niedziela, 4 lutego 2018
XVI Bal
- Jak ja mam tam iść z takim limem pod okiem?- Mruknąłem siedząc przed lustrem już czysty i ubrany.
- Makijaż?- Ataru wyszczerzył się.
- I tak będzie widać. Nie możesz czegoś zrobić?
- Mogę to zatuszować i zrobić ci fryzurę zasłaniającą twarz. Powinieneś mieć całą twarz odsłoniętą, ale przez to, co się stało chyba nie będzie to niestosowne.
- Ufam Ci.- Po dziesięciu minutach szedłem już na dół do sali balowej, ale zatrzymałem się w ostatniej chwili.- Nie chcę tam iść.
- Musisz. Wiem, że nie chcesz, ale musisz.
- Nie o to chodzi Ataru. Tam są same koronowane głowy. Chciałbym żeby byli tam też moi przyjaciele.
- A ja nim nie jestem!?- Głos chłopaka momentalnie stał się płaczliwy.
- Jesteś Ataru. Oczywiście, że jesteś!- Zareagowałem szybko nie chcąc żeby płakał.- Ataru jesteś i już zawsze będziesz moim przyjacielem. Zapamiętaj to. Chodziło mi o tych z przytułku. Teraz wszyscy mieszkają u Valeja. Ale on też są dla mnie ważni. Zastępowali mi rodzinę i zżyłem się z nimi. Chciałbym żeby mogli świętować razem ze mną. Wiesz gdyby nie oni to Valej pewnie by sam sobie nie poradził i nie było by dzisiaj, czego świętować.
- Rozumiem... Może twój brat pozwoli ci jutro do nich iść i wtedy będziecie świętować?
- Ataru... Geniuszu jeden! Nie wpadłem na to zupełnie! Zapytam Yuuichi'ego I może pozwoli mi iść, chociaż pewnie dałby mi sporą ochronę. Albo może zaprosimy ich tutaj? Kiedy już ten koronowany tłum się rozjedzie do swoich krajów?- Ataru zaczął się śmiać.- No, co?- Zaczerwieniłem się.
- Koronowany tłum. Świetne określenie, ale lepiej tego nie mów na głos.- Sam też się zaśmiałem.
Poszliśmy do sali balowej. Ataru wśliznął się tam pieszy mówiąc żebym zaczekał sekundę. Pięć sekund później drzwi zostały otwarte, a kamerdyner mnie zapowiedział. ,,Ataru ty zdrajco!" Szedłem na sztywnych nogach.
- ,,Idź prosto do mnie i ukłoń się lekko. Potem przywitaj wszystkich i usiądź na swoim miejscu. Będą do ciebie podchodzić zapowiadani władcy. Będą składać ci życzenia i wręczać podarunki."- Głos Yuuichi'ego odbił się echem w mojej głowie.
- ,,Ratuj! Na bank puszczę pawia za chwilę!"- O mało, co nie potknąłem się o własne nogi.
- ,,Będzie dobrze. Oddychaj głęboko."- Dotarłem w końcu na swoje miejsce. Stresując się do granic możliwości przywitałem się i podziękowałem za przybycie. Usiadłem na swoim miejscu i po kolei przyjmowałem życzenia i prezenty.
- Jego wysokość Abys król Bergali!
- ,,Yuuichi boję się go!"- Pisnąłem w myślach.
- ,,Wytrzymaj mały. On taki jest, że się go wszyscy boją."
Cały się trzęsą przyjąłem życzenia i podarunek, którym był kolejny wspaniały klejnot. Ciągle mi dają coś drogocennego lub bardzo starego i magicznego. ,,Chciałbym dostać coś zwyczajnego"
- Jego wysokość Klint i księżniczka Viktoria z Rebel.- Oblicze zbliżającego się króla było miłe i łagodne, emanuje dobrocią i ciepłem. Dziewczynka obok niego jeszcze nie Rozkwita jednak była śliczna. Pomyślałem, że kiedy Rozkwitnie będzie naprawdę przepiękna. Ale wyglądała na nieco speszoną.
- Przyjmij nasze życzenia zdrowia i szczęścia z okazji szesnastych urodzin i koronacji książę, a także szczerą radość spowodowaną twoim odnalezieniem.- Nawet głos tego króla bym... Ciepły i taki... Miękki. Jego wysokość podał mi kolejną książkę. Otworzyłem ją i uśmiechnąłem się. W końcu dostałem zwykłą książę z opowiadaniami, chociaż... i tak była magiczna. Ilustracje się poruszały.
- Dziękuję Wasza wysokość. Ta książka na pewno sprawi mi dużo radości i zapełni wolny czas.- Powiedziałem z uśmiechem. Teraz podeszła do mnie księżniczka. Ona na prawdę była zdenerwowana. Cała się trzęsła.
- Po... Ponieważ żyłeś w biedzie chciałam ci podarować coś, co sprawi Ci radość.- Powiedziała cichutko i podała mi kolejny prezent. Otworzyłem go i... oczy mi się zaszkliły. ,,Hulajnoga! Dostałem hulajnogę!"
- Dziękuję! Księżniczko Viktorio dziękuję! Zawsze marzyłem żeby taką mieć!- Ulga na twarzy dziewczyny była nie do opisania. Odeszła wraz z ojcem. Byli już ostatni, co sam odnotowałem z ulgą.
Byłem zachwycony. Najlepsze prezenty dostałem na samym końcu. I po co tak wszyscy kombinowali? Wystarczyło, że dostałby zwyczajne rzeczy, a nie jakieś wymyślne magiczne, co się. Usiadłem przy stole obok brata gdyż przyszła kolej na posiłek.
- No I jak mały? Widzę, że ostatni prezent bardzo Ci się spodobał. Tylko proszę nie zrób sobie krzywdy.
- Spokojnie nie będę szaleć przy schodach.- Odpowiedziałem z uśmiechem. Jedzenie było jak zawsze pyszne i przyznam się że już się przyzwyczaiłem do jedzenia większych porcji. Kiedy już wszyscy się na jedli przyszła kolej na tańce.
- Poproś któraś Kyousuke.
- Wstydzę się.- Wymamrotałem jednak ruszyłem się z miejsca. Odszukałem Viktorię siedzącą grzecznie przy stoliku. Kiedy zobaczyła, że idę w jej stronę zarumieniła się.- Mogę zaprosić cię do tańca Księżniczko Viktorio?- Spytałem kłaniając się tak jak mnie Jowita moja nauczycielka od tańca uczyła.
- T-tak.- wyjąkała i podała mi swoją drobną dłoń. Po prowadziłem ją na parkiet i kiedy muzyka zaczęła grać Ruszyliśmy do tańca.- Ja... Pierwszy raz tańczę na takim przyjęciu.
- Naprawdę? Ja też, ale nie miałem nigdy okazji. Ale ty chyba już bywałaś na tego typu przyjęciach?- Spytałem podnosząc ją gdyż tego wymagał taniec.
- Jestem słabego zdrowia i to mój pierwszy bal poza naszym pałacem. Zazwyczaj to jeździli tata i mama, a ja zostawałam ze starszym bratem.
- Też masz brata? Pewnie jesteś jego oczkiem w głowie prawda? Ale... Czemu nie ma jego i twojej mamy? Oczywiście, jeśli wolno mi spytać.
- Właściwie to Atreju też jest chorowity.
- Ach rozumiem. Więc twoja mama została przy nim?- znów podnoszenie i obrót.- Jeśli mogę spytać to ile masz lat i kiedy będziesz obchodzić urodziny? Chciałbym Ci podarować coś równie wyjątkowego jak prezent od ciebie.
- Za miesiąc będę Rozkwitać. Przyjęcie odbędzie się następnego dnia. Nie musisz mi szukać czegoś specjalnego, ale bardzo lubię róże.- Zaczerwieniła się
- Róże? Na pewno znajdę dla ciebie coś wyjątkowego.- Taniec się skończył i odprowadziłem Viktorię jednak zostałem z nią i dalej rozmawiałem. Była naprawdę bystra i inteligentna. Wystarczyło, że się przełamała. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się razem. Zatańczyliśmy jeszcze dwa razy. Oczywiście, co jakiś czas ktoś do nas podchodziłby porozmawiać, ale ogólnie było bardzo miło. Do czasu.
- Wybaczcie, że zakłócam rozmowę ale czy mógłbym poprosić księcia na rozmowę?- Zimno mi się zrobiło.
- Oczywiście wasza wysokość.- Wstałem i poszedłem za królem Bergali jednak obróciłem się by zobaczyć jak do Viktorii przysiada się jej ojciec. Zostałem wyprowadzony na taras.- Więc, o czym chce wasza wysokość ze mną porozmawiać?
- Dostrzegłem, że przy twoim bracie oprócz jego kolorowego przyjaciela Tsubasy siedzi czarnobiały chłopiec Ataru. Ani razu się nie ruszył z miejsca.- zapaliła mi się ostrzegawcza lampeczka gdzieś z tyłu głowy.
- Ataru jest nieśmiały i płochliwy. Obok Yuuichi'ego I Tsubasy czuje się bezpiecznie.- Odpowiedziałem.- Ale słyszałem, że jego brat przebywa na twoim dworze wasza wysokość. Właściwie to planowałem o tym porozmawiać. Ataru tęskni za bratem i podejrzewam ze Urata również...
- Chciałbyś, aby byli znów razem? Dla Ataru na pewno znajdzie się miejsce.
- Tak nie wątpię, ale Ataru i Urata są rodowitymi Arsillijczykami. Sądzę, że to Urata powinien wrócić do swojej ojczyzny. Wiem, że żyli tu w pałacu odkąd byli dziećmi i to mój zmarły ojciec ich przygarnął. Jestem gotowy zapłacić każdą cenę, jeśli to będzie konieczne by Urata mógł wrócić.
- Widzę, że mimo młodego wieku umiesz prowadzić dorosłą rozmowę. Cóż... Chyba byłbym w stanie pozwolić na to by Urata wrócił do ojczyzny.
- Och naprawdę?- ,,Coś za łatwo mi idzie."
- Tak owszem. Księżniczka Viktoria za miesiąc będzie Rozkwitać. Tak jak tu zostaną zaproszeni władcy, a z tego co udało mi się dostrzec to księżniczka bardzo cię po lubiła więc będziesz zapewne na górze listy gości. Zabiorę ze sobą Uratę, a ty jak mniemam Ataru. Kiedy będziesz wracać po prosty zabierzesz Uratę ze sobą.
- Bardzo dziękuję. Ataru na pewno się ucieszy. Czy możemy już wrócić do środka? Trochę mi chłodno.- ,,Za łatwo mi poszło. Czuję to! Wróciliśmy do środka i odrazę skierowałem się do stolika, przy którym wciąż siedziała Viktoria i z kimś rozmawiała.
- ,,Racja za łatwo. Możemy mieć pewność, że coś, że coś wymyśli, ale też że zabierze Uratę ze sobą."
- ,,Słyszałeś wszystko?"- Tym razem już się nie przestraszyłem głosu Yuuichi'ego.
- ,,Tak ale teraz masz się skupić na przyjęciu i Viktorii. Podoba się Ci się?"
- ,,Yuuichi! Wynocha!"- Krzyknąłem w myślach i zdjąłem pierścień chowając go do wewnętrznej kieszeni zamykanej na suwak.- No i już jestem. Wasza wysokość.- Skinąłem głową ojcu dziewczyny.
- Książę.- Król odpowiedział mi tym samym.- Viktoria powiedziała mi, że byłeś dla niej bardzo miły i cię polubiła.- Dziewczyna zarumieniła się.- No powiedz mu kochanie.- Pogładził córkę po puszystych rudych włosach.
- Chciała bym byś był moim gościem honorowym Kyousuke.- ,,Jej ona jest śliczna z tym rumieńcem."- Oczywiście, jeśli chcesz.
- Bardzo chcę. To będzie dla mnie zaszczyt.- Odpowiedziałem z uśmiechem.
Kiedy przyjęciem się skończyło jak prawdziwy dżentelmen doprowadziłem Viktorię do jej sypialni. Daleko od mojej w innym skrzydle. Powlokłem się do siebie i po krótkim prysznicu padłem na łóżko zasypiając jeszcze w locie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz