niedziela, 4 lutego 2018

XLV Legenda o Maresusie



- Nigdy nie widziałem żebyś się aż tak rozchorował mały. Wyglądasz jak idź z stąd i nie wracaj.
- I tak się czuję.- Wymamrotałem. Leżałem w łóżku już tydzień i czułem się tylko gorzej.
- Gdzieś ty się mógł tak rozchorować?
- Valej był w tropikach w sprawach biznesowych. Pewnie przywiózł jakieś robaki z dżungli.
- Pewnie tak. No dobrze nie będę cię męczyć mały. Powinieneś spróbować się przespać...
- Yuuichi... Mogę cię o coś poprosić?- Spytałem nieśmiało.
- Jasne, że tak.
- Poczytaj mi proszę. Wygrzebałem z biblioteki mitologię i chciałem poczytać, ale jak patrzę na strony to mi się wszystko rozmazuje.
- Dobrze.- Wziął opasłe tomisko i usiadł koło mnie.- To będzie pierwszy raz jak będę Ci czytać do snu. No dobrze zobaczmy... O to może cię zainteresować. ,,Legenda o Maresusie".

,, Dawno temu, kiedy świat wyglądał zupełnie inaczej, istniała pewna mała kraina. Jej mieszkańcy żyli szczęśliwie. Kraina nie była bogatą, lecz niezwykle piękną. Jej piękno mieszkańcy zawdzięczali swojej Bogini, która o nich dbała, a oni o nią. Bogini mieszkała w małej świątyni otoczonej pięknym ogrodem. W zamian za codzienne wizyty i przeniesienie owocu z cudownego drzewa sprawiała, że kraina była cudownym miejscem do życia. Sprawiała, że rośliny rosły zdrowe i silne dający doskonałe plony. Zwierzęta były dobre, nie niszczy upraw i nie atakowały, a te, które stworzone były do wspólnego życia z elfami nigdy nie uciekały i pracowały wiernie. Sami mieszkańcy również byli dobrzy. Nie wyrządził sobie nawzajem krzywdy, dbali i zwierzęta, rośliny i całą krainę.
W tych pięknych i spokojnych czasach żył pewien młodzieniec o oczach błękitnych jak wiosenne niebo i czarnych włosach przetykanych pojedynczymi białymi włoskami przywódcą na myśl nocne niebo usiane gwiazdami. Mieszkał on ze swoimi rodzicami. We trójkę opiekowali się świątynią i ogrodami do niej należącymi. Jego imię brzmiało Maresus. Codziennie rano chodził pod cudowne drzewo by wybrać najpiękniejszy owoc i zanieść go bogini. Chodził do niej kilka razy dziennie by dotrzymać jej towarzystwa, ponieważ nie mogła udać się dalej niż ogród. Opowiadał jej o tym, co się działo w okolicy, a także różne historie by ją zabawiać. Gdy inni mieszkańcy przychodzili zobaczyć boginię i prosić ją o błogosławieństwa prowadził modlitwy i przekazywał jej słowa gdyż tylko on już jego rodzice mogli widzieć i słyszeć boginię. Maresus był całkowicie oddany bogini.
Mijały lata, a każdy dzień spędzony na służbie bogini, sprawiał, że w młodzieńcu rosło uczucie względem bogini. Kiedy w końcu był pewien swoich uczuć postanowił je wyznać swej ukochanej. Gdy to zrobił był pewien, że odrzuci jego uczucie jednak wyznała, że i ona obdarzyła jego uczuciem. Od tego czasu byli razem szczęśliwi, a ich miłość stawała się silniejsza z każdym dniem. Pragnęli nie tylko swych dusz, lecz i ciał. Każdej nocy rozpalała ich namiętność.
Czas mijał, kraina kwitła życiem i szczęściem, a bogini i młodzieniec kochali się niezmiennie mocno. Lecz nikt się nie spodziewał, że zazdrośni panowie sąsiednich krain chcąc by ich krainy również rozkwitły postanowili zabić boginię gdyż wierzyli, że wtedy zdobędą jej moc. Zaatakowali, więc krainę ze wszystkich stron szybko zbliżając się do świątyni. Bogini lękając się o życie jej ukochanego błagałaby uciekał, lecz on nie chciał jej zostawić samej gdyż była bezbronna nosząc pod sercem ich dziecko, a czas rozwiązania zbliżał się nieubłaganie. Postanowił zostać przy niej i jej bronić.
Była noc, gdy maleństwo zaczęło przychodzić na świat, gdy świątynia została zaatakowana. Maresus nie chciał zostawiać ukochanej jednak przysięgał ją chronić. Udał się, więc na pierwszy poziom świątyni by walczyć z napastnikami. Odniósł wiele ran jednak dzielnie walczył. Niestety jeden z napastników przedostał się na schody i trafił do komnaty bogini. Maresus usłyszał krzyk swej ukochanej. W tamtym momencie poczuł jak w jego umyśle otworzyły się do tej pory drzwi. Jego ciało napełniła nowa siła i moc. Popędził na górę. Zastał napastnika biorącego zamach by ugodzić boginię i zabić ją wraz z dzieckiem. Maresus rzucił się na napastnika. Stoczył z nim wyjątkowo ciężki pojedynek jednak wygrał. Ciężko ranny wrócił do swej ukochanej, która zdołała wydać na świat chłopczyka.
W nagrodę za swoje poświęcenie i oddanie włosy Maresusa stały się śnieżno białe by oddać czystość jego serca, a oczy złote odzwierciedlając jego odwagę. Jego syn i każdy następny potomek został obdarowany bielą i złotem. Maresus został panem krainy i zjednoczył z nią krainy napastników. W ten sposób narodziła się Arsilla pod panowaniem Maresusa, który przekazał koronę swemu synowi, gdy na świat przyszedł jego pierwszy prawnuk. Odszedł z boginią do zaświatów i już na zawsze z nią pozostał, a Arsilla rozwijała się by stać się wielkim silnym krajem opływającym w dostatek."
- Koniec. No i jak ci się podobało?
- W naszych żyłach płynie boska krew? Przecież to nie możliwe.- Odparłem i ziewnąłem.
- W każdej historii jest ziarenko prawdy mały. A teraz śpij Kyousuke - brat ucałował mnie w czoło. Zamknąłem oczy zapałem w sen.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz