niedziela, 4 lutego 2018

XXXVI Tsubasa



Nie pamiętam swojego życia przed tym jak zamieszkałem w pałacu. Nawet po tylu latach nic nie pamiętam. Lekarz orzekł amnezję w wyniku szoku. Próbowano pobudzić moją pamięć żebym sobie przypomniał, kim jestem i skąd pochodzę, ale żaden sposób nie pomagał. W końcu spróbowano zaingerować magią, co wcale nie było przyjemne. Wtargniecie obcej świadomości do własnego umysłu jest bolesne. Ale chciałem się dowiedzieć, co mi się stało. Jednak ta ingerencja zamiast przynieść mi odpowiedź dostarczyła tylko jeszcze więcej pytań, bo moich wspomnień po prostu nie było. Zupełnie jakby ktoś mi je usunął. Albo jakbym wcześniej nie istniał...

Obudziłem się zwinięty w kłębek leżąc pod krzewem różnym. Wszystko mnie bolało, byłem zmarznięty i pokaleczony. Nad sobą zobaczyłem dwóch całkiem porządnie zbudowanych mężczyzn. Jeden wyciągnął ręce w moją stronę, a ja wystraszony zacząłem krzyczeć.
- Proszę nie róbcie mi krzywdy! Boję się i nie wiem, co się dzieje! Nie wiem skąd się tu wziąłem! Nic nie pamiętam!
- Spokojnie mały. Nie zrobimy ci krzywdy, ale wyjdź do nas.- ten który wyciągnął do mnie ręce uśmiechnął się ciepło, ale mnie bynajmniej to nie pomagało.- Nie bój się.- podałem mu swoją drobną dziecięcą dłoń z eleganckim fioletowo-żółtym siniakiem. Zostałem wyciągnięty z chaszczy i pociągnięty do pozycji stojącej. Jęknąłem i  zachwiałem się. Ten drugi na szczęście zdążył mnie złapać zanim upałem. Lewa stopa była wykręcona pod dziwnym kątem.
- Gdzie ja jestem?- Spytałem drżącym głosem.
- To jest pałacowy ogród, kolorowy chłopcze.
- A raczej jego obrzeża.
- Co mi zrobicie?
- Zabierzemy cię do króla.- i zrobili tak jak powiedzieli. Zanieśli mnie do pałacu, a mnie oczy o mało, co nie wypadły. Patrzyłem z zachwytem absolutnie na wszystko, co było do dokoła. W końcu zatrzymali się przed jakimiś drzwiami, zapukali i weszli.- Proszę wybaczyć, że przeszkadzamy wasza wysokość, ale znaleźliśmy tego chłopca w ogrodzie. Mówi, że nic nie pamięta.
Od dębowego biurka wstał wysoki białowłosy mężczyzna i popatrzył na mnie złotymi oczami.
- Zostawcie nas samych. Ale poproście królową by tu do nas przyszła.- Głos króla był taki kojący. Od razu mu zaufałem. Zostałem posadzony na miękkiej sofie. Król przysiadł się do mnie i  przyjrzał uważnie.- Powiedz bardzo cię ta kostka boli?- Spytał delikatnie dotykając mojej stopy. Jęknąłem.
- Jest dobrze... Boję się tylko... Aaaahhh!!!- Nawet nie miałem czasu by zareagować, kiedy mocno mnie złapał i nastawić skręconą kostkę. Rozpłakałem się na głos i odruchowo wczepiłem w króla.
- Już lepiej prawda?
- Tak... Dziękuję...- Otarłem oczy. Dalej bolało, ale już nie tak bardzo.
- Powiedz naprawdę nic nie pamiętasz? Zupełnie nic?
- Zupełnie...- Drzwi otworzyły się. Zobaczyłem w nich piękną kobietę, a u jej długiej sukni uczepiony był chłopczyk z wielkimi złocistymi oczami i długimi, białymi włosami ciągnący mi się za nim po podłodze. Podbiegł do nas i z pełną szybkością wskoczył królowi na kolana.
- Kto to? Jaki kolorowy! Będzie moim kolegą? Chcesz się ze mną pobawić? Mam dużo zabawek. Możemy pójść do ogrodu, albo na basem. O wiem! Pójdziemy do koni! Umiesz jeździć? A jak masz na imię? Ja jestem Yuuichi. Jestem księciem, a kiedyś będę królem I cały kraj będzie mój! A...
- Yuuichi skarbie daj mu cokolwiek powiedzieć.- Kobieta wzięła chłopca na ręce.
- Ja... ja nie wiem. Nie pamiętam.- Znowu zapłakałem.- Ja naprawdę nic nie pamiętam.

Skończyło się na tym, że jak na razie dostałem imię Tsubasa i będę mieszkać w pałacu dokupić nie przypomnę sobie czegoś albo, jeśli ktoś się po mnie nie zgłosi, bo moje zdjęcie zostało wysłane do gazety i telewizji.
Ale nikt się nie zgłaszał. Mimo tego, że tak usilnie starano się znaleźć kogoś, kto mnie zna, nikt się nie zgłaszał. A ja sam też niczego nie pamiętałem. A kiedy po wyjątkowo nieprzyjemnym badaniu dowiedziałem się, że moich wspomnień po prostu nie ma bardzo się zmartwiłem. Zupełnie jakby mnie wcześniej nie było.
- No nie martw się tak.- Yuuichi uśmiechnął się do mnie.
- Ale ja nie wiem co mam zrobić. Nawet nie mam pewności czy jestem prawdziwy. A co jeśli ktoś był na tyle szalony i potężny, że mnie stworzył, ale ze strachu mnie wyrzucił? Albo może jestem tylko ożywioną lalką?
- Tsubasa nie mów takich rzeczy! Jesteś prawdziwy i kiedyś na pewno miałeś rodzinę.
- Ale teraz jej nie mam. Tak jak moich wspomnień. Nawet nie wiem czy za mną tęsknią i czy chcą mnie jeszcze. Nie wiem czy gdzieś tam mam rodzinę.  Nic o sobie nie wiem.
- Ty masz rodzinę.- Spojrzałem na niego.- Teraz to ja, tata i mama jesteśmy twoją rodziną i nigdy cię nie oddamy nikomu.- Wstał i wyciągnął do mnie rękę. Coś mnie w tym uderzyło jak na niego patrzyłem. W tamtym memencie miałem wrażenie, że mój przyjaciel jest o wiele bardziej dojrzały niż może się wydawać.

Dorastałem w pałacu i odkrywałem swoje zdolności. Przemianę w ważkę odkryłem całkowicie przez przypadek, kiedy się przeziębiłem i kichałem jak najęty. Za którymś razem zmieniłem się w owada ku zdziwieniu wszystkich.
Innym z kolei razem, kiedy ścigałem się z Yuuichi'm nagle całkowicie bez powodu zacząłem przyspieszać mimo tego, że to ja byłem tym wolniejszym. W pewnym momencie wystrzeliłem do przodu pędzą jak błyskawica. Skończyło się to tym, że dopiero drzewa mnie zatrzymały.
Później na szczęście nie było już innych dziwacznych objawów ukrytych zdolności. Chyba, że talent do pakowania się w kłopoty, ale ten to nabyłem akurat od przyjaciela.
Z każdym kolejnym rokiem coraz bardziej przywiązywałem się do pałacu i mojej przybranej rodziny, aż w końcu nie mogłem siebie już wyobrazić w innym otoczeniu i życiu. Jak również nie mogłem sobie wyobrazić swojego życia bez Yuuichi'ego. Nie wiem dokładnie jak ani kiedy ale on stał się moim prywatnym bóstwem. Zawsze był przy mnie i wiedział, co się ze mną dzieje. Zawsze się za mną w stawiał i bronił. Czasem przyjmował na siebie odpowiedzialność za to, co robiłem. Wspierał mnie zawsze, kiedy miałem chwilę słabości. Ale to nie tylko stosunek do mnie. Moja wiara w niego wzmocnił się, kiedy przygarnął bliźniaków i starał się by poczuli się u nas bezpieczni i kochani. Widziałem jego starania i sam chciałem coś dla niego zrobić. Dlatego postanowiłem, że zostanę jego strażnikiem. Sam trening nie różnił się zbytnio od naszych normalnych, ale musiałem wyrobić sobie pewne odruchy i zachowania oraz opanować bardzo skomplikowaną magię. Inną sprawą było wytworzenie specyficznej więzi z Yuuichi'm. Kiedy udało mi się to wszystko byłem gotowy oddać za mojego przyjaciela życie i spełnić każde jego polecenie. Byłem gotowy by się nim zająć w każdej stacji. Ale nie myślałem, że kiedyś będę musiał. Myliłem się. Myliłem, a najgorsze, że nie dałem rady się nim zająć.
Zaczęło się od tego, że podsłuchaliśmy jego matkę. Wtedy pierwszy raz moja wierność została wystawiona na próbę. Mój umysł wył żebym cały czas był z Yuuichi'm, ale wyszkolenie kazało ślepo się posłuchać i spełnić rozkaz.
Biegłem po korytarzach i sprawdzałem wszystkie miejsca gdzie król mógł być ale go nie było! Zamiast tego znalazłem mojego księcia na podłodze w dziwnej pozycji z głową skręconą pod niemożliwym kątem.
- Yuuichi!- przy padłem do niego w obawie o najgorsze. Jednak jego oczy poruszały się i gwałtownie mrugał. Rozpoznałem charakterystyczny sposób, w jaki mrugał. Sami wymyśliliśmy ten kod, ale teraz nie mogłem nadążyć. Nagle mnie złapano i zaczęto oskarżać o zamach na życie księcia.
Zawleczono mnie do lochu i brutalnie przesłuchiwano. Bardzo brutalnie. Pytali mnie o malutkiego Kyousuke, ale twardo trzymałem język za zębami. Chociaż raz chciano mi go uciąć. Bili mnie, przypalali, podtapiali, dusili, głodzili, truli, wyrwał i włosy i paznokciem albo wbijali pod nie gwoździe. Kilkukrotnie nawet mnie zgwałcono. Ale ja dalej milczałem, chociaż były skrajne chwilę, kiedy chciałem powiedzieć żeby już przestali mnie tak dręczyć. Po tym wrzucili mnie do ciemnej, malutkiej celi i tylko przy okazji przy noszenia ,,posiłków" tak dla rozrywki bito. I nagle... Kiedy drzwi się otworzyły byłem gotowy na kolejne baty, ale i tak skuliłem się w koncie. Czekałem na atak, ale jakiś cudem nic się nie stało. Przeciwnie ktoś zarzucił mi na ramiona koc. W celi było zimno, a ja miałem na sobie jedynie zniszczoną cienką tunikę i po prostu dygotałem zmarznięty. Podniosłem głowę i zobaczyłem strażnika, którego lubiłem najbardziej. W końcu to on mnie znalazł wtedy w ogrodzie.
- Nie bój się Tsubasa.- Powiedział pociągające mnie do góry.- Książę kazał cię uwolnić.
- Yuuichi? A co z królową?- Uwiesiłem się na jego ramieniu. Po tych szesnastu latach nie byłem w najlepszej formie.
- Królowa zmarła. Teraz książę sprawuje tu władzę. Nic nie odpowiedziałem. Po prostu dałem się wyprowadzić. Z mrozem oczy, które przyzwyczaiły się do ciemności. Trzeba mi było dać ciemne okulary żebym cokolwiek widział.
Przez cały dzień starano się doprowadzić mnie do stanu używalności, co nie było łatwe. Co powiedzieć. Wyglądałem jak idź stąd i nie wracaj. W końcu pozwolono mi pójść do przyjaciela. Dopiero jak go zobaczyłem zdałem sobie sprawę z tego jak bardzo za nim tęskniłem. Nie podobało mi się to, że od razu chce szukać, Kyousuke i zostać królem. Powinien teraz skupić się na sobie i na tym żeby dojść do siebie. Ale jednak mu zaufałem i spełniałem jego polecenia.

Teraz po dziesięciu latach tańczyłem na jego balu weselnym z ukochaną jego brata. Ich szczęście było moim. Jak tylko mogłem patrzyłem na Yuuichi'ego. Był naprawdę szczęśliwy. Tak się z tego cieszyłem. Ale oczywiście coś musiało to zburzyć. Z duszą na ramieniu niosłem Kyousuke do szpitala. Jestem, co prawda strażnikiem Yuuichi'ego ale teraz moje myśli były zajęte Kyousuke.
- Gdzie jest Kyousuke? Tsubasa gdzie...- Musiałem go uspokoić, bo zaczął szaleć. Po tym jak lekarz zalecił żeby Kyousuke gdzieś pojechał mój przyjaciel od razu zaczął nalegać żebym zabrał chłopca nad morze.
- Nie Yuuichi. Nie mogę. Muszę chronić ciebie. Kto inny może go zabrać.
- Ale tylko tobie mogę go powierzyć. Proszę Tsubasa jesteś moim przyjacielem...
- I właśnie, dlatego mówię nie.
- To, z kim on ma pojechać? Ja nie mogę.
- Ataru i Urata.- Odpowiedziałem z uśmiechem.
- Bliźniaki? Przecież oni się nie nadają! To są... No... Bliźniaki.
- Niekoniecznie.- Wyciągnąłem telefon i puściłem mu nagranie.- Chyba się nadają.- Stwierdziłem z zadowoleniem idąc szeroko otwarte oczy przyjaciela.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz