niedziela, 4 lutego 2018

XIX Oszukany



  - Mogę poprosić o przygaszenie świateł i trochę miejsca na środku?- Moja prośba została spełniona. Postawiono donicę, w której znajdował się malutki krzaczek jeszcze bez kwiatów. Przez salę przeszedł poszum.- Bez obawy. Proszę tylko o uważne patrzenie.- Odpiąłem zapięty pod szyję płaszcz pokazując wszystkim mój strój. Białe buty, spodnie przylegające do ciała i marynarka z długim, szerokim jaskółczym ogonem. W niektórych miejscach były błękitne wstawki. Moi muzycy zaczęli grać i ruszyłem do tańca.
  Wpadłem w trans. Tańczyłem spokojnie i bez stresu. Nie myślałem. Tak było lepiej. Myśląc mógłbym się pomylić i wszystko by poszło na marne. Krok za krokiem. Ruch za ruchem. Spokojnie. Wszystko szło tak jak powinno i kiedy się zatrzymałem wszyscy zaczęli klaskać. Podszedłem do Viktorii.
  - Czy prezent ci się spodobał Księżniczko?- Spytałem znów się kłaniając.
  - Tak to... to było piękne, a ten krzew jest wspaniały.- Powiedziała drżącym głosem.
  Krzew został zabrany, a ja uprzejmie przeprosiłem i poszedłem się przebrać w wyjściowy strój. Ten biały był specjalnie do zatańczenia. Wróciłem na salę i zająłem swoje miejsce. Przyglądałem się, co dostaje dziewczyna.
  - Pięknie to zatańczyłeś mały.- Yuuichi powiedział z dumą.
  - Cieszę się, że wszystko poszło dobrze.-Odpowiedziałem z ulgą.
  - Viktoria wzruszyła się wiesz?
  - Chciałem żeby to było coś wyjątkowego. Jest wrażliwa pewnie, dlatego tak się wzruszyła.
  Goście z podarunkami stopniowo się przerzedzali i na samym końcu podszedł król Bergali.
  - Mój prezent pokażę przed północą.- Powiedział, ukłonił się lekko i odszedł.
  Przyjęcie trwało spokojnie. Zatańczyłem z Viktorią dwa razy, rozmawiałem z innymi władcami i Viktorią oraz jej ojcem. Kiedy przyszła pora na posiłek nie bardzo wiedziałem, czego spróbować. Tutejsza kuchnia była zupełnie inna niż nasza. Dla bezpieczeństwa brałem to, co Yuuichi. Mamy bardzo podobny gust, więc myślałem, że powinno mi smakować to co jemu jednak...
  - Co to? Jest strasznie ostre.- Ze łzami w oczach sięgnąłem po picie.
  - Och mogłam cię ostrzec. Nasza kuchnia jest właśnie taka ostra. Chcesz dostać coś z twoich stron?
  - Nie jest już dobrze.- Odpowiedziałem nieco zduszonym głosem.- Tylko powiedz mi, co jest mniej ostre.- Poprosiłem. Nie chciałem wybrzydzać. Viktoria nie narzekała, kiedy była u nas, więc ja nie będę grymasić u niej.
  Całkiem zrelaksowany chwilowo siedziałem sam. Jednak długo sam nie byłem. Zobaczyłem, że Ataru szybkim krokiem zbliża się do mnie i siada cały się trzęsąc. Ba! Był przerażony.
  - Wszystko dobrze?
  - On... on go już przyprowadził. Urata wygląda okropnie. Jest bardzo wychudzony. Ledwo stoi na nogach. Pod prowadził go do mnie...
  - Spokojnie Ataru. Spokojnie. Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz. Wrócimy razem z Uratą. Będzie dużo odpoczywać i nabierze ciała. Kiedy wrócimy Urata wydobrzeje i będzie dobrze.- Objąłem Ataru żeby go uspokoić.
  - Drodzy goście! Wasza wysokość i Księżniczko! Proszę o uwagę. Już pora na mój podarunek dla księżniczki. Będzie to wyjątkowy taniec w wykonaniu jednego z mieszkańców mojego kraju.- Głos króla Bergali rozległ się w całej sali.
  Wróciłem na swoje miejsce. Ataru trzymał się tuż przy mnie. Patrzyłem jak Urata wychodzi na środek sali, kłania się i zaczyna tańczyć. Taniec w istocie był wyjątkowy i tak jak pozostali goście patrzyłem zachwycony. Ale powoli mi światło, że coś jest nie tak. Skupiłem się na twarzy chłopaka. Łzy... Grymas bólu... Tego nie można udawać. ,,Co z niego za okrutnik! Urata jest w opłakanym stanie, a on go zmusił do jeszcze większego cierpienia. Jak tylko skończy się ta cała farsa zabiorę Uratę do lekarza osobiście i do pilnuje żeby miał odpowiednią opiekę!"
  - Ura-ta... Nie...- Ataru spojrzał na mnie zrozpaczony.- To go zabija.
  - Zabija?- spojrzałem na tańczącego chłopaka. ,,On... On naprawdę cierpi!" Patrzyłem I serce mi się krajało. ,,Nie mogę przerwać, bo obrazę króla, ale jeśli Urata umrze to będzie to obraza dla Viktorii i jej ojca... Aaaa! Nie pozwolę umrzeć Uracie!"- Stać!- Wrzasnąłem.- Zatrzymać to! To go zabija!- Poderwałem się i błyskawicznie znalazłem się przy chłopaku. Osunął się w moje ramiona ledwo żywy. Z jego wątłej piersi wydobywało się rzężenie.- Ty potworze!- Ryknąłem do króla Bergali.- Jak możesz! Dobrze wiesz, że ten taniec zabija Uratę! Chciałeś go uśmiercić na oczach wszystkich?! A obiecałeś, że pozwolisz mi zabrać Uratę! Chciałeś mi zostawić jego ciało?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz