niedziela, 4 lutego 2018
XX Urata
Moje życie zaczęło się nocą w skromnej dzielnicy, kiedy księżyc był w pełni. Przyszedłem na świat razem z bratem bliźniakiem Ataru, nie byliśmy ani trochę podobni do rodziców z wyglądu. Jednak nasza mama odeszła kilka godzin później. Była bardzo słaba i nie była w stanie urodzić nas naturalnie. Ale jeszcze, kiedy nosiła nas pod sercem były problemy i była w dodatku chora. Ale mieliśmy tatę, który się nami zajął. Mimo że było mu ciężko to się nie poddał i wychował nas. Dzięki niemu mieliśmy szczęśliwe dzieciństwo.
Może i nasze mieszkanko nie było duże, ale było miłe i przytulne. Mieliśmy kuchnię, łazienkę i dwa pokoje. Mój i Ataru oraz salonik, który służył za sypialnię dla taty. Z Ataru sypialiśmy na jednym łóżku.
Zawsze wstawaliśmy wcześniej od taty żeby przygotować śniadanie. Potem tata odprowadzał nas do szkoły i szedł do pracy. Był fryzjerem i bardzo to lubił. Po szkole zawsze nas odbierał i po powrocie do domu razem przygotowywaliśmy obiad. Zawsze pomagał nam w lekcjach. Wieczorami wspólnie spędzaliśmy czas coś oglądając lub grając. Po kąpieli i kolacji, kiedy już szliśmy spać mówił nam dobranoc. W dni wolne tata zabierał nas ze sobą do pracy gdzie patrzyliśmy jak ścina, farbuje i robi niesamowite fryzury. To było zwyczajne życie, ale szczęśliwe i kochałem żyć właśnie tak. Z czasem zaczęliśmy pomagać tacie w pracy i fryzjerstwo szybko stało się naszą pasją. Chcieliśmy w przyszłości właśnie tak zarabiać.
- Uri! Uri zobacz!- Głos Ataru odciągnął mnie od straganu z owocami.
- Ati mieliśmy zrobić zakupy, a nie rozglądać się.- Upominałem go podchodząc do stoiska z książkami.
- Ale zobacz! Znalazłem książkę o fryzjerstwie!
- Ati mamy już cztery. Nie potrzebujemy jeszcze jednej.
- Uri ta jest inna. Tu jest pokazane jak cześć używając magii!- Pokazał mi książkę. Była stara i podniszczona.- Widzisz? Jak będziemy taką mieli to będziemy mogli się nauczyć nowych fryzur. Nie chcesz?
- No chcę, ale nie mamy chyba wystarczająco dużo pieniędzy. Tata dał mam tylko na zaplanowane zakupy.
- Na pewno nie jest taka droga.- i tu niestety się pomylił. Była droga. Ale już się na nią uparliśmy. Poprosiliśmy żeby sprzedawczyni odłożyła nam tę książkę i biegiem wróciliśmy do domu. Sięgnęliśmy do naszych oszczędności. Brakowało nam trochę. Nie bardzo wiedziałem, co zrobić, natomiast Ataru od razu poleciał do taty i wyprosił brakujące pieniądze, ja osobiście chciałem się targować żeby zbić cenę. Ale wyszło, że plan Ataru był lepszy. Wróciliśmy po książkę i już do wieczora cieszyliśmy się jak małe dzieci.
Okazało się, że te magiczne techniki są ciężkie do opanowania. Ćwiczyliśmy codziennie po parę godzin. Przez lata doszliśmy zaledwie do połowoy, kiedy wszystko zaczęło się nam sypać.
Zaczęło się krótko po naszych setnych urodzinach. Tata trochę się zaziębił. Myśleliśmy, że to nic takiego. To wyglądało tak jak każde poprzednie zachorowanie. Ale to nie było coś zwykłego. Kiedy tacie się pogorszyło i zgłosił się do lekarza został odesłany do następnego i jeszcze innego. Nikt nie wiedział, co to jest. A robiło się coraz gorzej. W ciągu pół roku tata trafił do szpitala. Leczono go, ale to nie dawało rezultatów i ciągle mu się pogarszało. Po kolejnych trzech miesiącach nie był w stanie sam żyć i wspomagały go maszyny i bardzo cierpiał. Było to widać. Leki i znieczulenia działały coraz słabiej. To było straszne widzieć jak tata umiera na naszych oczach, a my nie możemy mu pomóc. Wciąż mam w pamięci ten obraz i Ataru płaczącego po nocach. Ostatni miesiąc był najgorszy. Wiedzieliśmy, że tata niedługo odejdzie. Wiedzieliśmy, ale nie chcieliśmy się z tym pogodzić. Czuwaliśmy przy nim na zmianę, a kiedy mogliśmy to razem.
Była noc, kiedy to się stało. Nie spaliśmy wtedy. Wiedzieliśmy, że to ten monet. Łzy lały się z naszych oczu. Trzymaliśmy go mocno za dłonie. Wyszeptał tylko, że nas kocha, a my że jego też kochamy. Uśmiechnął się z ledwością i... Odszedł. W nasze sto pierwsze urodziny. Trzeba nas było odciągnąć od niego siłą. Dwa dni później pochowaliśmy go.
- Uratka... Wracajmy do domu. Jest już późno i zaczyna padać.
- Ataruś... Czemu my?- Spytałem wpatrując się w nagrobek.- Najpierw mama, która zdążyła nas tylko przytulić, a teraz tata. Czemu los zabrał nam rodziców?- z oczu znów po płynęły mi łzy.
- Uri nie płacz proszę...
- A jeśli ty będziesz następny? Jeśli los zabierze mi też ciebie? Co wtedy zrobię? Jak sobie poradzę, jeśli i ciebie stracę?
- Uri...
- Nigdy mnie nie opuść Ati.- Podniosłem się z ziemi i przylgnąłem do niego.- Ty jeden zawsze bądź przy mnie.
Staraliśmy się żyć przez cztery dni, ale nam nie szło. Wracaliśmy po pracy do domu idąc przez zaułek żeby skrócić drogę. Ataru się potknął i usiadł pod ścianą budynku szlochając. Nie hamowałem się i zrobiłem to samo. Siedzieliśmy i płakaliśmy kilka godzin, kiedy ktoś do nas nie podszedł. To był książę. Kucnął patrząc na nas zmartwiony.
- Co się stało chłopcy? Mogę wam jakoś pomóc?
- Nasz tata on...
- Odszedł kilka dni temu. Zostaliśmy sami.
- Tak mi przykro. Jeśli nie macie nikogo, kto by się wami zajął to może pójdziecie ze mną? Do pałacu. Chcecie? Pojedziemy po wasze rzeczy dobrze?
- Jesteśmy dorośli.- Wymamrotałem.- Mamy sto jeden lat.
- Nasza książka... Tylko na niej nam zależy.- Ataru pokazał księciu naszą książkę, z którą się nie rozstawaliśmy.
Zostaliśmy zabrani. Dziwnie czuliśmy się w pałacu i nie chcieliśmy by ktoś się do nas zbliżył. Tylko nocny strażnik. Przychodził do nas opowiadając niezwykle historie. Jednak żeby się przyzwyczaić potrzebowaliśmy trzech lat. Ale już nie potrafiliśmy cieszyć się tak bardzo i porzuciliśmy fryzjerstwo. Jedynie przeglądaliśmy książkę.
Mijały kolejne lata i dopiero wiadomość, że królowa spodziewa się drugiego dziecka, sprawiła, że wróciliśmy do życia. Znów zaczęliśmy się cieszyć i na nowo odkryliśmy radość z czesania. Myśleliśmy o tym, że będziemy mogli pomagać zajmować się maleństwem i się z nim bawić. No właśnie myśleliśmy. Raptem kilka godzin po narodzinach księcia zaczął się koszmar. Malutki książę został ukryty, starszy został zaatakowany i sparaliżowany, król zabity, a królowa zmieniła się w potwora.
W ciągu dwóch lat skutecznie nas zastraszył. Lubowała się w zadawaniu bólu. A jeszcze większą przyjemność czerpała z patrzenia jak nawzajem z Ataru robiliśmy sobie krzywdę. I wtedy królowej złożył wizytę król Bergali. Drugiej nocy jego pobytu do naszego pokoju wpadli jego ludzie i zaczęli nas szarpać mówiąc, że mają zabrać tylko jednego.
- NIE!!! JA NIE CHCĘ!!! ZOSTAWCIĘ MNIE!!! CHCĘ ZOSTAĆ Z ATARU!!!- Wrzasnąłem, kiedy chwycono mnie.- ATARU!!! RATUJ ATARU!!! JA NIE CHCĘ!!! ATARU!!!- wyciągnęli mnie ale ja dalej krzyczałem. Zakneblowali mnie, zasłonili oczy i związali. Ciągnęli gdzieś i wrzucili chyba do bagażnika i wywieźli.
Kiedy zostałem wyjęty byłem w obcym kraju. W pałacu króla Bergali. Zostałem zaciągnięty przed jego oblicze. To co mi powiedział i potem zrobił było straszne. Był jeszcze gorszy od królowej. A z czasem było coraz gorzej. Zacząłem modlić się o jakiś cud, a potem już o odejściu. Czułem, że więcej nie zniosę. Czternaście lat takiego życia to było dla mnie za dużo.
Kiedy zostałem wezwany po drodze prosiłem żeby ten raz był ostatni. Jednak król kazał mi się nauczy Tańca Końca. ,,Więc tak to się skończy? Odejdę tańcząc?" Nie mogłem zignorować rozkazu.
Opanowałem taniec nie jedno krotnie ocierając się o koniec. Miałem zatańczyć na przyjęciu księżniczki Viktorii z Rebil. Zrozumiałem. Chce ją upokorzyć. Nie chciałem, ale musiałem. Byłem trzymany na korytarzu. Dopiero na kilka minut przed moim ostatnim tańcem mój pan po mnie wyszedł. Paradował ze mną szukając kogoś. Tym kimś był... nie... ,,Ataru! Książę Kyousuke zabrał go ze sobą!" Chciałem rzucić się mu w ramiona ale zostałem odciągnięty, a chwilę później tańczyłem. ,,Jak to boli! Chce mi się krzyczeć, ale nie mogę!" Im dłużej to trwało tym bardziej traciłem siły. Zbliżałem się już do końca. Miałem jeszcze trzy, pozy kiedy...
- Stać! Zatrzymać to! To go zabija!- Książę w ostatniej chwili mnie zatrzymał. Osunąłem się w jego ramiona. Oddychałem z najwyższym trudem.- Ty potworze! Jak możesz! Dobrze wiesz, że ten taniec zabija Uratę! Chciałeś go uśmiercić na oczach wszystkich?! A obiecałeś, że pozwolisz mi zabrać Uratę! Chciałeś mi zostawić jego ciało?!- Zaczęło ciemnieć mi przed oczami i straciłem przytomność.
Z trudem uniosłem powieki.
- Urata! Och Urata! Uri! Tak się bałem Uratka!- Ataru przylgnął do mnie zalewając się łzami.
- Ati? Gdzie... Co...
- Dalej jesteśmy w Rebel. W pałacu. Kyousuke wyzwał króla na pojedynek i wygrał! Bardzo oberwał, ale wygrał. Jutro będzie mógł wstać i będziemy wracać do domu. Wrócimy razem Urata. Znowu będziemy razem i już nikt nigdy nas nie rozdzieli!- ,,Do domu? Naprawdę? Czyli jednak cud?"
- Kocham cię Ati.- Szepnąłem i zapadłem w spokojny sen.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz