niedziela, 4 lutego 2018

XVII Truskawki



  - Wstawaj Kyousuke! Wstawaj! Szkoda dnia! Ile jeszcze będziesz tak się wylegiwać?
  - Mmm... Jeszcze pięć minut.- Mruknąłem naciągając kołdrę na głowę.
  - No wstawaj no!- Ataru szarpnął kołdrę i z ciągnął ją ze mnie.- Jest tak ładnie, a ty spisz!
  - Litości! Wiesz, co ja wczoraj przeżywałem?- Jęknąłem siadając.
  - Aha, czyli nie chcesz iść dzisiaj do Valeja? W porządku. Powiem Yuuichi'emu...
  - Ty mnie szantażujesz?
  - Nic z tych rzeczy.- Wyszczerzył się.
  Tak jak zawsze czesał mnie ponad piętnaście minut, a fryzura była wyjątkowa jak każdego dnia. Strój też elegancki i jednocześnie wygodny. Śniadanie pyszne. Dzisiaj miałem lekcje tylko do obiadu. Po posiłku wraz z Ataru i dwoma ochroniarzami wsadzono mnie do limuzyny z przyciemnianymi szybami. Trochę było mi smutno. Nie przeszkadza mi sam środek transportu tylko to, że gdybym jechał odkrytym lub bryczką mógłbym znowu zostać obrzucony. Westchnąłem. Chciałbym móc wyjść normalnie na ulicę niczym się nie przejmując. Co za ironia. Kiedy byłem żebrakiem rzucano we mnie kamieniami. Teraz jestem księciem i dalej jestem obrzucany...
  - Hej Kyousuke nie śpij. Już jesteśmy.- Ataru klepnął mnie w ramię. Wysiadłem I rozejrzałem się. Willa i wielki ogród były zadbane i piękne. Coś mi mignęło. Deszczowa noc, willa, Valej stojący w drzwiach... ,,Wspomnienie?" Otrząsnąłem się i ruszyłem do wejścia. Właśnie Wyciągałem rękę, kiedy drzwi otworzyły się do środka i ktoś błyskawicznie mnie przytulił. Poznałem charakterystyczny zapach, ale też dobrze znaną sylwetkę.
  - Severus.- Wtuliłem się w niego.
  - Tęskniliśmy za tobą Nir... Kyousuke.- Puścił mnie. Na jego twarzy malowała się radość. Wpuścił nas do środka. Znowu miałem dziwne migawki wspomnień. Nie mogłem się jednak zbytnio na nich skupić gdyż zostałem porwany do salonu i tam witany. Było dużo przytulania i łez. Ale nie było części osób.
  - A gdzie jest reszta? Myślałem, że wszyscy tu mieszkacie.
  - Bo tak jest. Pozostali są w pracy. Ale nie martw się. Wrócą wieczorem i wtedy będziemy świętować. Złodziejaszku.- Puścił do mnie oko.
  - Sev! To było tylko parę razy.- Zaczerwieniłem się. Ataru i ci dwaj ochroniarze nie muszą wiedzieć, że kradłem. Kogoś zobaczyłem. Trzy osoby. Stali w drzwiach i jakby bali się podejść. Znowu mignęło mi kilka wspomnień. ,, Ta trojka bawiła się razem ze mną, kiedy tu mieszkałem. Podszedłem do nich. Popatrzyłem i przytuliłem się do pokojówki.- Pamiętam was i jednocześnie nie znam.

Godzinę później już ich znałem i mogłem odświeżoną mapę willi. Pokazali mi wszystko z wyjątkiem mojego pokoju. To ma być niespodzianka na wieczór. Musiałem się zadowolić zdjęciami z przed lat. Tak jak pamiętałem. Karuzela nad łóżeczkiem i gwiazdki na suficie.
  - Może pójdziemy na spacer?- Spytała Mavis.- Obejrzysz sobie na spokojnie tą część miasta.
  - Tak chętnie, ale... Jeśli wyjdę to znowu mogę zostać zaatakowany.
  - A jeśli nikt nie będzie wiedział, że to ty?- Podsunął Severus.
  - Jak?
  - Kolorowe kontakty i zafarbowane włosy oraz trochę charakterystyki.- Nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć znowu zostałem porwany. Zaczynałem dochodzić do wniosku że wszyscy którzy mnie znają chcą mnie przebierać i cześć. ,,Co ja jestem? Laleczka z porcelany? Chociaż... Wyglądam jak laleczka z porcelany!"- No i jak. Zupełnie nie do poznania, co?- Sev uśmiechnął się odwracając mnie do lustra.
  - I to jak.- Teraz miałem szare oczy i kasztanowe włoży, a do tego trzy pieprzyki pod lewym okiem. Ubrali mnie w inne rzeczy i byłem podręcznikowym NN.
  - No to chodź.- Mavis wyprowadziła mnie z łazienki. Przy drzwiach czekał już Ataru. Jego też zrobili. Włosy zostały czarne, ale teraz miał błękitne oczy i ciemniejszą cerę.

Ta część miasta okazała się być naprawdę wspaniała. Ciekawie się wszystkiemu przyglądałem. Przebranie działało. Bogacze mijali mnie i zerkali tylko przez chwilę patrząc na te trzy ,,pieprzyki". Ale jednak to było dla mnie przytłaczające. To bogactwo. W porównaniu do tego gdzie żyłem to było jak niebo do piekła. W końcu znaleźliśmy się w dzielnicy Sorej. Chociaż tak naprawdę Yuuichi zniósł podział kast i teraz była to dzielnica latarni. Nazwa adekwatna do wszechobecnych latarenek. W końcu coś co w miarę znam. Pomyślałem o Mirko.
  - Chodź Ataru. Musisz kogoś poznać.- Chwyciłem go za rękę i pokierowałem. Salon fryzjerski stał na swoim miejscu.- Mamy szczęściem. Nie ma klientów.- Wszedłem do środka.- Dzień dobry!
  - Dobry. W czym chłopcom pomóc? Układanie, ciecie, farbowanie?- Jego uśmiech był taki sam jak zawsze.
  - A może... Poczęstujesz byłego dostawcę herbatą?- podsunąłem wyjmując jedno szkło i zasłaniając ,,piegi".
  - O boże...- Chłopak aż się oparł.- Matko, czemu to sobie zrobiłeś? No jak mogłeś się zafarbować?
  - Kamuflaż.- Uśmiechnąłem się.- Ale chciałem ci kogoś przedstawić to jest Ataru.- Zerknąłem na miejsce gdzie powinien znajdować się mój przyjaciel. Ale go nie było. Chował się za jednym z ochroniarzy.- Oj no nie wstydź się tak. On też jest fryzjerem. No wyjmij kontakty i pokaż mu, jakie nasz niezwykle oczy.- Chłopak skinął głową i niepewnie to zrobił. Mirko bardzo się zainteresował. Po chwili rozmawiali całkiem swobodnie. Zostaliśmy przez pół godziny i pożegnaliśmy się. Ataru wyglądał na zadowolonego.
  Wracaliśmy właśnie, kiedy podszedł do nas.
  - Przepraszam. Macie przy sobie pieniądze prawda? Może kupicie trochę truskawek?- Spojrzałem na wysokiego chłopaka. Wyglądał na całkiem zadbanego, ale widać, że pracuje.- Proszę. Został mi tylko ten koszyk. Jutro będą do niczego, a jeśli ich nie sprzedam nie wyrówna się nam utarg i zabraknie nam na zapłatę za wodę i prąd.- Spojrzałem w oczy chłopaka i to był mój błąd. Cofnął się i uklęknął.- Daruj nie poznałem księcia w tym przebraniu...
  - Ćśśś... No wstań.- Podniosłem go.- Jestem incognito.
  - Weź za darmo. Nie mogę prosić księcia o pieniądze...
  - Ale ja chcę zapłacić. Teraz nie jestem księciem. Jestem Nir Zerit. Adopcyjny brat z bogatej rodziny. To ile za te owocki?- Uśmiechnąłem się.
  - Nie ja nie mogę...- ,,Jak mnie nie obrzucają to się mnie boją!"- Ja...
  - No to ile?- Uśmiechnąłem się szczerej.
  - Dwa... Dwanaście za kilo.- Powiedział cicho.
  - A ile tu masz w tych koszykach?
  - W sumie cztery kilo.- Zetknąłem na moją ochronę. Nie miałem przy sobie pieniędzy, ale oni tak.- Biorę wszystkie.
  Chłopakowi szczeka opadła. Jednak puścił koszyki i przyjął pieniądze za owoce i dodatkowo za same koszyki żeby mógł je odkupić. Kiedy odchodził miał łzy w oczach. Był tak wzruszony tym co się stało że nie przeliczył pieniędzy tylko od razu schował.
  - Jak myślisz, kiedy się zorientuje?- Zagadnąłem Ataru.
  - Chyba dopiero jak wróci do domu.- Zaśmialiśmy się.- Dostał dwa razy więcej i nawet nie zauważył.
  - Tak to jest, kiedy poznaje się księcia.- Znowu się zaśmialiśmy.- Chwila... Sezon na truskawki już dawno minął. Skond on je ma?
  - Pewnie razem z rodziną prowadzi całoroczną farmę. Plony są przez cały rok dzięki magii ale takie rośliny szybko padają.-Wyjaśnił mi Severus.
  - Aha.- Wróciliśmy do willi. Czekał tam na mnie Valej i ku mojej radości Raju.
  Wieczór był cudowny. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, jedliśmy te truskawki i były pyszne tak jak całe przygotowane jedzenie, oglądaliśmy filmy i graliśmy w gry. Dostałem nawet tort i zaśpiewali mi sto lat! Bawiłem się cudownie. Dobrze było widzieć, że wszyscy nadal są razem i jest im dobrze. Kiedy Valej dosłownie mnie niósł, bo byłem tak padnięty, że ledwo stałem, uśmiechałem się głupkowato. Zaniósł mnie do mojego pokoju. Było bardzo ładnie i przytulnie. Ale jedyne, na czym bardziej się skupiłem to było łóżko. Wtuliłem się w poduszkę.
  - ,,Śpij dobrze mój mały. Kocham cię wiesz?"- Pogłaskał mnie po głowie.
  - Ja ciebie też.- Mruknąłem rozmarzonym głosem i zasnąłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz