niedziela, 4 lutego 2018

XXX Są ale ich nie ma



- Ćśśś... Już dobrze. Jesteś już ze mną.- Dwudziestoletni chłopak tulił do siebie swojego młodszego o równe, co do dnia dziesięć lat, braciszka.- Gdzie boli?
Chłopiec wciąż popłakują zdjął materiałowe spodenki, pod którymi nie miał już nic. Od pasa do kolan na skórze chłopca widniał ślady po użyciu bata. Na biodrach były również wyraźne Since w kształcie dłoni, co znaczyło, że chłopiec był mocno trzymany od tyłu.
- On mówi, że nikt mnie nie kocha Riju. To prawda?- Spytał płaczliwie.
- Oczywiście, że nie. Ja cię kocham nad życie Mikiteru. Jesteś moim ukochanym małym braciszkiem. Ja zawsze będę Cię kochać.- Ucałował go w czoło i zaczął opatrzyć jego rany. Gdyby mógł użyłby magii, ale jej nie miał. Król wszczepił wszystkim mieszkańcom pałacu pasożyty, które blokowały magię. Jedyne, co młodzieniec mógł robić to przemiana w kotołaka.
- Mówi, że jestem wstrętny. To prawda?
- Oczywiście, że nie Mikiteru. Jesteś ślicznym chłopcem.- Spojrzał w jego nie naturalnie wielkie błękitne oczy i dojrzał w nich swoje odbicie zielonookiego rudego chłopaka. Pogładził chłopca po różowych, kręconych włosach do ramion. Nie byli do siebie podobni z wyjątkiem znamion. Obaj mają małe serduszka na prawych ramionach.- Nie ważne jak będziesz wyglądać. Jak bardzo będziesz pobity I poraniony dla mnie zawsze będziesz najpiękniejszą istotą na świecie. Pamiętaj o tym.- Skończył go opatrywać. Zabrał chłopca do łazienki i zdjął mu bluzeczkę. Umył go delikatnie i ubrał w piżamkę, po czym sam się szybko umył i ubrał. Zaniósł chłopca do ich wspólnego łóżka i przytulił.
- Riju... Tęsknię za Urim. On zawsze opowiadał nam ciekawe historie. Chcę mieszkać tam gdzie on.
- Ja też za nim tęsknię Mikiteru. Wiesz... Uciekniemy.
- Co?
- Uciekniemy. Jeszcze nie teraz, bo jesteś jeszcze za mały, ale kiedyś uciekniemy. Kiedy Rozkwitniesz. Znajdę sposób i wszystko zaplanuję. Uciekniemy. Daleko za granicę. Do ojczyzny Uraty. Zamieszkamy w miasteczku. Znajdę dla nas ładne mieszkanko. Zapiszę cię do szkoły, a sam pójdę do pracy. I pozbędę się pasożytów. Będziemy mogli czarować. Albo będziemy mieszkać na wsi. Chcesz? Będziemy pomagać w polu i zajmować się zwierzętami. Będziemy wtedy razem chodzić do szkoły.  Albo udamy się do stolicy. Może uda nam się dostać do pałacu. Może nawet udałoby się nam tam zamieszkać. Wtedy byśmy widywali Uratę codziennie. Ale musimy jeszcze zaczekać. Ale teraz śpij. Musisz odpocząć.
- Riju kocham cię.
- Ja ciebie też kocham Mikiteru.

Riju nie spał. Wiedział, że on też zostanie wezwany przez króla. Patrzył na śpiącego Mikiteru. Kiedy Urata został uwolniony cztery lata temu to Riju zajął jego miejsce, jako Enly. Miał zaledwie sześć lat, kiedy po raz pierwszy współżył. A on to widział. Widział jak jego braciszek cierpiał. Tak bardzo chciał być na jego miejscu żeby tylko chłopcu nie działa się krzywda. Malec był dzielny, ale w jego psychice i tak zostanie ślad.
Drzwi otworzyły się i wszedł przez nie służący.
- Riju... Król cię wzywa...
- Zostań proszę z Mikiteru.- Wybiegł z pokoju. Biegł tak szybko jak tylko mógł. Wiedział, że nie może kazać królowi czekać. Im dłużej on czeka tym jest brutalniejszy. Dobiegł do podwójnych drzwi i uspokoił oddech. Wszedł do środka pilnując by patrzeć tylko na swoje nogi.
- Rozbieraj się Riju.- Chłopak posłusznie zdjął piżamę stając nago.- No podejdź. Mam coś dla ciebie.- Podszedł, a król zacisnął bardzo mocno wstążeczkę z dzwoneczkiem w intymnym miejscu.- Kim jesteś?
- Koteczkiem.- Szepnął i zmienił się. Uszy i skrzydełka znikły. Wyrósł mu ogon, uszy, zęby i wąsiki kota.
- A jak robi kotek?
- Miału.- Miauknął posłusznie. Wstążka sama zacisnęła się jeszcze mocniej sprawiając mu ból.
- Grzeczny kotek mam dla ciebie zabaweczkę.- rzucił mu ,,zabawkę".- Zwilż to. Wiesz jak.- Chłopak zrobił, co mu kazano. Nie chciał tego robić. To było dla niego wstrętne i odrażające. Jednak ciało łatwiej jest oszukać niż umysł. ,,Zabawka" była magiczna. Wymuszała odpowiednią reakcję ciała, ale nie umysłu.- Dobry kotek. Pobaw się. Ale tak żebym słyszał dzwoneczek.- Musiał to zrobić. Bo bolało, ale nie miał wyboru. Nienawidził spełnienia. To było dla niego obrzydliwe.- O to chodzi mój koteczku. Teraz dostaniesz coś prawdziwego. Wyczyść i weź.- Mimo wolne z oczu chłopaka spłynęły łzy. Nie chciał tego robić. Tak bardzo nie chciał, ale nie miał wyboru. Gdyby tego nie zrobił zostałby tu przyprowadzony Mikiteru. Drugiego razu jego delikatne ciałko by nie wytrzymało.- Dobrze się dziś spisałeś koteczku. Kim jestem?
- Moim panem...
- I?
- I moim... Ojcem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz