niedziela, 4 lutego 2018
XV Koronacja we łzach
Siedziałem odwrócony. Nie byłem w stanie powstrzymać łez, a nie chciałem by on je widział. Mijaliśmy ładnie i zadbane wille. Zastanawiałem się w których mieszkają Valej i Raju. ,,Czy w ogóle ich dzisiaj zobaczę? Nie wiem ile tam będzie osób. Mogę ich nie wyłapać."
- Będę musiał coś powiedzieć?
- Kyousuke proszę...
- Czy będę musiał coś powiedzieć?- Ponowiłem pytanie wciąż patrząc gdzie w dal.
- Tak będziesz musiał coś powiedzieć. Będą obecni też władcy z sąsiednich krajów. Kiedy wrócimy do pałacu odbędzie się przyjęcie na naszą cześć. To będzie dla nas dwóch ponieważ nie został wyprawy bankiet z okazji mojej koronacji. Potraktuj to jak spóźnione przyjęcie z okazji urodzin. Dostaniesz podarunki i zostaną ci przedstawieni osobiście władcy i ich rodziny.
- Rozumiem. Nie przyniosę ci wstydu. Będę chciał pomówić z królem Bergali. Jako koronowany książę będę mieć prawo do tego, a on będzie musiał mnie wysłuchać. Złożyłem Ataru obietnicę i mam zamiar jej dotrzymać, jako przyjaciel i książę.
Yuuichi milczał. Wiedziałem, że on cierpi przez moje zachowanie, ale muszę wytrwać. Moje zachowanie i czyny będą się odbijać na jego wizerunku. A ja chcę żeby widziano go jako dobrego króla. Nie chcę żeby był wytykany i wyśmiewany z powodu tego ze jego młodszy brat był żebrakiem i nie potrafi się zachować.
- Kyousuke spójrz na mnie.- obróciłem powoli głowę i... dostałem w twarz. ,,Jak to możliwe? Przecież... Pierścień. Yuuichi nosi na palcu pierścień. Ruszył go żeby pociągnąć całą rękę i mnie spoliczkować."- Nie chciałem podnosić na ciebie ręki, ale nie dałeś mi wyboru. Myślisz, że nie widzę co się z tobą dzieje? Że nie słyszę twoich myśli? Nie chcę żebyś był idealnie sztuczny. Chcę żebyś był sobą. źebyś był taki, jakim cię poznałem. Miłym, uroczym, szczerym, naturalnym chłopcem. Nie chcę sztucznej lalki jaką teraz jesteś. Chcę żeby mój braciszek wrócił. Proszę. Kyousuke. Proszę...- z oczu płynęły mu łzy. Nie dałem rady.
- YUUICHI!!!- Przytuliłem się do niego z całej siły.- Przepraszam! Tak bardzo przepraszam! Ja chciałem być dla ciebie idealny! Chciałem żebyś nie musiał się za nie wstydzić, jeśli zrobię coś nie tak jak powinienem! Przepraszam!
- Już jesteś dla mnie idealny. Od samego początku byłeś. Nikt nie jest idealny i ty też nie musisz. Masz prawo popełniać błędy. Nie ważne co byś zrobił to nigdy bym się za ciebie nie wstydził. No już mały. Już dobrze. Nie możesz być taki czerwony podczas swojej koronacji. Nie płacz. Nie jestem na ciebie zły. No już... Kyousuke... dusisz mnie. Jeszcze pomyślę że chcesz od razu zostać królem.- puściłem go. Poprawiłem mu koronę i strój.
- Wybacz.- policzki mnie zapiekły.- Nie wiem co we mnie wstąpiło że byłem taki.
- Presja i gniew. Ja też tak miałem. Przed moją koronacją na księcia. Taka też mnie tak zamknął. Też zrobiłem się na taką idealną lalkę. Ale wiesz co tata wtedy zrobił? Dał mi coś wyjątkowego. I teraz ja ci to dam żebyś pamiętał że już nigdy nie wolno ci być sztucznym. Sięgnij do mojej kieszeni.- zrobiłem tak jak kazał. Natrafiłem na mały chłodny przedmiot. Wyjąłem go.
- To pierścień.
- Tak. Taki jak mój.- Zerknąłem na jego dłoń.
- Są takie same.
- Bliźniacze. Magiczne.- Przymierzyłem pierścień na palec. Mam tak chude dłonie że trzymał się tylko na kciuku. Kamień bodaj że diament zalśnił. Spojrzałem na brata.
- Jest piękny.- szepnąłem.
- Dopóki będziemy je nosić będziemy wiedzieli co się z nami dzieje nie ważne jak daleko będziemy. Więc nawet jeśli będziesz daleko to ja będę wiedział czy jesteś sobą czy lalką.
- Myślałem że i bez tego to wiesz.
- Ja też mam swoje granice. Moja telepatia ma ograniczony zasięg. Więc pamiętaj. Jeśli kiedyś będziesz się wahać to na niego spójrz i pomyśl że ja wiem co się dzieje.
- Kocham cię.- Szepnąłem i położyłem się z głową na jego kolanach.
-Nie dobrze mi. Chyba zwymiotuję.- Siedziałem w namiocie i nie chciałem wyjść. Tam na zewnątrz było tyle elfów. I wszyscy będą się na mnie gapić jak tylko się pokażę.- Nie ja nie idę. Powiedźcie, że się strułem. Nie żadnej koronacji. Odwołuję. Niech sobie idą.
- Za późno. Nie można odwołać. Oj powtórzysz przysięgę, wsadzą ci koronę na głowę powiesz parę zdań, że dziękujesz za przybyciem, to dla ciebie bardzo ważny dzień, jesteś szczęśliwy, bo masz oparcie w starszym bracie, pożegnasz się ładnie i wracamy do pałacu. Posiedzisz na przyjęciu. Będziesz się uśmiechać porozmawiasz trochę i pójdziesz do siebie pod pretekstem zmęczenia.
- Nie pomagasz Tsubasa.- Wymamrotałem.
- Będzie dobrze mały.- Yuuichi uśmiechnął się.
- A jak na prawdę puszczę pawia? Przed tym tłumem? O wiem. Przebierzemy Ataru za mnie. Zaczarujemy go żeby wyglądał tak jak ja. Co? On za mnie pójdzie, a ja tu poczekam?
- Wybacz ale nie da rady. Jestem od ciebie wyższy. Poza tym innych władców nie oszukasz taką sztuczką.
- I ty przeciwko mnie?- jęknąłem. Chcąc nie chcąc po dziesięciu minutach wyszedłem jak na ścięcie. Nie chcąc widzieć tych wszystkich osób patrzyłem pod nogi.
Musiałem jednak przywitać zgromadzonych władców. Tak bardzo się stresowałem że nie byłem w stanie się skupić. Składanie przysięgi też było dla mnie stresujące. Głos tak mi się trząsł... Moją korona księcia była delikatna ale kiedy wsadzono mi ją na głowę miałem wrażenie że waży tonę. Nogi miałem jak z waty kiedy podchodziłem do mikrofonu.
- Dziękuję że przyszło tak wiele osób. Ten dzień jest dla mnie bardzo ważny i jak widać wywołuje bardzo silne emocje.- Z nerwów zacząłem bawić się pierścieniem. Spojrzałem na niego. ,,Nie będę sztuczny."- Wiem, co spodziewacie się ode mnie usłyszeć, ale obiecałem że będę naturalny i prawdziwy. A prawda jest taka że... Że Arsilla wcale nie jest szczęśliwym krajem. Szczęśliwi są tylko bogaci, a o biednych nikt nie myśli. Wychowywałem się pośród żebraków, wiem jaka jest sytuacja i wiem że szlachta nie chce sobie tym zawracać głowy myśląc tylko o tym jak jeszcze bardziej się wzbogacić i żyć w coraz większym luksusie. Szlachta ma wszystko. Ja sam teraz w pałacu mogę sobie za życzyć czego chcę. Ale niecałe trzy miesiące temu musiałem ciężko pracować by zarobić na chleb. Teraz już tego nie widać ale kiedy zostałem odnaleziony można było policzyć mi wszystkie kości. Wiele młodych osób umiera z głodu lub kończy ze sobą w akcie rozpaczy, bo nie widzą żadnej nadziei na przyszłość. Chcę to zmienić. Chcę żeby było tak jak wtedy kiedy żył mój ojciec. Chcę żeby nasz kraj znów był szczęśliwy. Ale jeśli szlachta mi nie pomoże to...- trzask! Coś roztrzaskało się na mojej głowie. ,,Chwila to jest... jajo! Ktoś we mnie rzucił!" Znowu i jeszcze raz. W moją stronę leciało coraz więcej różnych i coraz to paskudniejszych rzeczy. Skuliłem się. Płakałem. ,,Czy wystarczy że się o coś poprosi szlachtę i zostanie się obrzuconym paskudztwami?" Zostałem ściągnięty ze sceny zanim zaczęto we mnie rzucać czymś cięższym.
- Czemu to zrobili? Ja tylko chciałem pomoc biednej części społeczeństwa?- Płakałem, kiedy w namiocie opłukiwano mnie.
- Bo nie chcą się dzielić pieniędzmi braciszku. Już dobrze. Wysuszą cię i wrócimy do pałacu. Tam się porządnie wykąpiesz. Jeśli nie chcesz nie musisz iść na bankiet.- Yuuichi patrzył na mnie zmartwiony.
- Nie chce zejść. Muszę je obciąć. Ta farba jest jakaś dziwna.- Ataru szybkim ruchem obciął mi włosy.- Jak wrócimy to ci je przedłużę.- Skinąłem głową I wciąż płacząc zwinąłem się w koc i wyszedłem z namiotu otoczony strażnikami. Wsiadłem do bryczki I jak tylko posadzono przy mnie mojego brata woźnica popędził konia by jak najszybciej zawieźć nas z powrotem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz