy w końcu pozwolili wstać mogłem w końcu zobaczyć nasza willę. Trochę jak, u Valeja, ale bardziej stonowane i trochę więcej przepychu. Parter z kuchnią, jadalnią, salonem i chyba czymś, co ma być miniaturową salką balową. Na piętrze biblioteka, gabinet, kolejny salonik, mała siłownia. Na drugim natomiast sypialnie z łazienkami. Ale za to jaki widok na wybrzeże! Cudowny! A na dodatek mamy prywatny kawałek plaży z przystanią. Ale wystarczy ze przejdziemy przez wydmę, przepłyniemy kawałek i już jesteśmy na publicznej plaży, a stamtąd już tylko kawałek do miasta. Równie dobrze możemy normalnie się przejść laskiem, ale według mnie jest zabawniej. Bliźniaki zrobiły mi letnią fryzurę. Na szczęście nie musiałem już się farbować i nosić soczewek, co było dla mnie ulgą bo jak je za długo nosiłem to mnie oczy po prostu bolały.
Właśnie łaziliśmy sobie po deptaku, co jakiś czas zatrzymując się przy stoisku żeby popatrzeć. Najdłużej stałem przy maskotkach. W oczy najbardziej rzucił mi się żółw morski. Kocham żółwie, a ta maskotka była po prostu urocza i słodka. No po prostu musiałem kupić… Dwa od razu. No, co? Jeden ma być samotny?
- Czemu je kupiłeś?- Ataru wziął jednego żółwia i podał mi duży kubek z sokiem z pomarańczy.
- Bo są mega słodkie! Przecież, wiecie że uwielbiam żółwie.
- Słodcy to my jesteśmy.- Stwierdził Urata.
- Tak, tak też jesteście słodcy.- Odpowiedziałem chcąc udobruchać przyjaciela.- Może skoczymy na lody, co?
- Czemu nie. Gdzieś tu powinna być jakaś lodziarnia.- po pięciu minutach znaleźliśmy nasz punkt docelowy i rozsiedliśmy się przy stoliku w cieniu parasola. Zamówiliśmy lody i czekaliśmy spokojnie rozmawiając o głupotach, kiedy nagle zostałem szarpnięty za włosy i poczułem coś zimnego i ostrego na szyi. Przezorny spojrzałem na bliźniaków.
- Lepiej go postaw grzecznie na ziemi.- Warknął Astatu.
- Księciunio ze swoim braciszkiem zniszczyli idealny porządek, jaki panował za królowej!- Wrzasnął i przy okazji napluł mi do ucha.
- OD-ŁÓŻ GO!!!- Urata dosłownie wrzał. Dosłownie! Jego zazwyczaj jasna cera zrobiła się momentalnie czerwona. Następne wydarzenia potoczyły się w tempie błyskawicznym. Nagle po prostu znalazłem się na ziem. Mignęło mi tylko kilka czarno-białych plam razem z czerwienią i zielenią oraz krzykami tego faceta i jakimiś nieartykowalnymi odgłosami wydawanymi przez bliźniaków. Jak tylko udało mi się ogarnąć zobaczyłem Ataru i Uratę siedzących na plecach napastnika trzymając go za ręce i nogi. Ciągle byli czerwoni na twarzach, a oczy dosłownie im świeciły
- Jak?- Wykrztusiłem z siebie w końcu.- Jak!?
- Skaleczył cię…- dotknąłem szyi. Faktycznie było na niej małe zranienie, ale nawet go nie czułem. Ktoś musiał zadzwonić na policję, bo po chwili słychać było syreny i zaraz pojawili się policjanci, zgarnęli typa, a mnie chcieli zawieźć do szpitala, ale udało mi się tego uniknąć i skończyłem tylko z plastrem na szyi w kolorze cielistym.
- Może wróćmy do domu. Stwierdziłem i jak najszybciej się oddaliłem razem z bliźniakami od tego miejsca. A w domu usadziłem ich na kanapie i spojrzałem znacząco.- No to powiedźcie mi, kiedy z uroczych stylistów, zmieniliście się w zabójczych Ninja?
- Wcale nie Nina.- Mruknął Ataru.
- Do rzeczy chłopaki, bo się zaczynam was bać.
- Tsubasa stwierdził ze skoro i tak spędzamy z tobą mnóstwo czasu i zawsze nas ze sobą zabierasz jak wychodzisz to nas wyszkoli żebyśmy zostali twoimi strażnikami.- Urata wyśpiewał wszystko grzecznie jak na spowiedzi.
- To by wyjaśniło, dlaczego tylko wy tu jesteście. Yuuichi nigdy by mnie nigdzie nie wysłał gdyby nie miał pewności ze będę bezpieczny jak w banku.- Mruknąłem.- No a czemu zrobiliście się tacy czerwoni. Nawet jak się wścieknięcie to tak się nie czerwienicie. I oczy się wam nie świecą.
- To też Tsubasa wymyślił. To ma być taki dopalacz żebyśmy byli szybsi i silniejsi…- klapnąłem na kanapę między nich.
- Jesteście super.- Objąłem ich.- Dobrze, że to jesteście wy. Przy was będę najbezpieczniejszy na święcie. Oj wybaczcie.- Wygrzebałem telefon z kieszeni.- Halo?
- ,,Kyousuke? Wszystko w porządku?”
- Yuuichi? Tak w porządku, czemu pytasz?
- ,,Napadł cię jakiś zamachowiec.”
- A to… już wiesz. Spokojnie bliźniaki się mną zajęły. Mam tylko małe zadrapanie.
- ,,Och całe szczęście. Martwiłem się ze będzie gorzej… Słuchaj muszę ci o czymś powiedzieć.”
- Tak?
- ,,Widzisz…- wysłuchałem i wypuściłem telefon.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz