Eve
- Ile ty masz lat? Siedem?
- Dziesięć.- wydąłem policzki
- I jeszcze ci mleczaki nie zaczęły wypadać? Dziwne. Powinieneś już mieć kilka zębów wymienione.- stwierdził zaglądając mi do buzi.- Dziwne... Ej tobie wychodzą zęby mądrości! One powinny zacząć wyrzynać się dopiero w wieku nastoletnim.
- A to źle?- Raju podszedł do nas niosąc śniadanie.
- A bo ja wiem. Nie znam się na fizjonomii Elfów. Wiem tylko tyle żeby umieć skutecznie zabijać, a nie bawić się w dentystę.
- To dlatego że do tej pory dostawałem do picia specjalny eliksir żeby nie wypadały.
- Krzywdę ci chcieli zrobić?
- Raczej starano się żeby jak najdłużej pozostał dzieckiem.
- Powtórzę. Krzywdę ci chcieli zrobić?
- Byłem księciem. Ojciec wykorzystywał moją urocza buzię do kampanii mającej zachęcać do wstąpienia do wojska.
- Podłe zachowanie. Wykorzystywać dziecko do promowania wojny. Ale w każdym razie teraz już nie będziesz pić żadnych spowalniających rozwój magicznych eliksirów. Podejrzewam że i tak już twój rozwój jest mocno zaburzony. Możliwe że nawet będzie ci trzeba podawać hormony żebyś zaczął prawidłowo rosnąć. Jak na dziesięciolatka jesteś strasznie niziutki. Dobra wyskakuj z pidżamy.
- Po co!?- odruchowo zasłoniłem się ramionami.
- Nie mam rentgenu w oczach, a muszę cie dokładnie obejrzeć. No już rozbieraj się. Im szybciej to załatwimy tym szybciej będziesz mógł się znowu ubrać.
Czując jak policzki mi płatną zacząłem niechętnie rozpinać guziki koszuli Raju. Zamówione ubrania przyjdą dopiero za klika dni, a w tej koszuli o dziwo śpi mi się bardzo dobrze. Patrzyłem jak na twarz Nixa wpływa coraz większy uśmiech
- No co? Czemu się tak szczerzysz!?- nie dałem rady wytrzymać jego wzroku i tego uśmiechu.
- Nic. Tylko wyglądasz jak mała laleczka. Naprawdę uroczy z ciebie dzieciak. Aż trochę szkoda że za chwilę zaczniesz dorastać. Ale skoro teraz jesteś taki śliczny to pewnie wyrośnie z ciebie niezłe ciacho.
- A na co mi uroda jak do końca życia będę izolowany od świata?- mruknąłem i pozwoliłem Nixowi robić swoje. Tak jak Raju miał bardzo ciepłe dłonie i był niezwykle delikatny. Chociaż to dziwaczne badanie bardzo łaskotało.
- No cóż. Poza skręconą kostka i powierzchownymi stłuczeniami to nie wygląda żeby coś ci było, ale wolę mieć pewność więc pobiorę ci krew i zrobię badanie dobrze? Raju ma odpowiedni sprzęt więc po południu już byśmy mieli wyniki.
- A nie będziecie chcieli taj krwi wypić i się na mnie nie rzucicie jak poczujecie zapach? Podobno to działa na was jak magnes?- zapytałem niepewnie.
- Spokojnie malutki nic nam nie będzie.- Raju zaczął mnie ubierać.- Jesteśmy najedzeni więc na pewno się na ciebie nie rzucimy. Żeby się rzucać to wampir musiałby być bardzo wylodzony. My się co najwyżej obliżemy. No a teraz wcinaj. Nasmażyłem ci górę tostów z kozim serem i wycisnąłem sok z pomarańczy. A jeśli chodzi o to co powiedziałeś wcześniej to nigdy nic nie wiadomo. Może za parę lat świat zmieni się na tyle że będziesz mógł spokojnie wyjść na ulicę? Poza tym kto powiedział że nie możesz mieć kontaktu że światem? Przez Internet możesz poznać setki różnych osób i jeśli sam nie powiesz to nikt nie zauważy że jesteś elfem. A teraz wcinaj. Musisz mieć dużo siły jeśli chcesz szybko dojść do siebie.- pogłaskał mnie po głowie. Odpowiedziałem mu uśmiechem i zabrałam się do jedzenia pozwalając Nixowi wbić mi w rękę igłę.
Raju
Eve to naprawdę słodki dzieciak. Nic ma rację. Szkoda że za chwilę zacznie dorastać. Chciałbym go mieć takiego małego już na zawsze. Muszę zacząć mu robić zdjęcia i rozpieszczć póki mogę.
Nic spędził u nas cały dzień głównie na wypytywami chłopca o wszystko i robieniu notatek. Naprawdę wziąć sobie do serca opieka nad nim za ci jestem mu naprawdę wdzięczny. Gdyby mały złapał coś gorszego od przeziębienia to nie widziałbym co zrobić. Zwłaszcza że to wciąż dziecko. A jak zacznie dorastać i hormony mu zaczną wariować? Nie wiem czy nadaje się do rozmów o ,,kwiatach i pszczółkach". Kompletnie o tym nie myślałem kiedy postanowiłam się nim zaopiekować.
Gdzy wieczorem ułożyłam Evego spać usiadłem razem z kuzynem.
- Dzięki Nix. Bez nią nie bym poległ.
- Nie ma sprawy. Ja też polubiłaem tego dzieciaka. Trzeba będzie zacząć jakoś tłumik jego zapach żeby na nas nie osiadał. Ale damy radę.
- Mam nadzieję. Kompletnie nie mam pojęcia czego się spodziewać. Ale jest przyzwyczajony do zupełnie innego stylu życia. Nie chce żeby był nieszczęśliwy.
- Raju... Przy tobie ten dzieciak nie ma szansy na bycie nieszczęśliwym. Jesteś najlepszym co mogło mu się przytrafić. Wiem co mówię.
niedziela, 19 sierpnia 2018
niedziela, 4 marca 2018
VIII Dzieje się coś dziwnego
Nie chciałem otwierać oczu. Bałem się teo co mogę zobaczyć. A jeśli umarłem? Jeśli Meteor mnie zabił? Co się z nim teraz stanie?
- Kometka... Zbudź się Kometa.- Tata? Więc ja żyję? Otworzyłem niepewnie oczy. Wszystko było strasznie rozmazane. Zamrugałem kilka razu żeby pozbyć się nieprzyjemnego wrażenia.- Jak sie czujesz?
- Zmęczony...- odparłem z ledwością. Gardło wciąż mnie bolało.- I w głowie mi dzwoni.- Sięgając dłonią do skroni zobaczyłem ze cała jest zabandażowana.
- Bardzo się o ciebie martwiłem. Gdy zobaczyłem co Meteor z tobą zrobił to myślałem że sam go zabiję. Wiedziałem ze zostawienie ciebie samego nie jest dobrym pomysłem. Ale już nie musisz się martwić. To co się stało więcej się nie powtórzy. Meteor już cie więcej nie tknie.
- Zabrałeś mnie do domu?- Spytałem z nutką nadziei, bo jednak wolałbym wrócić do domu gdzie czuję się najbezpieczniej.
- Niestety nie, ale nie martw się. Zadbałem o to by Meteor nie mógł cię dotknąć więc nie masz się co bać.- Nachylił się nade mną i ucałował w czoło.- Odpoczywaj. Za chwilę służba przyniesie ci coś do jedzenia. Ja muszę niestety już iść, ale zajrzę do ciebie za trzy dni. Gdyby coś się działo lub chciałbyś porozmawiać, Oko mam cały czas przy sobie. Kocham cie Kometka.
- Ja ciebie też tato.- Odprowadziłem go wzrokiem do drzwi.
Przez kolejne dni nie opuszczałem mojego pokoju i praktycznie nie wychodziłem z łóżka. Pomimo tego że powinienem się martwić o siebie to jednak chciałem wiedzieć co u Meteora. Ale wszyscy unikali tematu zbywając mnie tym że Meteor nie czuje się najlepiej i nie chce żeby mu przeszkadzano. Na początku może i w to wierzyłem, ale po dwóch tygodniach wysłuchiwania tej samej wymówki, już wiedziałem ze coś jest nie tak. Może i nie czuł się najlepiej, ale nie wierzę że przez trzy tygodnie wcale mu się nie poprawiło.
Kiedy nareszcie mogłem wstać i wyjść z pokoju, od razu postanowiłem zajrzeć do niego i samemu się przekonać.
- Meteor, chcesz czy nie wchodzę.- Powiedziałem stanowczo i nacisnąłem klamkę. Nie było go w pokoju, a ponoć był chory. Ale sam brak jego obecności nie był najdziwniejszy. Dziwne było to że w pokoju nie było niczego co mogło by świadczyć o tym ze ktoś w nim mieszka. Dopiero gdy otworzyłem szafę i zobaczyłem w niej ubrania Meteora upewniłem się że wciąż gdzieś tu jest. Z tym że gdzieś było tu bardzo dobrym określenie. Oblazłem cały nasz pałacyk, zaglądając w absolutnie każdy kąt i nigdzie go nie znalazłem. Dopiero kiedy wyjrzałem do ogrodu go zauważyłem. Do głowy by mi nie przyszło że wyjdzie w środku dnia do ogrodu. A teraz siedział sobie na huśtawce. Fakt faktem widziałem go z daleka i od tylu, ale nie zauważyłem żeby wśród służby za wielu demonów, a jak już to nie jego postury. Od razu do niego pobiegłem.
- Meteor! Wszędzie cię szukałam. Wiesz ze się o ciebie martwiłem? Ani razu do mnie nie zajrzałeś. Myślałem ze coś się stało... Meteor?- Mój początkowy uśmiech znikł gdy zobaczyłem go już z bliska. Miał na sobie bezrękawnik z kapturem naciągniętym na głowę. To akurat nie było by dziwne, ale bandaże na całej długości rąk już tak. W dodatku na dłoniach miał jeszcze rękawiczki.- Meteor?- Zrobiłem jeszcze jeden krok do przodu.
- Nie podchodź bliżej. Zostań tam gdzie jesteś.- Jego głos sprawił że aż zadrżałem. Był cichy i... Smutny.
- Meteor wszystko w porządku? Nie brzmisz jak ty.
- Nic mi nie jest. Niepotrzebnie się mną przejmowałeś.
- Wszyscy mi mówili że nie czujesz się dobrze. Twoje ręce... To po tym co się wtedy stało?
- Bandaże? Można powiedzieć że tak. Nie martw się tym. A co z tobą?
- Kiedy pióra mi odrosną to będzie już wszytko dobre. Tata i Rafael mówią że nie powinny mi zostać blizny, a jeśli tak to niewielki i mało widoczne.
- Rozumiem. Przykro mi.- Zdębiałem. Jemu jest przykro i sam się do tego przyznał?
- Odrzucisz się do mnie. Dziwnie mi się tak rozmawia.
- Wolałbym nie... Ale jeśli chcesz...- Przesiadł się cały czas trzymając sznurków jakby bez tego miał upaść, w dodatku dziwnie stawiał stopy. Jakoś tak nienaturalnie. Ale trzymał głowę cały czas spuszczoną.
- A kaptur?
- Nie chcę go zdejmować. Nie naciskaj.
- Czy ty bywasz w swoim pokoju? Zajrzałem ta i gdyby nie ubrania w szafie to bym pomyślał że się z niego wyprowadziłeś.
- To... Staram się trzymać porządek...
- Kiepska wymówka. Ja też lubię kiedy wszystko jest na swoim miejscu, ale u ciebie to wygląda jakby ktoś wyniósł wszystkie twoje rzeczy i połowę tego co oryginalnie było. O co tu chodzi?
- O nic. Naprawdę. Nie drąż tego tematu, proszę. Nie chcę o tym rozmawiać. Uszanuj to.
- Ale...
- Kometa. Proszę. Nie zmuszaj nie do rozmawiania o tym. Na razie... To dla mnie trudny temat... Jak będę czuć się na siłach to wszystko ci powiem ale teraz proszę nie zmuszaj mnie.- Teraz nie brzmiał jakby był smutny tylko jakby coś go bardzo bolało.
- Meteor...- Wyciągnąłem rękę.
- Meteor!- podskoczyłem na dźwięk ostrego, mocnego głosu. Obróciłem się i zobaczyłem dosyć postawnego demona, który szedł w naszą stronę.- Pora na obiad.
- Nie jestem głodny. Zjem później...
- Tak jak ostatnio? Wybacz ale ci nie wierzę. Idziesz w tej chwili zjeść i bez dyskusji, czy chcesz żeby cię siła nakarmić?
- Dobrze zjem.- Westchnął i wyciągnął ręce.Otworzyłem szeroko oczy widząc jak rosły demon bierze Meteora na ręce. Wciąż oniemiały patrzyłem jak odchodzi w stronę pałacu.
- O co tu chodzi?- Spytałem sam siebie.
- Kometka... Zbudź się Kometa.- Tata? Więc ja żyję? Otworzyłem niepewnie oczy. Wszystko było strasznie rozmazane. Zamrugałem kilka razu żeby pozbyć się nieprzyjemnego wrażenia.- Jak sie czujesz?
- Zmęczony...- odparłem z ledwością. Gardło wciąż mnie bolało.- I w głowie mi dzwoni.- Sięgając dłonią do skroni zobaczyłem ze cała jest zabandażowana.
- Bardzo się o ciebie martwiłem. Gdy zobaczyłem co Meteor z tobą zrobił to myślałem że sam go zabiję. Wiedziałem ze zostawienie ciebie samego nie jest dobrym pomysłem. Ale już nie musisz się martwić. To co się stało więcej się nie powtórzy. Meteor już cie więcej nie tknie.
- Zabrałeś mnie do domu?- Spytałem z nutką nadziei, bo jednak wolałbym wrócić do domu gdzie czuję się najbezpieczniej.
- Niestety nie, ale nie martw się. Zadbałem o to by Meteor nie mógł cię dotknąć więc nie masz się co bać.- Nachylił się nade mną i ucałował w czoło.- Odpoczywaj. Za chwilę służba przyniesie ci coś do jedzenia. Ja muszę niestety już iść, ale zajrzę do ciebie za trzy dni. Gdyby coś się działo lub chciałbyś porozmawiać, Oko mam cały czas przy sobie. Kocham cie Kometka.
- Ja ciebie też tato.- Odprowadziłem go wzrokiem do drzwi.
Przez kolejne dni nie opuszczałem mojego pokoju i praktycznie nie wychodziłem z łóżka. Pomimo tego że powinienem się martwić o siebie to jednak chciałem wiedzieć co u Meteora. Ale wszyscy unikali tematu zbywając mnie tym że Meteor nie czuje się najlepiej i nie chce żeby mu przeszkadzano. Na początku może i w to wierzyłem, ale po dwóch tygodniach wysłuchiwania tej samej wymówki, już wiedziałem ze coś jest nie tak. Może i nie czuł się najlepiej, ale nie wierzę że przez trzy tygodnie wcale mu się nie poprawiło.
Kiedy nareszcie mogłem wstać i wyjść z pokoju, od razu postanowiłem zajrzeć do niego i samemu się przekonać.
- Meteor, chcesz czy nie wchodzę.- Powiedziałem stanowczo i nacisnąłem klamkę. Nie było go w pokoju, a ponoć był chory. Ale sam brak jego obecności nie był najdziwniejszy. Dziwne było to że w pokoju nie było niczego co mogło by świadczyć o tym ze ktoś w nim mieszka. Dopiero gdy otworzyłem szafę i zobaczyłem w niej ubrania Meteora upewniłem się że wciąż gdzieś tu jest. Z tym że gdzieś było tu bardzo dobrym określenie. Oblazłem cały nasz pałacyk, zaglądając w absolutnie każdy kąt i nigdzie go nie znalazłem. Dopiero kiedy wyjrzałem do ogrodu go zauważyłem. Do głowy by mi nie przyszło że wyjdzie w środku dnia do ogrodu. A teraz siedział sobie na huśtawce. Fakt faktem widziałem go z daleka i od tylu, ale nie zauważyłem żeby wśród służby za wielu demonów, a jak już to nie jego postury. Od razu do niego pobiegłem.
- Meteor! Wszędzie cię szukałam. Wiesz ze się o ciebie martwiłem? Ani razu do mnie nie zajrzałeś. Myślałem ze coś się stało... Meteor?- Mój początkowy uśmiech znikł gdy zobaczyłem go już z bliska. Miał na sobie bezrękawnik z kapturem naciągniętym na głowę. To akurat nie było by dziwne, ale bandaże na całej długości rąk już tak. W dodatku na dłoniach miał jeszcze rękawiczki.- Meteor?- Zrobiłem jeszcze jeden krok do przodu.
- Nie podchodź bliżej. Zostań tam gdzie jesteś.- Jego głos sprawił że aż zadrżałem. Był cichy i... Smutny.
- Meteor wszystko w porządku? Nie brzmisz jak ty.
- Nic mi nie jest. Niepotrzebnie się mną przejmowałeś.
- Wszyscy mi mówili że nie czujesz się dobrze. Twoje ręce... To po tym co się wtedy stało?
- Bandaże? Można powiedzieć że tak. Nie martw się tym. A co z tobą?
- Kiedy pióra mi odrosną to będzie już wszytko dobre. Tata i Rafael mówią że nie powinny mi zostać blizny, a jeśli tak to niewielki i mało widoczne.
- Rozumiem. Przykro mi.- Zdębiałem. Jemu jest przykro i sam się do tego przyznał?
- Odrzucisz się do mnie. Dziwnie mi się tak rozmawia.
- Wolałbym nie... Ale jeśli chcesz...- Przesiadł się cały czas trzymając sznurków jakby bez tego miał upaść, w dodatku dziwnie stawiał stopy. Jakoś tak nienaturalnie. Ale trzymał głowę cały czas spuszczoną.
- A kaptur?
- Nie chcę go zdejmować. Nie naciskaj.
- Czy ty bywasz w swoim pokoju? Zajrzałem ta i gdyby nie ubrania w szafie to bym pomyślał że się z niego wyprowadziłeś.
- To... Staram się trzymać porządek...
- Kiepska wymówka. Ja też lubię kiedy wszystko jest na swoim miejscu, ale u ciebie to wygląda jakby ktoś wyniósł wszystkie twoje rzeczy i połowę tego co oryginalnie było. O co tu chodzi?
- O nic. Naprawdę. Nie drąż tego tematu, proszę. Nie chcę o tym rozmawiać. Uszanuj to.
- Ale...
- Kometa. Proszę. Nie zmuszaj nie do rozmawiania o tym. Na razie... To dla mnie trudny temat... Jak będę czuć się na siłach to wszystko ci powiem ale teraz proszę nie zmuszaj mnie.- Teraz nie brzmiał jakby był smutny tylko jakby coś go bardzo bolało.
- Meteor...- Wyciągnąłem rękę.
- Meteor!- podskoczyłem na dźwięk ostrego, mocnego głosu. Obróciłem się i zobaczyłem dosyć postawnego demona, który szedł w naszą stronę.- Pora na obiad.
- Nie jestem głodny. Zjem później...
- Tak jak ostatnio? Wybacz ale ci nie wierzę. Idziesz w tej chwili zjeść i bez dyskusji, czy chcesz żeby cię siła nakarmić?
- Dobrze zjem.- Westchnął i wyciągnął ręce.Otworzyłem szeroko oczy widząc jak rosły demon bierze Meteora na ręce. Wciąż oniemiały patrzyłem jak odchodzi w stronę pałacu.
- O co tu chodzi?- Spytałem sam siebie.
piątek, 2 marca 2018
VII Panika
Nie miałem pojęcia co się dzieje. Załapałem Kometę a potem... Potem nie wiem co było. Nagle oprzytomniałem siedząc na zmasakrowanym aniołku z rekami zaciśniętymi na jego szyi.
- K-kometa?- Szybko zabrałem dłonie. Były całe w krwi. Rozejrzałem się. Kapliczka wyglądała ja pobojowisko, a Kometa ja ofiara dzikiej bestii. To ja byłem tą bestią. Co ja narobiłem? Nigdy do tond nic takiego się nie stało. Nigdy...- Kometa? Hej Kometa.- Pochyliłem się i klepnąłem go lekko w policzek. Nie zareagował. Leżał całkowicie nieruchomo.
Zabiłem go? Przycisnąłem uch do jego piersi i wstrzymałem oddech. Jego serce wciąż biło. Z ledwością, ale biło. Ale jak długo jeszcze? Wizja tego ze mogłem zabić Kometę przeraziła mnie. Tak jestem okropny i brutalny, ale nigdy nie mógłbym... Nie byłbym w stanie... Nie Kometę. Tak nie znoszę go i chciałbym żeby zniknął z mojego życia, ale zabicie go... Musze wezwać pomoc...
W panice zacząłem się rozglądać. Jego ubranie. Powinien mieć przy sobie Oko. Po całym pomieszczeniu walały się poplamione krwią niebieski strzępki.Nie miałem pojęcia które to cześć tuniki a które to resztki spodni. Wszystko było w kawałkach.
- No gdzie to jest? No gdzie?!- Przerzucałem skrawki materiału aż w końcu udało mi się znaleźć to czego szukałem. Oko było stłuczone, ale wciąż działało. Złapałem je mocno.- Tato!- Zawołałem bez zastanowienia. Gdy w strzaskanej tafli ukazało się zaspane oblicze Pana Tajemnic uświadomiłem sobie ze to przecież Oko Komety.
- Meteor? Na jasność czemu jesteś cały we krwi?! I czemu korzystasz z Oka Komety?!
- Musisz tu jak najszybciej przyjść!- Krzyknąłem roztrzęsiony. Zupełnie nie rozumiałem co się ze mną działo. Nigdy wcześniej nie bałem się o kogoś innego. Ja przecież praktycznie nie mam uczuć, a teraz trząsłem się ze strachu o Kometę.- Ja... Ja zrobiłem coś strasznego. Kometa przez przypadek zdemolował mój pokój i ja... Ja się wściekła i poszedłem za nim i... Ja straciłem nad sobą kontrolę. Całkowicie mnie zamroczyło i nie mam pojęcia co robiłem, ale... Ja... Kometa...- Nie mogłem zbudować całego zdania.- Ka pobiłem Kometę...- Nim skończyłem ostatnie słowo Razjel już pojawił się w pomieszczeniu.
- Coś ty najlepszego zrobił Meteor... Co ty zrobiłeś ty Potworze?!- Ryknął opadając na kolana przy Komecie.
- Ja... Ja nie... To był... To wypadek...- Zbliżyłem się. Chciałem coś zrobić.
- Nie podchodź! Nie zbliżaj się do Komety!- Odepchnął mnie. Potknąłem się o coś co kiedyś było drewnianą ławką.- Wynoś się! Zejdź mi z oczu nim cię zabije potworze! Jesteś niebezpieczny!
- Ja...- Chciałem coś powiedzieć ale pan tajemnic złapał mnie za ramię i dosłownie wywalił ze zdemolowanej kapliczki.
- Przecz potworze!- Ryknął. Pierwszy raz w życiu naprawdę się przestraszyłem.
Pozbierałem się z podłogi i uciekłem do mojego pokoju. Gdybym nie był tak roztrzęsiony to pewnie bym się zdziwił ze wszystkie zniszczone meble znów były całe. Ale jedyne co to zobaczyłem swoje odbicie w lustrze. Ja naprawdę wyglądałem jak jakiś potwór. Cały byłem we krwi Komety. Byłem dosłownie wszędzie. Przerażony poleciałem do łazienki i przez kolejne dwie godziny próbowałem zmyć z siebie zaschnięta krew. Ale pomimo tego że dosyć szybko byłem czysty to ciągle widziałem na sobie jego krew. Czułem że ciągle tam jest. Patrząc w lustro ciągle ją widziałem. Była wszędzie. Na całym moim ciele. Nawet we włosach. W akcie desperacjo złapałem nożyczki i je obciąłem, a potem zacząłem wyrywać. Zacząłem się drapać jakby to miało w czymś pomóc. Ciągle czułem ten zapach. Ona ciągle na mnie była... Zawinąłem się w koc i skuliłem w kącie ciągle się trzęsąc.
Po jakimś czasie usłyszałem walenie w drzwi.
- Meteor otwieraj. Wiem że tam jesteś wiec otwórz!- To był głos taty. Nie byłem w stanie się podnieść.- Sam tego chciałeś.- Drzwi w jednej chwili pękły na pół i tata wszedł do środka. Od razu mnie zauważył i podszedł. Klęknął naprzeciwko mnie.- Meteor?
- P-potwór...
- Co?
- Potwór... Jestem potworem...
- Nie jesteś żadnym potworem Meteor...
- Jestem!- Krzyknąłem.- Jestem i dobrze o tym wiesz! Jedyne uczucia jakie posiadam to gniew.. Ciągle balansuje między skrajnym opanowaniem a furią. Wystarczy że coś mi się nie spodoba i od razu zaczynam wszystko niszczyć! Sam pewnie widziałeś co zrobiłem z Kometą. Ja go prawie zabiłem przez to że nie potrafię zapanować nad samy sobą! Tam było tyle krwi... Była wszędzie... Miałem ją na całym ciele... Ona nie chciała zejść... Ciągle mam ją na rękach! Czemu nie chce zejść?!- Znowu zacząłem drapać się po rękach i nogach.
- Meteor co ty wyprawiasz? Przestań! Zrobisz sobie krzywdę!- Złapał mnie za nadgarstki.- Uspokój się. Raz i Rafał już się zajęli Kometą. Nic mu nie będzie. Słyszysz mnie? Kometa dojdzie do siebie...
- Asmodeusz!- Ten głos... Razjel!- Asmodeusz znalazłeś go?!- W drzwiach stanął archanioł.- Tu jesteś!- Podszedł do nas. Był wściekły.- Czy ty zdajesz sobie sprawę ze kometa mógł umrzeć?! Mogłeś go zabić! Wiesz ile on stracił krwi?! Ledwo udało nam się go odratować! Ty...
- Raz przestań!- Tata wstał i zasłonił. Sam też zawinąłem się w koc.- Nie widzisz że on też jest w rozsypce? Jest przerażony tym co zrobił. Mówi że ciągle widzi krew.
- I dobrze bo już zawsze będzie ją miał na rękach!
- Raz nie rozumiesz? On tą krew ciągle widzi. Zobacz co ze sobą zrobił!- Tata pociągnął mnie do góry i siłą odebrał koc.- Podrapał się aż do krwi i powyrywał włosy. Spójrz mu w oczy. Jest przerażony i nie jest w stanie się uspokoić.- Pan tajemnic złapał mnie za brodę i zmusił do otwarcia oczu. W jego błękitnych oczach zobaczyłem własne odbicie. Znowu byłem cały we krwi. Czemu wciąż ją widzę?! Rozpłakałem się. Po prostu już nie wytrzymałem i zacząłem płakać. Skuliłem się na podłodze nie mogą zapanować nad własnym ciałem.- Meteor jest niestabilny emocjonalnie i nie wyraża uczuć jak inni. Popada w skrajności i jest zbyt gwałtowny. Ale sam widzisz co się z nim dzieje. Wychowywałem go i wiem że nie byłby w stanie z premedytacją dokonać takich zniszczeń i wyrządzić takiej krzywdy. Nie mam pojęcia dlaczego ale każdy nawet najdrobniejszy impuls gniewu się w nim kumuluje i w końcu wybuch tracąc nad sobą panowanie. Widziałem to wystarczająco dużo razy żeby wiedzieć że kiedy ma napad to nie jest sobą. Często nie jest świadomy tego co robi.
- Mimo wszystko skrzywdził mojego Kometę. I bardzo chcę go teraz zabrać do domu żeby już nigdy więcej się nie spotkali, ale nie mogę tego zrobić. Mimo to Nie mogę pozwolić żeby coś takiego się powtórzyło.
- Więc co chcesz zrobić?
- Jeszcze nie wiem. Ale puki co jego też trzeba doprowadzić do porządku. Śpij.- Dotknął dwoma palcami mojego czoła i od razu odleciałem.
- K-kometa?- Szybko zabrałem dłonie. Były całe w krwi. Rozejrzałem się. Kapliczka wyglądała ja pobojowisko, a Kometa ja ofiara dzikiej bestii. To ja byłem tą bestią. Co ja narobiłem? Nigdy do tond nic takiego się nie stało. Nigdy...- Kometa? Hej Kometa.- Pochyliłem się i klepnąłem go lekko w policzek. Nie zareagował. Leżał całkowicie nieruchomo.
Zabiłem go? Przycisnąłem uch do jego piersi i wstrzymałem oddech. Jego serce wciąż biło. Z ledwością, ale biło. Ale jak długo jeszcze? Wizja tego ze mogłem zabić Kometę przeraziła mnie. Tak jestem okropny i brutalny, ale nigdy nie mógłbym... Nie byłbym w stanie... Nie Kometę. Tak nie znoszę go i chciałbym żeby zniknął z mojego życia, ale zabicie go... Musze wezwać pomoc...
W panice zacząłem się rozglądać. Jego ubranie. Powinien mieć przy sobie Oko. Po całym pomieszczeniu walały się poplamione krwią niebieski strzępki.Nie miałem pojęcia które to cześć tuniki a które to resztki spodni. Wszystko było w kawałkach.
- No gdzie to jest? No gdzie?!- Przerzucałem skrawki materiału aż w końcu udało mi się znaleźć to czego szukałem. Oko było stłuczone, ale wciąż działało. Złapałem je mocno.- Tato!- Zawołałem bez zastanowienia. Gdy w strzaskanej tafli ukazało się zaspane oblicze Pana Tajemnic uświadomiłem sobie ze to przecież Oko Komety.
- Meteor? Na jasność czemu jesteś cały we krwi?! I czemu korzystasz z Oka Komety?!
- Musisz tu jak najszybciej przyjść!- Krzyknąłem roztrzęsiony. Zupełnie nie rozumiałem co się ze mną działo. Nigdy wcześniej nie bałem się o kogoś innego. Ja przecież praktycznie nie mam uczuć, a teraz trząsłem się ze strachu o Kometę.- Ja... Ja zrobiłem coś strasznego. Kometa przez przypadek zdemolował mój pokój i ja... Ja się wściekła i poszedłem za nim i... Ja straciłem nad sobą kontrolę. Całkowicie mnie zamroczyło i nie mam pojęcia co robiłem, ale... Ja... Kometa...- Nie mogłem zbudować całego zdania.- Ka pobiłem Kometę...- Nim skończyłem ostatnie słowo Razjel już pojawił się w pomieszczeniu.
- Coś ty najlepszego zrobił Meteor... Co ty zrobiłeś ty Potworze?!- Ryknął opadając na kolana przy Komecie.
- Ja... Ja nie... To był... To wypadek...- Zbliżyłem się. Chciałem coś zrobić.
- Nie podchodź! Nie zbliżaj się do Komety!- Odepchnął mnie. Potknąłem się o coś co kiedyś było drewnianą ławką.- Wynoś się! Zejdź mi z oczu nim cię zabije potworze! Jesteś niebezpieczny!
- Ja...- Chciałem coś powiedzieć ale pan tajemnic złapał mnie za ramię i dosłownie wywalił ze zdemolowanej kapliczki.
- Przecz potworze!- Ryknął. Pierwszy raz w życiu naprawdę się przestraszyłem.
Pozbierałem się z podłogi i uciekłem do mojego pokoju. Gdybym nie był tak roztrzęsiony to pewnie bym się zdziwił ze wszystkie zniszczone meble znów były całe. Ale jedyne co to zobaczyłem swoje odbicie w lustrze. Ja naprawdę wyglądałem jak jakiś potwór. Cały byłem we krwi Komety. Byłem dosłownie wszędzie. Przerażony poleciałem do łazienki i przez kolejne dwie godziny próbowałem zmyć z siebie zaschnięta krew. Ale pomimo tego że dosyć szybko byłem czysty to ciągle widziałem na sobie jego krew. Czułem że ciągle tam jest. Patrząc w lustro ciągle ją widziałem. Była wszędzie. Na całym moim ciele. Nawet we włosach. W akcie desperacjo złapałem nożyczki i je obciąłem, a potem zacząłem wyrywać. Zacząłem się drapać jakby to miało w czymś pomóc. Ciągle czułem ten zapach. Ona ciągle na mnie była... Zawinąłem się w koc i skuliłem w kącie ciągle się trzęsąc.
Po jakimś czasie usłyszałem walenie w drzwi.
- Meteor otwieraj. Wiem że tam jesteś wiec otwórz!- To był głos taty. Nie byłem w stanie się podnieść.- Sam tego chciałeś.- Drzwi w jednej chwili pękły na pół i tata wszedł do środka. Od razu mnie zauważył i podszedł. Klęknął naprzeciwko mnie.- Meteor?
- P-potwór...
- Co?
- Potwór... Jestem potworem...
- Nie jesteś żadnym potworem Meteor...
- Jestem!- Krzyknąłem.- Jestem i dobrze o tym wiesz! Jedyne uczucia jakie posiadam to gniew.. Ciągle balansuje między skrajnym opanowaniem a furią. Wystarczy że coś mi się nie spodoba i od razu zaczynam wszystko niszczyć! Sam pewnie widziałeś co zrobiłem z Kometą. Ja go prawie zabiłem przez to że nie potrafię zapanować nad samy sobą! Tam było tyle krwi... Była wszędzie... Miałem ją na całym ciele... Ona nie chciała zejść... Ciągle mam ją na rękach! Czemu nie chce zejść?!- Znowu zacząłem drapać się po rękach i nogach.
- Meteor co ty wyprawiasz? Przestań! Zrobisz sobie krzywdę!- Złapał mnie za nadgarstki.- Uspokój się. Raz i Rafał już się zajęli Kometą. Nic mu nie będzie. Słyszysz mnie? Kometa dojdzie do siebie...
- Asmodeusz!- Ten głos... Razjel!- Asmodeusz znalazłeś go?!- W drzwiach stanął archanioł.- Tu jesteś!- Podszedł do nas. Był wściekły.- Czy ty zdajesz sobie sprawę ze kometa mógł umrzeć?! Mogłeś go zabić! Wiesz ile on stracił krwi?! Ledwo udało nam się go odratować! Ty...
- Raz przestań!- Tata wstał i zasłonił. Sam też zawinąłem się w koc.- Nie widzisz że on też jest w rozsypce? Jest przerażony tym co zrobił. Mówi że ciągle widzi krew.
- I dobrze bo już zawsze będzie ją miał na rękach!
- Raz nie rozumiesz? On tą krew ciągle widzi. Zobacz co ze sobą zrobił!- Tata pociągnął mnie do góry i siłą odebrał koc.- Podrapał się aż do krwi i powyrywał włosy. Spójrz mu w oczy. Jest przerażony i nie jest w stanie się uspokoić.- Pan tajemnic złapał mnie za brodę i zmusił do otwarcia oczu. W jego błękitnych oczach zobaczyłem własne odbicie. Znowu byłem cały we krwi. Czemu wciąż ją widzę?! Rozpłakałem się. Po prostu już nie wytrzymałem i zacząłem płakać. Skuliłem się na podłodze nie mogą zapanować nad własnym ciałem.- Meteor jest niestabilny emocjonalnie i nie wyraża uczuć jak inni. Popada w skrajności i jest zbyt gwałtowny. Ale sam widzisz co się z nim dzieje. Wychowywałem go i wiem że nie byłby w stanie z premedytacją dokonać takich zniszczeń i wyrządzić takiej krzywdy. Nie mam pojęcia dlaczego ale każdy nawet najdrobniejszy impuls gniewu się w nim kumuluje i w końcu wybuch tracąc nad sobą panowanie. Widziałem to wystarczająco dużo razy żeby wiedzieć że kiedy ma napad to nie jest sobą. Często nie jest świadomy tego co robi.
- Mimo wszystko skrzywdził mojego Kometę. I bardzo chcę go teraz zabrać do domu żeby już nigdy więcej się nie spotkali, ale nie mogę tego zrobić. Mimo to Nie mogę pozwolić żeby coś takiego się powtórzyło.
- Więc co chcesz zrobić?
- Jeszcze nie wiem. Ale puki co jego też trzeba doprowadzić do porządku. Śpij.- Dotknął dwoma palcami mojego czoła i od razu odleciałem.
VI Proszę
Ja naprawdę nie chciałem żeby to tak wyszło. Faktycznie mogłem spróbować ruszyć kulkę zamiast całego mebla. Przecież gdybym się położył na podłodze to bym ją zobaczył. Albo mógłbym zaczekać aż Meteor wyjdzie z łazienki i mi pomorze. A tak to jeszcze bardziej rozwścieczyłem Meteora. Uciekłem z płaczem i schowałem się w kapliczce.
- Ja naprawdę nie chciałem...- Pocierałem zapłakane oczy kiedy ktoś mnie chwycił za kołnierz i rzucił na podłogę.
- Masz pecha aniołeczku. Obudziłeś w demonie prawdziwego demona.- To był meteor ale jego głos był dziwny. Nie naturalny. Naprawdę brzmiał jak jakiś potwór.
- Meteor puść mnie! To boli!- Próbowałem się wyrwać ale trzymał mnie mocno.
- Stul pysk!- Wrzasnął i uderzył mnie z całej siły w policzek. Poczułem w ustach metaliczny posmak krwi.- Jesteś najbardziej wkurwiającą istotą we wszystkich wymiarach!- Uderzył w drugi policzek a potem w brzuch. Zapłakałem jeszcze głośniej co go tylko jeszcze bardziej rozjuszyło.- Przestań!- Ryknął łapiąc mnie za głowę i uderzając o twarda posadzkę.
Złapał mnie za ramiona i podniósł do góry. Przerażony spojrzałem mu w oczy. Nie dostrzegłem w nich tego chłodnego, wyniosłego wyrazu i błysku krwisto czerwonych tęczówek. To były oczy bestii. Całkowicie czarne, szeroko otwarte Samo spojrzenie w nie sprawiło że zadrżałem w duchu. Zrozumiałem ze to już nie jest Meteor. Teraz to rozjuszona bestia do której nic nie dotrze dopóki nie straci sił lub nie wyładuje całego gniewu. Ale jeśli ma wyładować tan gniew na mnie to mogę nie dożyć poranka.
Myślałem gorączkowo Tata na pewno kiedyś mi pokazywał jakieś zaklęcie które możne mi pomóc. Muszę jakieś znać. Cokolwiek... No tak! Spróbowałem podnieść ręce. Wystarczy ze dotknę jego skroni samymi opuszkami palców.- Nie tak prędko!- Warknął zaciskając pałce wokół moich chudych ramion. Poczułem jak kości zaczynają się poddawać i jak prawa w końcu się poddaje i pęka w żelaznym uścisku. Nie dobrze!
Rzucił mną na ścianę. Odbiłem się od nie i nim zdążyłem osunąć na podłogę Meteor już mnie trzymał jedną ręką. Drugą zacisną w pięć i uderzył w brzuch. Morze krzyki jeszcze bardziej go nakręcały bo uderzał coraz szybciej i modniej. Nie miałem pojęcia ze jest taki silny. Za którymś uderzeniem zakaszlałem krwią. Kilka kropel spadło mu na twarz. Oblizał usta natrafiając na dwie kropelki. Jego oczy rozbłysły na czerwono. Rzucił mnie na podłogę. Próbowałem się jakoś odczołgać ale szybko mnie dopadł. Złapał za koszulkę i rozdarł materiał.
- Meteor co ty...
- Milcz!- znowu uderzył moją głową o podłogę przez co znów zaplułem sie krwią.- Jesteś nic nieznaczacym ścierwem!- poczułem jak wbija zęby w moje ramię jednocześnie drapiac plecy aż do krwi.- Twoje skrzydła są paskudne!- zaczł wyrywać mi pióra całymi garściami.
W krótkim czasie całkowicie sie zatracił. Nic nie mówił. Tylko warczał i ryczał rzucajac mną po całym pomieszczeniu. Mie miałem pojęcia ile kości mi złamał i ile razy zostłem ugryziony. Wszystko co sie działo zmieniło się w jedna wielką plątaninę krzyku i bólu.
Nie wiem jak długo to trwało, ale juz zaczynałem tracić siły. Gardło miałem całkowicie zdarte. Padłem na podłogę ledwo mogąc oddychać, a każdy oddech sprawiał poworny ból. Króreś ze złamanych zeber musiało przebić mi płuco. Meteor usiadł na mnie okrakiem i zacisnął dłonie na szyi.
- Zdychaj!- Warknął i zacisną palce. Od razu zaczęło robić mi sie cielno przed oczami.
- P-pro-szę...- Wyjąkałem tracąc przytomność.
- Ja naprawdę nie chciałem...- Pocierałem zapłakane oczy kiedy ktoś mnie chwycił za kołnierz i rzucił na podłogę.
- Masz pecha aniołeczku. Obudziłeś w demonie prawdziwego demona.- To był meteor ale jego głos był dziwny. Nie naturalny. Naprawdę brzmiał jak jakiś potwór.
- Meteor puść mnie! To boli!- Próbowałem się wyrwać ale trzymał mnie mocno.
- Stul pysk!- Wrzasnął i uderzył mnie z całej siły w policzek. Poczułem w ustach metaliczny posmak krwi.- Jesteś najbardziej wkurwiającą istotą we wszystkich wymiarach!- Uderzył w drugi policzek a potem w brzuch. Zapłakałem jeszcze głośniej co go tylko jeszcze bardziej rozjuszyło.- Przestań!- Ryknął łapiąc mnie za głowę i uderzając o twarda posadzkę.
Złapał mnie za ramiona i podniósł do góry. Przerażony spojrzałem mu w oczy. Nie dostrzegłem w nich tego chłodnego, wyniosłego wyrazu i błysku krwisto czerwonych tęczówek. To były oczy bestii. Całkowicie czarne, szeroko otwarte Samo spojrzenie w nie sprawiło że zadrżałem w duchu. Zrozumiałem ze to już nie jest Meteor. Teraz to rozjuszona bestia do której nic nie dotrze dopóki nie straci sił lub nie wyładuje całego gniewu. Ale jeśli ma wyładować tan gniew na mnie to mogę nie dożyć poranka.
Myślałem gorączkowo Tata na pewno kiedyś mi pokazywał jakieś zaklęcie które możne mi pomóc. Muszę jakieś znać. Cokolwiek... No tak! Spróbowałem podnieść ręce. Wystarczy ze dotknę jego skroni samymi opuszkami palców.- Nie tak prędko!- Warknął zaciskając pałce wokół moich chudych ramion. Poczułem jak kości zaczynają się poddawać i jak prawa w końcu się poddaje i pęka w żelaznym uścisku. Nie dobrze!
Rzucił mną na ścianę. Odbiłem się od nie i nim zdążyłem osunąć na podłogę Meteor już mnie trzymał jedną ręką. Drugą zacisną w pięć i uderzył w brzuch. Morze krzyki jeszcze bardziej go nakręcały bo uderzał coraz szybciej i modniej. Nie miałem pojęcia ze jest taki silny. Za którymś uderzeniem zakaszlałem krwią. Kilka kropel spadło mu na twarz. Oblizał usta natrafiając na dwie kropelki. Jego oczy rozbłysły na czerwono. Rzucił mnie na podłogę. Próbowałem się jakoś odczołgać ale szybko mnie dopadł. Złapał za koszulkę i rozdarł materiał.
- Meteor co ty...
- Milcz!- znowu uderzył moją głową o podłogę przez co znów zaplułem sie krwią.- Jesteś nic nieznaczacym ścierwem!- poczułem jak wbija zęby w moje ramię jednocześnie drapiac plecy aż do krwi.- Twoje skrzydła są paskudne!- zaczł wyrywać mi pióra całymi garściami.
W krótkim czasie całkowicie sie zatracił. Nic nie mówił. Tylko warczał i ryczał rzucajac mną po całym pomieszczeniu. Mie miałem pojęcia ile kości mi złamał i ile razy zostłem ugryziony. Wszystko co sie działo zmieniło się w jedna wielką plątaninę krzyku i bólu.
Nie wiem jak długo to trwało, ale juz zaczynałem tracić siły. Gardło miałem całkowicie zdarte. Padłem na podłogę ledwo mogąc oddychać, a każdy oddech sprawiał poworny ból. Króreś ze złamanych zeber musiało przebić mi płuco. Meteor usiadł na mnie okrakiem i zacisnął dłonie na szyi.
- Zdychaj!- Warknął i zacisną palce. Od razu zaczęło robić mi sie cielno przed oczami.
- P-pro-szę...- Wyjąkałem tracąc przytomność.
niedziela, 4 lutego 2018
LIII Dylemat
Yuuichi ocknął się dopiero po pół godzinie, kiedy wezwaliśmy lekarza, który użył dość niecodziennego sposobu. A mianowicie po prostu strzelił go w twarz, ale nie za mocno. Brat się otrząsnął żeby po ponownym zapytaniu Aji, zemdleć. Dobrze, że Tsubasa i lekarz go złapali i zanieśli do sypialni. Ja zostałem z bratową i bliźniakami oraz Ają. Usiadłem obok Viri.
- Wiedziałaś?- Spytałem spokojnie i łagodnie.
- Nie... Yuu mówił, że w waszej rodzinie zawsze rodzili się sami chłopcy i zazwyczaj rodzi się tylko jedno dziecko, a rodzeństwa takie jak wy to bardzo rzadkie przypadki, więc...
- Raczej skrajnie rzadkie. Jesteśmy zaledwie trzecim rodzeństwem od samego początku.- Sprostowałem.- Ale przecież, co tydzień masz badania. Na trzy miesiące przed terminem powinnaś wiedzieć. Lekarz powinien ci powiedzieć. To przecież bardzo ważne.
- Wiesz Kyousuke, czasami podczas badania po prostu nie widać drugiego dziecka.- Powiedział Urata.
- Z nami tak było. Nasi rodzice byli pewni do samego końca że będą mieli tylko jednego syna, a nie bliźniaki.- Dodał, Ataru.
- Mam nadzieje że skoro już się ten cud zdarzył to zdarzy się kolejny i drugie dziecko to będzie pierwsza w historii dziewczyna.- Powiedziałem niemal błagalnie.
- To chłopcy.- Aja odparł niemal błyskawicznie.
- I co teraz?- Viri wyraźnie się przejęła. Objąłem ją i przytuliłem. Jest dla mnie jak starsza siostra.
- Jeszcze nie wiem, ale z Yuuichim na pewno znajdziemy jakieś rozwiązanie.- Powiedziałem z uśmiechem.- Nie musisz się martwić. Powinnaś się cieszyć. Aja ma rację to podwójne szczęście. I pamiętaj że zawsze będziecie mogli z Yuuichim na mnie polegać.- Wziąłem ją za rękę, a ta pokiwała głową, którą oparła mi na ramieniu.
Pierwsze, co brat powiedział kiedy otworzył oczy i dotarło do niego że jest w swojej sypialni nie było zbyt pozytywne.
- To katastrofa.- Wypalił. Dobrze, że Viri była razem z bliźniakami i Ają.- Totalna katastrofa. Katastrofa razy dwa.
- Łał. Takiej reakcji na wiadomość, że będzie się ojcem bliźniąt jeszcze nie słyszałem.- Stwierdziłem.- Ale to przecież nie jest koniec świata Yuuichi. Powinieneś się tylko cieszyć.
- Kyousuke, jesteś rozkoszny i miałbyś rację gdyby twój brat nie był królem.- Tsubasa dotknął czoła swojego przyjaciela i przyłożył do niego chłodny kompres. Jak Yuuichi raczej nie choruje to teraz dostał gorączki.
- Gdyby jedno z dzieci było dziewczyną to bym skakał z radości. Ale dwaj chłopcy... Kiedy przyjdzie do przekazywania korony nie będę mógł wybrać jednego z nich, bo to bliźnięta czyli mają dokładnie takie samo prawo do korony.
- A ja dalej nie widzę problemu. Przecież nie urodzą się jednocześnie. Niech koronę dostanie ten pierwszy i tyle.- Stwierdziłem.
- Mały twoje rozumowanie jest słuszne, ale nie zadziała. W naszym wypadku nie ma problemu, bo jest między nami duża różnica wiekowa i poprzednimi dwoma razami też tak było. Ale przy bliźniętach nie można tak zrobić. To jest po prostu niemożliwe. Różnica kilku minut nie jest wystarczająca. I to by było nie sprawiedliwe wobec jednego z nich ze nie wybrałem jego tylko jego brata. To jest podwójny problem. Dla króla i dla ojca, który nie chcę zawieść swoich dzieci. Co ja mam zrobić?
- Coś na pewno wymyślimy. Musimy się po prostu zastanowić na spokojnie. Nikt nie każe ci podejmować decyzji już w tej chwili.
- A gdyby żadnemu nie dać korony?- Podsunąłem. Brat i jego przyjaciel spojrzeli na mnie niedowierzająco.
- Kyousuke chyba nie chcesz mi powiedzieć, że nagle zmieniłeś zdanie i chcesz się ubiegać o koronę?
- A weź nigdy w życiu!- Zaparłem się.- Chodzi mi o to żeby korony nie dostał żaden z twoich synów tylko pierwszy wnuk.
- To... Nie takie głupie- stwierdził Tsubasa.- Yuuichi?
- Nie wiem. Muszę pomyśleć.- Odparł zmęczonym tonem.- Zostawicie mnie teraz? Nie czuję się najlepiej.
- Jasne.- Podniosłem się i obaj z Tsubasą opuściliśmy sypialnię brata zostawiając go by odpoczął.
Tydzień później odbywał się zimowy bal. Chociaż troje gości przyjechało dużo wcześniej. Viki razem z Atreju przyjechali następnego dnia po niespodziewanej wiadomości, ale uzgodniliśmy, że póki, co nikt się nie może dowiedzieć. Bardzo się cieszyłem, że zobaczę swoją narzeczoną. A potem zderzyłem się z rzeczywistością tego, że moja ukochana i jej brat muszą chyba chorować na zmianę i rzadko, kiedy oboje są w tym samym czasie zdrowi. Viki była cała zakatarzona, ale pomimo tego uparła się żeby przyjechać, co tylko jeszcze bardziej rozczuliło moje i tak już bardzo rozczulone serce. Tym trzecim gościem był, Kejs czym nas całkowicie zaskoczył. Viki i Atreju dali nam znać ze przyjadą, ale brat Viri całkowicie nas zaskoczył. I oczywiście jak tylko zobaczył Aję, który buzię miał po prostu uroczą, zareagował tak jak zawsze. Pisk i od razu natarcie do przytulania. A potem zatrzymał się na ścianie, bo Aja w porę złapał swoją księgę stając się nie materialny. Dopiero po tym jak wszyscy skończyliśmy się śmiać zauważyliśmy, że razem z nim przyjechały również dwa koty, nie do końca zachowujące się jak koty. Od razu wiedziałem, kto to i zrobiło się drobne zamieszanie, jednak do akcji wkroczył mój brat. A raczej my wkroczyliśmy do niego, bo dalej musiał odpoczywać. Ale werdykt zapadł taki ze póki, co Riju i Mikiteru mogą swobodnie poruszać się po pałacu, ale w dniu balu niestety będą musieli siedzieć w wierzy magów gdzie ich obecność zostanie ukryta przed Abysem. Cały czas staramy się znaleźć sposób żeby zapłacił za to, co robił własnym dzieciom, ale to nie takie proste. Musimy być w tej kwestii bardzo ostrożni.
W dniu balu, sala balowa była jak zwykle pięknie przystrojona. Wszyscy chcieliśmy żeby Aja również wziął w nim udział, ale ten stwierdził, że wolałby żeby o jego istnieniu wiedziało jak najmniej osób z zewnątrz i postanowił dotrzymywać towarzystwa braciom w wierzy.
- I jak? Bliźniaki znowu się postarali prawda?- Zagadnąłem Atreju. Chwilowo Kejs porwał mi moją dziewczynę.
- Oczywiście. Może byście ich nam czasem pożyczyli, co?
- Zobaczymy, co oni na to.- Zaśmiałem się.
- A właśnie, gdzie oni są?
- Chyba jak zwykle w swojej bezpiecznej strefie w pobliżu Yuuichiego.- Stwierdziłem rozglądając się.
Miałem rację. Obaj siedzieli przy moim bracie i wyglądali jak dwie śnieżynki. Ogólnie ich pomysł na tegoroczny motyw przewodni to właśnie śnieżynki. Ja sam też wyglądałem jakby przyprószył mnie śnieg. I nie mam pojęcia jak to zrobili, ale przy każdym szybszym ruchu wyglądało jakby sypały się ze mnie płatki śniegu, które znikały nim dotarły do podłogi. Wyglądało to magicznie. Zwłaszcza, że Viki, Atreju i Kejs również się załapali na takie stroje.
- Chciałbym coś ogłosić.- Yuuichi wszedł na podwyższenie i w sali zapanowała względna cisza.
LII Aja zaskakuje
Aja wzbudzał u wszystkich zainteresowanie. W sumie to się nie dziwiłem. Sam również byłem bardzo zainteresowany i chciałem mu zadać bardzo wiele pytań. Oczywiście szczególną uwagę zwrócili na niego magowie, co było zrozumiałe. W końcu prawdziwy magiczny cud. Najciekawsze w nim było chyba to że nie rozstawał się z księgą i kiedy ją trzymał dosłownie był duchem który może przeniknąć cokolwiek chce oprócz księgi która jest jego częścią, a kiedy ją odkładał stawał się materialny. Ale oprócz tego to wystarczyło na niego spojrzeć żeby się zorientować, że nie jest elfem. To nie było wyraźne, ale po prostu było to widać. A najbardziej przypadł do gustu bliźniakom, ale to nie było zaskoczenie.
- Fryzurę masz całkiem niezła i ubrania też... Ale myślałem ze skoro spałeś tyle czasu to będziesz do tyłu z modą.
- Ja też tak myślałem. Co nie zmienia faktu, że i tak uszyjemy ci nowe ciuchy. W jednym i tym samym chodzić nie będziesz.
- Naprawdę nie musicie.- Aja był wyraźnie speszony.- Wystarczy, że przystrajacie mnie na każde święto i bal. Najbardziej lubię wasze zimowe dekoracje.
- Nie bardzo rozumiem...
- Możesz prościej? No i mówiłeś, że przecież spałeś wiec skąd wiesz jak wyglądają nasze dekoracje?
- Owszem spałem jednak nie byłem całkowicie... Odcięty. To tak jak z wami, kiedy śpicie. Nie jesteście świadomi ale docierają do was bodźce zewnętrze takie jak ciepło, zimno, hałas, światło, dotyk. Wasze ciała na to reagują. Ja reaguję tak samo. Informacje do mnie docierały, ale dopiero teraz jak się obudziłem zrozumiałem, co one oznaczają.
- Aha...- Ataru i Urata świetnie brzmią, kiedy mówią to samo w jednej chwili.
- A co do ubrań... To patrzcie.- Jego ubrania po prostu nagle się zmieniły. i Wyglądały podejrzanie znajomo...
- Ej! To mój kostium sceniczny? Czemu ze wszystkiego, co mam w szafie wybrałeś akurat to? I czemu akurat moja szafa? Nie to żebym był samolubny czy coś, ale... To raczej nie jest coś, w czym możesz chodzić o tak, na co dzień... Siatka, poszarpana bluzka odkrywająca brzuch...
- Och... Wybacz. Wisi w twojej szafie wiec pomyślałem, że takie rzeczy się nosi. Ale to nie jest twój prawdziwy strój. Ja go odwzorowałem. Ale chyba masz rację. Co powiecie na to?- Strój znów się zmienił i tym razem rozpoznałem rzeczy Yuuichiego.
- No teraz wyglądasz dużo lepiej. Ale to jednak jeszcze nie to...- Urata okrążał Aje.
- Możesz odwzorować projekty ubrań?
- Sądzę, że tak. A co?
- Bo moglibyśmy zaprojektować ci kilka strojów specjalnie dla ciebie. Włącznie z czymś na twoją księgę żebyś nie musiał jej trzymać cały czas w rękach. Bo wystarczy, że będziesz mieć ją przy sobie prawda?
- Muszę jej dotykać. Może być przez materiał, ale nie może być za dużo warstw.
- No to załatwione.- Bliźniaki ucieszyły się.
- To moja ulubiona marynarka czy tylko mi się wydaje?- Yuuichi stanął w drzwiach trzymając Viri pod rękę i prowadząc ją w stronę sofy by mogła usiąść.
- Pożyczyłem sobie Wasza wysokość.- Aja uśmiechnął się i klęknął na jedno kolano przed Viri u całował jej dłoń.- Jestem zaszczycony Wasza wysokość Virianno.- Wstał.- I szczerze gratuluję.- Dodał zerkając na jej brzuch.
- Jesteś taki uprzejmy.- Viri zaśmiała się delikatnie.- I bardzo dziękuję. Jesteś naprawdę miły.
- Staram się. I chyba powinienem pogratulować podwójnie. Jestem pewien, że wszyscy nie mogą doczekać się waszych pociech.
- Pociech?- Tym razem wszyscy czterej zrobiliśmy chórek.
- Nie wiedzieliście , że jej wysokość spodziewa się bliźniąt?
- Nie.- Odparłem wciąż w lekki szoku.- Yuuichi wiedziałeś? Yuuichi? Ej brat halo.... Ziemia do Yuuichiego.- Pomachałem bratu dłonią przed oczami. Momentalnie zrobił się biały jak śnieg za oknem.
LI Aja
- No i co? Coś tam jest?- Tsubasa nachylił się nad nami.
- Naprawdę tego nie widzisz?- Yuuichi sprawiał wrażenie jakby był zawiedziony.
- Widzę tylko gołą ścianę.- Wyciągnął rękę. Dla niego to pewnie wyglądało jakby normalnie przyłożył dłoń do ściany, ale ja i Yuuichi zobaczyliśmy to tak jakby odgrywał pantomimę.
- Nie tylko tego nie widzisz, ale niestety możesz też tam wejść...- Teraz brat był na serio zasmucony.
- Hej... No nie rób takiej miny Yuuichi... Może znajdziesz tam coś, dzięki czemu będę mógł też wejść? No dalej idź. Wiem, że bardzo chcesz. Zaczekam tu na was.- Pchnął go lekko.
- Tylko ani mi się wąż stąd ruszać.- brat pewnym krokiem wszedł do komnaty.
- Nowe to było dziwne! Zupełnie jakbyś zniknął w ścianie!
- Żałuj, że nie widzisz swojej miny Tsubasa!- Yuuichi roześmiał się.- Tsubasa? Nie słyszysz mnie?
- Tsubasa nie słyszysz Yuuichi’ego?- Spytałem.
- Nie... Ale to nic. Będę tu stać i czekać.- Oparł się o ścianę, a ja nieco niepewnie poszedłem za przykładem brata i wkroczyłem do komnaty.
- To wygląda jak mały salonik. Nawet jest kominek.- Kucnąłem przy kominku wyciągając ręce.- Mmm... Ciepełko. Ale szkoda, że nie ma okien. Chciałbym zobaczyć, jaki jest stąd widok.
- Raczej było by ciężko. Dosłownie siedzimy w murze grubym na parę metrów. Lepiej spójrz na te wszystkie księgi. To niesamowite. Starożytne zaklęcia, eliksir, numerologia, runy... Są też dzienniki naszych przodków!. Możemy prześledzić dokładnie cały nasz ród. Jest nawet dziennik naszego taty! Kyousuke to niesamowite!- Yuuichi był wręcz zachwycony.
- Tak to niesamowite. Może tutaj znajdziemy coś o tworzeniu zakazanych Chowańców. A to, co? Wygląda na coś ważnego i znanego.- Podszedłem do postumentu, na którym spoczywała okazała księga z bogato zrobioną okładką.
- Dziwne. Na grzbiecie nie ma żadnego opisu ani autora. Rety jest dużo cięższa niż wygląda.- Brat wziął księgę do ręki.- Ciężkawe, co jest w środku napisane.- Położył księgę z powrotem i obaj się nachyliliśmy otwierając tom na pierwszej stronie.
- O. Trochę się zawiodłem.- Stwierdziłem patrząc na pustą stronę.
- Co? Czemu jest całkiem pusta? Na wszystkich stronach?- Yuuichi kartkował księgę.
- A może ona jest dla ciebie?- Podsunąłem.
- Myślisz?
- Bez celu tu chyba nie leży nie? Jest taka ładna, że aż szkoda żeby leżała taka pusta.
- Więc się nią podzielimy! Zobacz na tym biurku jest pióro i kałamarz. Podpiszemy ją.
- Nie wiem czy ten atrament będzie jeszcze dobry. Może tu leżeć z paręset lat.- Stwierdziłem biorąc do ręki szklany pojemniczek i sprawdzając jego zawartość.- O, a jednak wygląda na jeszcze dobry.
- No widzisz.- Yuuichi uśmiechnął się. Podpisanie się zajęło nam chwilę, bo atramentu na piórze starczyło tylko na trzy litery, a Yuuichi stwierdził żebyśmy podpisali się pełnymi imionami. Jakby normalne nie wystarczyły. Poza tym... Jakoś nie lubię się podpisywać pełnym imieniem. Dziwnie to dla mnie brzmi. Kyousuke III Skromny. No dziwnie po prostu. Jak tylko dołożyłem pióro księga gwałtownie się zatrzasnęła. Obaj z Yuuichi'm odskoczyliśmy do tyłu.
- Książki tak nie robią.- Stwierdziłem patrząc nieufnie na książkę.
- A tak tym bardziej.- Brat odetchnął mnie lekko do tyłu, bo klejnoty zdobiące okładkę zaczęły lśnić, a po kilku sekundach zrobiło się całkiem ciemno i światło zaczęło wracać bardzo powoli. Gdy można było już coś dostrzec to szczęka mi opadła. Na postumencie nie leżała już sama księga. Siedział na nim jakiś chłopak... A przynajmniej wydawało mi się że to chłopak. Nie byłem do końca pewien... W każdym razie trzymał na kolanach naszą księgę
- Em...
- Kim jesteś? Jak się tu dostałeś? Odpowiadaj!- Yuuichi zasłonił mnie jakby w obawie przed atakiem ze strony tamtego chłopaka.
- Byłem tu cały czas.- Odparł spokojnie.- Spałem w tej księdze a wy mnie obudziliście pisząc w niej swoje imiona.
- Więc jesteś duchem i nawiedzasz tę księgę? Ale fajnie! Pierwszy raz widzę ducha!- Ożywiłem się wychodząc zza brata.
- Niestety nie trafiłeś książę Kyousuke III Skromny. Duch był kiedyś żywy, a ja przyszedłem na świat, jako w tej postaci. I nie nawiedza księgi, ponieważ jestem jej częścią i w niej mieszkam.
- Powiedz wreszcie, kim jesteś!- Brat zaczął się niecierpliwić.
- Dlaczego tak się denerwujesz wasza wysokość, królu Yuuichi VII Roztropny? Gdy chodzi o bezpieczeństwo twoich bliskich szybko zaczynasz tracić panowanie nad sobą. Może twój przydomek powinien brzmieć raczej Porywaczy?- Zachichotał a mnie szczęka opadła. Nikt nie odważyłby się tak odezwać do Yuuichi’ego.- Jestem duszą pałacu. Powstałem z połączonych fragmentów jaźni poprzednich królów i książąt. To dzięki mnie możecie mieć połączenie z pałacem i wiedzieć, co się w nim dzieje. Powstałem w chwili, kiedy pierwszy król wpisał swoje imię do tej księgi, jako swojego dziennika. Od tamtej pory stałem się duszą pałacu, ta księga jest moim rdzeniem a ta forma, jaką przebrałem manifestacją mojej obecności. Chociaż bardzo wielu królów nie znaleźć tej komnaty, więc spałem bardzo, ale to bardzo długo i o mnie zapomniano.
- Chyba rozumiem. Ale chciałbym się upewnić w jednej kwestii. Jeśli ta księga, którą trzymasz zostałaby zniszczona to ty też byś zniknął a my byśmy stracili połączenie z pałacem już na zawsze?
- Dokładnie wasza wysokość.
- A masz jakieś imię?- Spytałem.
- Imię? Nigdy o tym nie myślałem. Każdy król, który mnie budził nazywał mnie inaczej. Raz byłem Księgą, raz Duszą, czasem Skrybą, ponieważ to dzięki mnie powstały te wszystkie księgi.- Wskazał regały.- Ale prawdziwego imienia nie miałem.
- To smutne. Dlaczego nigdy nie poprosiłeś o imię?
- Ponieważ dostałem imię od Pierwszego.
- Pierwszym królem był Maresus prawda? A jego żoną była sama Bogini?- Yuuichi podszedł do chłopaka.
- Tak i nie powiem. Nie mogę.
- Dlaczego?
- Bo tego nie wiem. Kiedy powstałem byłem bardzo słaby. Byłem ledwie małym strzępkiem, który zyskał świadomość, ale nie mogłem przybrać żadnej formy. Byłem jak maleńkie dziecko. Ale nie jesteś pierwszym, który o to pyta.
- Gdybyśmy wiedzieli czy legenda jest prawdziwa i pierwszą królową była Bogini to by wszystko zmieniło. Ale... Jest tu księga Maresusa prawda?
- Tak, ale z niej też się tego nie dowiesz. Mówiłem wam. Byłem jak malutkie dziecko. Księga Maresusa jest nie dokładna Pełno w niej pustych stron. Właściwie to więcej jest tym pustych niż zapisanych.
- Ech... Może znajdę inny sposób...- Brat mruknął pod nosem.- W każdym razie Kyousuke ma rację. Musisz mieć imię. Pamiętasz jak Maresus cię nazwał?
- Aja.
- Aja? Jesteś pewien?
- Tak. Maresus tak mnie nazywał, więc uznałem to za imię.
- To, dlaczego za każdym razem byłeś nazywany inaczej?
- Bo nim zdążyłem powiedzieć jak mam na imię to dostawałem nowe.
- To trochę dziwne, że się nie opierałeś, ale to nieistotne. Skoro nam powiedziałeś to będziemy nazywać cię Aja. A teraz Aja. Może wyjdziemy stąd żebyś osobiście zobaczył jak pałac się zmienił?
- Bardzo chętnie!- Zaskoczył z postumentu i wyszliśmy z komnaty.
- Kim jesteś?!- Reakcja Tsubasy była identyczna jak Yuuichi’ego, więc trzeba było mu również wytłumaczyć, kim albo, czym jest Aja. Nie miałem pojęcia jak go sklasyfikować.
L Klucz bez drzwi
- Wiesz, do czego jest to coś?- Spytałem patrząc na kluczyk. Wciąż miałem wrażenie, że zaraz znowu zacznie skakać i zmieni się w jeszcze coś innego.
- Prawdopodobnie tak.
- To tak czy nie Yuuichi? Bo jeśli coś, co ten klucz otwiera ma być w jakikolwiek sposób niebezpieczne to oddaj mi go teraz zanim przyjdzie, co do głowy szukanie panującego do niego zamka.- Tsubasa również nie ufał kluczykowi.
- To klucz do sekretne królewskiej komnaty. Jest bardzo ważny.
- Jakiej komnaty? Znam cały zamek na wylot i nie ma tu żadnych sekretne pokoi, o których ja bym ni wiedział.- Odparłem.- Weź wytłumacz, o co chodzi.
- Jak byłem mały to tata mi opowiadał, że gdzieś w pałacu jest ukryta komnata tylko król i książę mogą zobaczyć i że żeby znaleźć klucz do niej trzeba być ,, mniejszym jak większym”.
- Że jakim? To było bez sensu! Co to ma znaczyć?
- A skąd mam wiedzieć? Też tego nie rozumiem. Nie mam pojęcia, co zrobiłem...
- A ja chyba wiem.- Odezwałem się.
- Wiesz?!
- Tak myślę. W bibliotece przyznałeś, że musisz się jeszcze wiele nauczyć i dużo brakuje ci do naszego taty. A zazwyczaj starasz się pokazywać, że jesteś... No wiesz...
- Rozumiem. Może masz rację... Tylko teraz pytanie gdzie jest ta komnata?
- Może jak się przejdziemy po pałacu z tym kluczykiem to się pojawią jakieś drzwi?
- To w sumie nie głupie.
- Ej chwila moment!- Tsubasa nam przerwał.- Wy na serio chcecie szukać tej komnaty?
- Tak a co?
- A jak tam będzie siedziało coś niebezpiecznego? Skoro tylko wy możecie zobaczyć tą komnatę to nie będę wam mógł pomóc.
- Nic na nie będzie Tsubasa. Wiem, że chcesz nas chronić, ale w pałacu nic mi się nie może stać. Obaj jesteśmy z Kyousuke całkiem przypomni i w pełni sił. Jeśli w komnacie mogłoby być coś niebezpiecznego to obaj to wyczujemy i poradzimy sobie.- Brat uspokoił przyjaciela.
- Ale i tak pójdę z wami. Jeśli coś wylezie z komnaty na korytarz to już będę mógł to zobaczyć.
- Dobrze, już dobrze. Skoro już ustaliliśmy, co i jak to możemy zacząć za chwilę. Pójdę jeszcze do Viri żeby ją uspokoić i wyjaśnić, co się działo.- Wyszedł zostawiając nas.
- On nigdy z tego nie wyrośnie.- Tsubasa jęknął zwiększając głowę.
- Z czego?
- Z tej chorobliwej ciekawości i oślego upór. Jak on się na coś uprze to nie odpuści nawet, jeśli to będzie jakaś totalna głupota. Trzy czwarte naszych szlabanów w dzieciństwie była przez jego głupie pomysły.
- Ale i tak go kochasz.- Trąciłem go łokciem.
- No oczywiście. A myślisz, że czemu zawsze pakowałem się razem z nim w kłopoty?- Wyszliśmy z sypialni, a po kilku minutach dołączył do nas mój brat i zaczęliśmy poszukiwania.
Niestety pomimo tego, że straciliśmy na poszukiwania resztę dnia to nie udało nam się znaleźć panującego do klucza zamka. Ale z drugiej strony zaczęliśmy od piwnicy i udało nam się dotrzeć dopiero do połowy pierwszego piętra. Jeszcze zanim zaczęliśmy sprawdzać piwnicę zapytałem czy nie lepiej zacząć od lochów, ale Yuuichi stwierdził, że to by nie miało sensu, bo moglibyśmy zejść aż do katakumb, które są jednym wielkim labiryntem tuneli bez wyjścia. Już samo to mnie skutecznie odstraszyło, a dodanie przez Tsubasę że w katakumbach wysiada wszelka magiia i gdybym się zgubił to prawdopodobnie już bym nigdy nie wrócił, utwierdziło mnie w tym że nigdy nie chcę tam zaglądać.
Po kolacji sprawdziliśmy jeszcze kilka par drzwi, ale też bez skutku. Jednak nie trafiliśmy optymizmu. Było jeszcze mnóstwo drzwi do sprawdzenia. Ale po kilku dniach i sprawdzeniu absolutnie wszystkich możliwych zamków w całym pałacu, drzwi się nie znalazły.
- Może to faktycznie tylko bajka? Ten klucz i tak wygląda dziwnie.- Tsubasa pokaż kolejny obracał w palcach kluczyk.
- Daj spokój. To nie może być bajka czy żart. Inaczej nikt z naszych przodków nie zadawałby sobie trudu zaczarowana tego klucza i dopilnowania by znajdował się w koronie każdego kolejnego króla.
- Powiedz jak brzmiała ta bajka?
- Masz jakiś pomysł Kyousuke?
- Tak myślę...
- Hym... Chyba jakoś tak ,, Masz tu książę klucz bez drzwi, znaleźć je możesz tylko ty gdy pokorny hołd założysz Pierwszemu z nas, gdy umniejszysz swą wielkość.”
- To zagadka!
- Racja.- Tsubasa przytaknął.- Klucz bez drzwi... Czyli że są ukryte. Otworzyć je możesz tylko ty... To też oczywiste i to już wiemy.
- Umniejszenie wielkości może oznaczać moje przyznanie, że nie jestem takim wielkim magiem jak możecie wydawać.
- Pokorny hołd Pierwszemu...- Myślałem na głos.- Czyli że trzeba się ukłonić Pierwszemu królowi?- Gdy tylko to powiedziałem mój brat poderwał się do góry.- Yuuichi?
- Już wiem! Wiem gdzie są ukryte drzwi!- Wybiegł z pokoju. Pobiegliśmy za nim.
- Galeria króli? Czemu tu? Tu są tylko obrazy...
- No właśnie obrazy! Musimy ukłonić się przez Pierwszym królem, czyli przed jego obrazem. A kto był według legendy pierwszym królem?
- Maresus... Ale nie mamy nawet pewności czy ta legenda jest prawdziwa.
- Ale nawet jelicie to warto spróbować. Prawda Tsubasa?- Spojrzał z wyczekiwaniem przyjaciela.
- Już mówiłem. Jeśli nic ci nie będzie zagrażać to ja się zgadzam na wszystko.
- No to nie ma, co czekać!- Już poleciał szukać właściwego obrazu.
- Ale się nakręcił.- Stwierdziłem.
- Dziwisz mu się? Już od dawna nie miał żadnej przygody.
- Ej! No, co tak stoicie? Chodźcie!
- Idziemy, idziemy!- Zawołałem i ruszyłem za bratem. Po chwili znaleźliśmy właściwy obraz.
- Znaleźliśmy teraz musimy się odpowiednio ukłonić. Pokorny hołd... Kyousuke na kolana.
- Co?
- Klęknij. W dawnych czasach przed królem padało się na kolana i całowano stopy władcy. Dziurka od klucza będzie prawdopodobnie gdzieś na ramie.- zrobiłem iść to co on i padłem na kolana. Zacząłem uważnie przyglądać się ramie.
- Nic nie widzę... Co ty robisz?!- Zawołałem widząc jak brat całuje ramę obrazu.
- Oddaję pokorny hołd. Patrz!
- O rzesz ty...- Układ zdobień na ramie zaczął się zmieniać i w końcu...- Jest! Naprawdę jest! Yuuichi otwieraj!- Brat wsunął klucz i przekręcił. Obraz gładko odchylił się a za nim były...
XLIX Kluczyk
Gdy wróciliśmy do domu od razu poszliśmy do wieży magów by zajęli się bratem Iskierki. Mój Chowaniec również został zabrany. On również wymagał oczyszczenia i podładowania. Nie bardzo miałem pomysł, co zrobić ze sobą do kolacji, więc poszedłem do biblioteki poszukać czegoś ciekawego do czytania. Zawsze znajduję coś fajnego, więc z tą myślą wkroczyłem do biblioteki i stanąłem jak wryty. Miałem wrażenie, że książki ożyły i zaczęły latać. A potem zauważyłem brata w samym środku chmary książek
- Co robisz?!- Zawołałem żeby przebić się przez szelest papieru.
- Kyousuke? Ła!- Musiałem go rozproszyć, bo zaklęcie się złamało i książki posypały się w dół strącając Yuuichi’ego na podłogę.- Ał...
- O matko, wszystko w porządku?!
- Tak...- Pomogłem mu wstać. Trochę go te książki obiły, ale nie wyglądał na poważnie uszkodzonego.- Parę siniaków będę mieć jak nic.
- Pewnie tak.- Przyznałem.- Ale co robiłeś?- Schyliłem się po jedną z książek.- Przecież to są Zakazane Księgi. Po co je... Cokolwiek z nimi robiłeś?
- Chciałem się dowiedzieć, w jaki sposób ktoś był w stanie stworzyć Chowańce z duszy elfów. To Zakazane praktyki, więc pomyślałem żeby zajrzeć do tych książek.
- To ty ani magowie tego nie wiecie?
- Nie. Jak mówiłem to Zakazane, więc nie dopuszcza się tego do nauki ogólnej. Tylko król może wydać zgodę na naukę zakazanych technik samemu je znając. Każdy z naszych magów jest objęty zaklęciem zabezpieczającym. Kiedy tata umarł to zakazana wiedza razem z nim. A ja jeszcze nie mogłem się zacząć uczyć Zakazanej magii.
- Czemu?
- Bo byłem za młody... Wciąż jestem. Jestem królem i bardzo potężnym magiem, ale... Ale wciąż pozostaję... Wyjątkowo niedouczony... Pewnymi względami pozostaję dzieciakiem. Niektórych rzeczy książę musi się nauczyć od króla, a nie od magów. Ale taty już... Nie... Ma... Muszę sam się uczyć...
- Nie wiedziałem... Czemu mi nie powiedziałeś? To przecież ważne.
- Może, dlatego że w twoich oczach chcę być doskonały. Jesteś moim małym braciszkiem. Chciałbym żebyś widział we mnie swój autorytet...
- Yuuichi... Ale cię dziś wzięło.- Objąłem go.- Jesteś moim autorytetem. Zawsze będziesz kimś, kogo będę podziwiać. Naprawdę. Jesteś super extra.
- Dziękuję. A może razem poszukamy informacji? Trochę tych książek jest.
- A powiesz mi jak kontrolowałeś tyle książek?
- No pewnie!- Wyjaśnił mi jak to robił i wspólnie zabraliśmy się do roboty. To nie było takie znowu skomplikowane jak myślałem, ale i tak, co chwila książki mi spadały. Ale dobrze się bawiłem robiąc coś wspólnie z bratem.
- Yuuichi! Twoja żona powiedziała, że mam cię znaleźć!- Tsubasa z impetem wkroczył do biblioteki i znów książki na nas poleciały.- Co robicie?
- Cierpimy.- Stęknąłem.
- Dlaczego Viri mnie szuka? Coś się dzieje?
- Przestraszyła się twojej korony. Nie wyczułeś tego?
- Nie... Ale to pewnie, dlatego że zbyt mocno skupiłem się na tych książkach. Ale mówiła coś konkretnego?
- Że korona zaczęła się dziwnie trząść, ale nie opierała szkatułki żeby sprawdzić.
- Już idę. Kyousuke ty też chodź.-Tak jak powiedział poszedłem za nim.
Zastanawiałem się, co się może dziać. Na co dzień nie nosimy swoich koron. Są bezpieczne w szkatułkach. Na co dzień wcale nie noszę żadnej konkretnej ozdoby czy innego insygnium poza pierścieniem, a Yuuichi ma zamiennie albo ozdobną spinkę, albo opaskę a’la diadem.
Viri siedziała w mojej sypialni razem z Ataru i Uratą. Mieli bojowe nastawienie. Ja naprawdę bardzo często zapominam, że oni też są strażnikami. Oni są przecież uroczy i niewinni. Ciężko jest stwierdzić, że są świetnie wyszkoleni w walce wręcz i strzelaniu z pistoletu, kiedy, na co dzień układają włosy i szyją ubrania. Yuuichi polecił im być przy Viri cały czas, a my poszliśmy do drugiej sypialni. Szkatułka faktycznie podskakiwała.
- Co to? Wygląda jak nawiedzona.- Stałem w bezpiecznej odległości.
- Nie wiem.- Yuuichi szturchnął szkatułkę, a ta podskoczyła. Tsubasa błyskawicznie zareagował uderzając szkatułkę i jednocześnie odciągając mojego brata.
- Lepiej wy tego nie dotykajcie.- Stwierdził.- W środku może coś siedzieć.
- No weź. Jeśli coś by tam siedziało to bym to wyczuł.
- A jeśli to jest magiczne i nie daje się wyczuć? Ty otworzysz wieko a to coś może wyskoczyć i cię podrapać albo i coś odgryźć. Lepiej już żeby to ja otworzył.
- Ale, po co otwierać ją ręcznie?- Wziąłem się do rozmowy.- Yuuichi użyje swojej magii, a Tsubasa będzie w gotowości, jeśli w środku faktycznie siedzi coś oprócz korony.
- No to nie jest taki zły pomysł.- Brat zgodził się ze mną. Odsunęliśmy się, więc i Yuuichi otworzył szkatułkę, ale nic z niej nie wyskoczyło. Chociaż cały czas się trzęsła. Podeszliśmy bliżej.- No i jednak nic nie ma. Tylko, czemu ona się tak trzęsie?- Wyjął koronę i wtedy jeden z kamieni wypadł i okazało się, że to on tak podskakiwał. Tsubasa skoczył i złapał kamień.
- Co to ma być?
- Nie wiem. Ale mały szafir raczej nie może być niebezpieczny.- Stwierdziłem.
- Może to uśpiony Chowaniec? Pokaż mi to.- Yuuichi wziął kamień do ręki. Błysło a kiedy znów mogłem widzieć zobaczyłem, że w dłoni brata leży jakiś kluczyk zrobimy z szafiru.
- A to, co?!- Zawołaliśmy z Tsubasą.
- Chyba wiem...
XLVIII Chowańce
Patrzyłem na Iskierkę, który automatycznie zrobił się smutny.
- Iskierka. Jesteś Chowańcem?- Chłopiec pokiwał głową.- Dlaczego nie powiedziałeś?
- Bo dałeś mi nowe imię, a ja chciałem iść razem z tobą, bo ty jesteś dobry, a nasz poprzedni właściciel był zły i uciekliśmy od niego i...
- Wy?- Yuuichi przerwał chłopcu nim ten się rozkręcił.- To wy zostaliście stworzeni razem? Przez tą samą osobę?
- No tak!
- Ale ty jesteś pozytywny, a on negatywny.- Brat podszedł do ciemnego Chowańca i rzucił zaklęcie unieruchamiające. Chowaniec oczywiście wyprostował się i napiął jak struna.
- Nie!- Iskierka wyrwał mi się i pobiegł do tej dwójki.- Nie rób mu krzywdy! On jest dobry! Jest dobry!- Chłopiec przylgnął do drugiego Chowańca.- Nie rób mu krzywdy!- Rozpłakał się. Autentycznie się rozpłakał. Wcale mi nie wyglądał na Chowańca. Głównie dla tego że miał formę małego chłopca, a nie zwierzęcia jak zazwyczaj. I dlatego że tak bardzo okazywał tak silne emocje.- To mój starszy brat. Nie róbcie mu krzywdy. Proszę. On potrzebuje pomocy. Proszę.
- Spokojnie Iskierka. Spokojnie.- Położyłem dłoń na głowie małego.- Yuuichi nie zrobi mu krzywdy. Prawda?- Powiedziałem stanowczo patrząc na brata.
- Nie zniszczę go.- Brat wykonał krótką serię gestów jedną ręką i ciemny Chowaniec zniknął, a raczej przybrał formę małego, fioletowego kryształu.
- Nie!- Iskierka wyrwał mi się i padł na kolana biorąc w dłonie kryształ.- Co mu zrobiłeś?! Miałeś nie robić mu krzywdy!
- Nie zrobiłem mu żadnej krzywdy Iskierka. Wręcz mu pomogłem. Jeśli kiedyś był pozytywny to naładowanie negatywną energią sprawia, że Chowaniec bardzo się męczy i wytraca energię. A twój brat miał jej już bardzo mało i zniknąłby w ciągu tygodnia. W postaci kryształu będzie mógł odpocząć. Zabierzemy go ze sobą i spróbujemy go oczyścić.
- I będzie taki jak dawniej?
- Nie mogę ci niczego obiecać, ale prawdopodobnie tak. Ciebie też teraz zmienię żebyś i ty odpoczął. Kyousuke przez przypadek związał cię imieniem, a ty taki osłabiony nie będziesz w stanie się uwolnić od kogoś tak potężnego jak on...
- Ale ja nie chcę odchodzić. My byliśmy tak długo sami... Obaj chcieliśmy mieć jakiegoś nowego, dobrego pana i... I...
- Hej spokojnie. Wszystko nam wyjaśnisz jak wrócimy dobrze?
Mały Chowaniec pokiwał głową i Yuuichi go przemienił. Podniosłem mały kryształek. Był ciepły i sprawiał wrażenie żywego i przestraszonego.
- Jest jak małe serduszko!- W odpowiedzi brat pokiwał głową i podniósł drugi kryształ.
- Tylko ktoś bardzo potężny mógł stworzyć takie Chowance. Ty potrafisz stworzyć Chowańca w postaci zwierząt, a wiesz, jaki masz potencjał. Nadanie takiej formy i cech jest niezwykle trudne i wymaga wieloletniego doświadczenia i ogromnej wiedzy. Gdyby nie blask i barwa można by wziąć Iskierkę za normalnego dzieciaka. Z całą pewnością ma doskonałe rozwinięte poczucie własnego JA.
- Ale wciąż jest Chowańcem.
- Tak. Wciąż jest Chowańcem. I kiedy wasza więź stanie się silna nie będzie mieć wyboru i będzie musiał słuchać twoich rozkazów.
- Nie chcę go w ten sposób więzić. On jest zbyt... Nie mógłbym traktować go jak zwyczajnego Chowańca.
- Wydaje mi się, że nie są zwyczajnymi Chowańcami. Podejrzewam, że to Zakazane Chowańce.
- Zakazane? Ale nie masz chyba na myśli...
- Tak, właśnie tak. Chowańce stworzone z dusz innych elfów, a nie z własnego ducha.
- Ale przecież to jest nielegalne!
- Tak wiem. Ale teraz już za późno. Poza tym oni pewnie nie mają pojęcia, że kiedyś byli prawdziwymi elfami. Wracajmy już. Zaczyna się robić ciemno.
Skinąłem głową i ruszyliśmy szukać wyjścia, które samo nas znalazło. W drodze powrotnej byłem już mocno zmęczony, więc pozwoliłem sobie położyć na kolanach brata.
XLVII W Labiryncie
Coś ze mną lazło. Dwa cosie. Zjawy mające kształty dorosłego i
dziecka Jeden był ciemny, a drugi jasny. Ten ciemny dorosły był wysoki,
masywny i po prostu przytłaczający wzbudzając nieuzasadniony strach, a w
każdym razie niepokój. Ten jasny dzieciaczek z kolei był mały, wątły,
rozdygotany, ale jednocześnie wzbudzał ciepłe odczucia. Nie wiem czym
były te zjawy, ale nie wyglądały na to żeby miały mi coś zrobić. Mimo ze
ten ciemny był niepokojący, to jego ofiarą był jasny nie ja. Dziecko
uciekało na chudych nóżkach co rusz się potykając i wtedy dorosły
zjawiał się tuż obok podnosząc rękę i bijąc dziecko. Co prawda wydawało
mi się ze ich ciała nie są zrobione z tego samego co ja bo nie
wyczuwałem ich obecności tak jak to zazwyczaj jest, ale przecież tutaj
moja magia nie działała. W końcu przestało mi się to podobać i
podbiegłem do dziecka nim znowu zostało uderzone. Z bliska zobaczyłem ze
to chłopiec.
- No weź się od niego odwal!- krzyknąłem do dorosłego który również okazał się być mężczyzną.- Co on ci zrobił co?- ciemny odsunął się nie mówiąc nic, a ja wziąłem chłopca za rękę. Okazało się że jego drobne ciałko jest jak najbardziej normalne, nie licząc tego że był blado żółty i roztaczał w okół siebie białawy blask.- Nie bój się już.- powiedziałem bo mały po prostu się trzasł.- Ten wielki facet już cię nie uderzy.- okryłem do moim płaszczem bo wydawało mi się że jest mu zimno. W końcu był boso, a koszuleczka i spodenki były króciutkie. Wziąłem go na ręce, a on przytulił się do mnie. Od razu zrobiło mi się jakoś tak milej i raźniej. Może to było jego oddziaływanie?- Masz jakieś imię?- chłopiec zamrugał.- Nie masz? No toja ci jakieś wymyślę. Zobaczmy... Jesteś uroczy, cieplutki i się świecisz, więc będziesz... Iskierka. Podoba ci się?- chłopiec rozpromienił się wiec odebrałem to jako zgodę. Dziwiło mnie że takie dziecko jest tu same i w dodatku nie ma imienia. No ale to nie był elf. Chyba nie. Niby tak, a jednocześnie miałem wrażenie że jednak nim nie jest.
Złapałem Iskierkę pewniej i ruszyliśmy przed siebie. Było by całkiem przyjemnie gdyby ten ciemny nas nie śledził. Miałem teorię że to tylko wytwory labiryntu i znikną kiedy już odnajdziemy z Yuuichim wyjście. Ale jeśli to prawda to szkoda bo Iskierka jest uroczy i chętnie bym go zabrał ze sobą do pałacu. Nikt by się nie pogniewał gdybym przygarnął takiego uroczego malucha. W dodatku chyba nie ma rodziny i wygląda na samotnego. Jak by się tak zastanowić to każdy kogoś przygarnął. Tata Tsubasę, Yuuichi bliźniaków więc ja mógłbym wziąć Iskierkę. Skręciłem za następny zakręt i wtedy dosłownie zewsząd otoczyła mnie ciemność
- Jak... Przecież...- odwróciłem się do tyłu i z powrotem.- Co jest?!- nie zdążyłem się wycofać. Ciemność oblepiła mnie całkowicie. Była nad wyraz gęsta i jakaś nienaturalna. Kiedy mi pojaśniało zobaczyłem ze już nie jestem w labiryncie tylko u Valeja.
- Po co tu przyszedłeś?- Valej pojawił się przede mną i odepchnął. Ale jak to?! On przecież nie zrobił by czegoś takiego. On mnie przecież kocha. Nie potraktował by mnie tak!
- Valej, o co chodzi?
- O co chodzi? O ciebie chodzi, księciuniu.-znowu mnie odepchnął.
- Nie... To nie jest prawdziwe... To tylko iluzja!- krzyknąłem. Iluzja rozwiała się i znów byłem w labiryncie.- Co to miało być?!
- Odrzucenie...- cichutki niepewny głosik, niemal nie dosłyszalny. Spojrzałem na Iskierkę bo wydawało mi się że to on. Bo jak nie on to kto niby? Ten ciemny wielkolud?
- Jakie odrzucenie?
- Boisz się odrzucenia. W labiryncie mierzysz się z lękami i uczuciami. Boisz się odrzucenia przez najbliższych więc zobaczyłeś swojego opiekuna który nie chce cię widzieć.
- Czemu nie zobaczyłem mojego brata?
- Nie wiem...- skulił się w sobie, a jego blask jakby przygasł.
- Hej Iskierka spokojnie. Przecież nie jestem zły za to ze czegoś nie wiesz.- pogłaskałem go po głowie.- Jesteś małym chłopcem. Nie można oczekiwać żebyś wiedział jak działa taki magiczny obiekt jak ten.- chłopiec podniósł na mnie wzrok i znów pojaśniał.- Idziemy dalej.
Łatwo powiedzieć. W praktyce to nie było do końca takie łatwe. Po tej pierwszej wizji, co chwilę byłem przez nie atakowany. Coś to odrzucenie jakoś chyba się wściekło bo co chwile pojawiał się inna bliska mi osoba. Ciężko było mi sobie z tym poradzić. Był jeszcze strach i gniew, a także lęk przed utratą bliskich. Ale odkryłem ze żeby pozbyć się tych okropnych obrazów muszę przypomnieć sobie coś szczęśliwego adekwatnego do sytuacji którą widzę. Dzięki temu zrozumiałem dlaczego Yuuichi chciał żebyśmy to przyszli. Przypominanie sobie tych wszystkich szczęśliwych momentów naprawdę poprawił mi humor. Ni i miałem Iskierkę do towarzystwa. Dzięki niemu obecność ciemnego nie doskwierała mi tak bardzo.
- A tak właściwie to czym ty jesteś, Iskierka? Bo nie jesteś raczej zwykłym elfem, prawda?- spytałem chłopca i skręciłem .- Yuuichi!- byłem taki uradowany że widzę brata. Ale ten coś już nie bardzo.
- Kyousuke. Skąd wziąłeś dwa Chowańce? Nie powinieneś umieć takich tworzyć... Oswoiłeś Dzikie Chowańce?!
- Jakie Chowańce? O czym ty mówisz Yuu...- spojrzałem na Iskierkę.- Jesteś Chowańcem Iskierka?
- O nie. Już mu dałeś imię.- brat jęknął, a ja dalej nie wiedziałem o co w tym wszystkim chodzi.
- No weź się od niego odwal!- krzyknąłem do dorosłego który również okazał się być mężczyzną.- Co on ci zrobił co?- ciemny odsunął się nie mówiąc nic, a ja wziąłem chłopca za rękę. Okazało się że jego drobne ciałko jest jak najbardziej normalne, nie licząc tego że był blado żółty i roztaczał w okół siebie białawy blask.- Nie bój się już.- powiedziałem bo mały po prostu się trzasł.- Ten wielki facet już cię nie uderzy.- okryłem do moim płaszczem bo wydawało mi się że jest mu zimno. W końcu był boso, a koszuleczka i spodenki były króciutkie. Wziąłem go na ręce, a on przytulił się do mnie. Od razu zrobiło mi się jakoś tak milej i raźniej. Może to było jego oddziaływanie?- Masz jakieś imię?- chłopiec zamrugał.- Nie masz? No toja ci jakieś wymyślę. Zobaczmy... Jesteś uroczy, cieplutki i się świecisz, więc będziesz... Iskierka. Podoba ci się?- chłopiec rozpromienił się wiec odebrałem to jako zgodę. Dziwiło mnie że takie dziecko jest tu same i w dodatku nie ma imienia. No ale to nie był elf. Chyba nie. Niby tak, a jednocześnie miałem wrażenie że jednak nim nie jest.
Złapałem Iskierkę pewniej i ruszyliśmy przed siebie. Było by całkiem przyjemnie gdyby ten ciemny nas nie śledził. Miałem teorię że to tylko wytwory labiryntu i znikną kiedy już odnajdziemy z Yuuichim wyjście. Ale jeśli to prawda to szkoda bo Iskierka jest uroczy i chętnie bym go zabrał ze sobą do pałacu. Nikt by się nie pogniewał gdybym przygarnął takiego uroczego malucha. W dodatku chyba nie ma rodziny i wygląda na samotnego. Jak by się tak zastanowić to każdy kogoś przygarnął. Tata Tsubasę, Yuuichi bliźniaków więc ja mógłbym wziąć Iskierkę. Skręciłem za następny zakręt i wtedy dosłownie zewsząd otoczyła mnie ciemność
- Jak... Przecież...- odwróciłem się do tyłu i z powrotem.- Co jest?!- nie zdążyłem się wycofać. Ciemność oblepiła mnie całkowicie. Była nad wyraz gęsta i jakaś nienaturalna. Kiedy mi pojaśniało zobaczyłem ze już nie jestem w labiryncie tylko u Valeja.
- Po co tu przyszedłeś?- Valej pojawił się przede mną i odepchnął. Ale jak to?! On przecież nie zrobił by czegoś takiego. On mnie przecież kocha. Nie potraktował by mnie tak!
- Valej, o co chodzi?
- O co chodzi? O ciebie chodzi, księciuniu.-znowu mnie odepchnął.
- Nie... To nie jest prawdziwe... To tylko iluzja!- krzyknąłem. Iluzja rozwiała się i znów byłem w labiryncie.- Co to miało być?!
- Odrzucenie...- cichutki niepewny głosik, niemal nie dosłyszalny. Spojrzałem na Iskierkę bo wydawało mi się że to on. Bo jak nie on to kto niby? Ten ciemny wielkolud?
- Jakie odrzucenie?
- Boisz się odrzucenia. W labiryncie mierzysz się z lękami i uczuciami. Boisz się odrzucenia przez najbliższych więc zobaczyłeś swojego opiekuna który nie chce cię widzieć.
- Czemu nie zobaczyłem mojego brata?
- Nie wiem...- skulił się w sobie, a jego blask jakby przygasł.
- Hej Iskierka spokojnie. Przecież nie jestem zły za to ze czegoś nie wiesz.- pogłaskałem go po głowie.- Jesteś małym chłopcem. Nie można oczekiwać żebyś wiedział jak działa taki magiczny obiekt jak ten.- chłopiec podniósł na mnie wzrok i znów pojaśniał.- Idziemy dalej.
Łatwo powiedzieć. W praktyce to nie było do końca takie łatwe. Po tej pierwszej wizji, co chwilę byłem przez nie atakowany. Coś to odrzucenie jakoś chyba się wściekło bo co chwile pojawiał się inna bliska mi osoba. Ciężko było mi sobie z tym poradzić. Był jeszcze strach i gniew, a także lęk przed utratą bliskich. Ale odkryłem ze żeby pozbyć się tych okropnych obrazów muszę przypomnieć sobie coś szczęśliwego adekwatnego do sytuacji którą widzę. Dzięki temu zrozumiałem dlaczego Yuuichi chciał żebyśmy to przyszli. Przypominanie sobie tych wszystkich szczęśliwych momentów naprawdę poprawił mi humor. Ni i miałem Iskierkę do towarzystwa. Dzięki niemu obecność ciemnego nie doskwierała mi tak bardzo.
- A tak właściwie to czym ty jesteś, Iskierka? Bo nie jesteś raczej zwykłym elfem, prawda?- spytałem chłopca i skręciłem .- Yuuichi!- byłem taki uradowany że widzę brata. Ale ten coś już nie bardzo.
- Kyousuke. Skąd wziąłeś dwa Chowańce? Nie powinieneś umieć takich tworzyć... Oswoiłeś Dzikie Chowańce?!
- Jakie Chowańce? O czym ty mówisz Yuu...- spojrzałem na Iskierkę.- Jesteś Chowańcem Iskierka?
- O nie. Już mu dałeś imię.- brat jęknął, a ja dalej nie wiedziałem o co w tym wszystkim chodzi.
XLVI Labirynt
- Nie lubię zimy.- Stwierdziłem gapiąc się przez okno.
- Dlaczego?- Yuuichi bawił się moimi włosami zaplatając je.
- Bo jest zimno. Nie lubię jak mi zimno. No i Ataru i Utrata zawsze na zimę ubierają mnie na biało. Jak wychodzę na dwór to mnie nie widać. Tylko dwie złote kropki na białym tle.
- Mówisz tak jakbyś nie lubił tego jak wyglądasz.
- To nie tak. Lubię to jak wyglądam tylko... Tylko...
- Martwisz się czymś?
- Jak byłem mały zgubiłem się w zimie. Byłem chory i bolało mnie gardło, więc nie mogłem mówić. Miałem wtedy biały płaszczyk z kapturem. Bardzo się bałem i nie umiałem wrócić do domu. Była już noc, kiedy Valej mnie w końcu znalazł tylko, dlatego że udało mu się wypatrzeć na śniegu moje oczy. W pewnym sensie dalej się boję. Że się zgubię i nie będę mógł wrócić i nikt mi nie pomoże, bo nie będzie mnie widać.
- Zawsze dowiaduję się o tobie czegoś nowego, kiedy zaczynasz mówić o swoim dzieciństwie.- Przytulił mnie mocno. Pozwoliłem mu mnie ukołysać.- I za każdym razem żałuję, że mnie przy tobie nie było.
- Yuuichi...
- Może stworzymy ci nowe wspomnienia?
- Co?
- Zrobimy razem coś przyjemnego żeby zima i śnieg miło ci się kojarzyły. Wyjdziemy i spędzimy czas tylko we dwóch.
- Chcesz się pobawić śnieżkami w ogrodzie?- Spytałem nieco zbity z tropu.
- Cóż planowałem wyjść gdzieś dalej niż do ogrodu. Mówiłeś, że w mieście jest zimowy festyn. Moglibyśmy się wybrać i...
- Yuuichi!- Poderwałem się.- Ty chcesz wyjść z pałacu?! Z własnej nieprzymuszonej woli?!
- A co w tym takiego dziwnego?- Spytał z rozbrajającym uśmiechem.
- To, że ty nigdy bez potrzeby nie wychodzisz.
- Wiesz jestem królem. Nie mogę sobie ot tak wychodzić. Ale teraz chcę skorzystać z tego, że na dzisiaj mam spokój. Poza tym, jeśli chcę być dobrym władcą muszę wychodzić do mojego ludu żeby na żywo widzieć jak żyją.
- Czy coś się dzieje?- Spytałem.
- Nie, nic. A co?
- Bo powiedziałeś to w taki sposób jakby coś się działo.
- Wszystko jest dobrze. Ale chcę żeby było jeszcze lepiej. No i chcę ciebie uszczęśliwić i spędzić z tobą czas. Tak naprawdę to nigdy nie spędziliśmy wspólnie dnia tylko w dwóch. Już teraz mam dla ciebie mało czasu. Za trzy miesiące zostanę ojcem i tego czasu będzie jeszcze mniej. Gdybyś był ze mną od małego to wtedy poświęciłbym ci tyle uwagi ile należy. Gdybym tylko zdążył ostrzec tatę. Gdybym nie dał się tak łatwo zaskoczyć i skręcić karku...
- Yuuichi czy ty się obwiniasz za to jak kiedyś żyłem? Przecież dzięki tobie ja w ogóle żyję!
- Tak, ale... Zamiast cię oddawać... Gdybym z tobą uciekł. Zabrał Tsubasę. Myślowo ostrzegł tatę... Gdybyśmy uciekli we czterech...
- To wtedy matka wysłałaby za nami pościg i było by po nas wszystkich.
- Tak wiem, ale przez to... Każdy ma jakąś traumę. Tsubasa... On nie chce mi powiedzieć, co dokładnie mu robiono. Ale czasem... On czasem mnie w nocy budzi. Budzę się wyczuwając, że coś mu się dzieje. Kiedy do niego zaglądam zawsze widzę, że płacze przez sen i jęczy żeby przestali go krzywdzić. To mnie wtedy boli. Wychowywaliśmy się razem i on jest dla mnie jak drugi brat. To mnie boli, kiedy widzę, że nie mogę pomóc mojej rodzinie.
- Yuuichi...- Objąłem go. Teraz mój problem wydaje się błahy.- Nie potrzebie pytałem. Przepraszam.
- Już dobrze mały. Teraz jak się wyżaliłem to mi lepiej. Chodź. Stwórzmy trochę wspomnień.- Wziął mnie za rękę i wyprowadził. Po drodze poinformował, że wychodzi ze mną, czym wzbudził szok u wszystkich jednak nikt nas nie zatrzymywał. Jedynie, Tsubasa koniecznie chciał z nami iść ale udało się nam go przekonać żeby został.
- Więc gdzie jedziemy?- Spytałem, kiedy siedzieliśmy w limuzynie.
- Zobaczysz. To będzie niespodzianka. Na razie się zrelaksuj.- Zrobiłem tak jak powiedział i skupiłem się na telefonie. A konkretnie na pisaniu piosenki. To zawsze mnie relaksuje i czas mi szybciej płynie. To dobry sposób na zabicie czasu, przynajmniej dla mnie, bo na przykład Raju to dosyć szybko się rozprasza i nudzi.
Trochę jechaliśmy i wiedziałem, że na pewno nie jedziemy na festyn do miasta, a szkoda. Ale nic nie tracę. Festyn będzie trwać jeszcze trzy dni, więc mogę iść jutro...
- Jesteśmy Kyousuke.- Yuuichi klepnął mnie w ramię.- Na festyn pojedziemy później, a teraz chodź. To miejsce też jest dobre.- Wysiadłem za nim posłusznie i rozejrzałem się.
- Co to jest?- Spytałem patrząc na wysoką ścianę muru z wielką bramą.
- To labirynt uczuć.
- Ha?
- Kiedy tam wejdziemy rozdzielimy się. Naszym zadaniem będzie odnalezienie się w centrum. Kiedy nam się uda labirynt sam nas pokieruje do wyjścia.
- A te uczucia?
- Po drodze będziesz mierzyć z najskrytszymi uczuciami, lękami, pragnieniami. Ze wszystkim, co siedzi głęboko w tobie i z czego możesz nie zdawać sobie sprawy.
- Myślałem, że będziemy tworzyć mile wspomnienia...
- Zaufaj mi braciszku.- Yuuichi objął mnie.- Po prostu zaufaj.
- Wiesz, że tobie zawsze będę ufać.- Odparłem i wziąłem brata za rękę. Brama otworzyła się i weszliśmy do środka. Od razu zrobiło się ciepło, mimo że po drugiej stronie wciąż prószył śnieg.- Jak ciepło. Zupełnie jakby była wiosna albo lato, prawda Yuu...- Pusto.- Yuuichi...? Yuuichi!- Kręciłem się, dokoła ale po moim bracie nie było śladu. Po bramie wejściowej również.- Więc naprawdę muszę cię szukać.- Stwierdziłem i rozbierając się z płaszcza ruszyłem przed siebie zastanawiając się ile mi zajmie znalezienie brata.- Może polecę do góry i spróbuję go wypatrzeć?- Zatrzepotałem skrzydełkami i wzniosłem się do góry, ale zderzyłem się z czymś, co nie pozwoliło mi wylecieć ponad krawędź.- To może myślowo? ,,Yuuichi? Yuuichi gdzie jesteś? Słyszysz mnie?"- Nic tylko głucha cisza.- No to nie mam wyjścia.- Ruszyłem na poszukiwania.
XLV Legenda o Maresusie
- Nigdy nie widziałem żebyś się aż tak rozchorował mały. Wyglądasz jak idź z stąd i nie wracaj.
- I tak się czuję.- Wymamrotałem. Leżałem w łóżku już tydzień i czułem się tylko gorzej.
- Gdzieś ty się mógł tak rozchorować?
- Valej był w tropikach w sprawach biznesowych. Pewnie przywiózł jakieś robaki z dżungli.
- Pewnie tak. No dobrze nie będę cię męczyć mały. Powinieneś spróbować się przespać...
- Yuuichi... Mogę cię o coś poprosić?- Spytałem nieśmiało.
- Jasne, że tak.
- Poczytaj mi proszę. Wygrzebałem z biblioteki mitologię i chciałem poczytać, ale jak patrzę na strony to mi się wszystko rozmazuje.
- Dobrze.- Wziął opasłe tomisko i usiadł koło mnie.- To będzie pierwszy raz jak będę Ci czytać do snu. No dobrze zobaczmy... O to może cię zainteresować. ,,Legenda o Maresusie".
,, Dawno temu, kiedy świat wyglądał zupełnie inaczej, istniała pewna mała kraina. Jej mieszkańcy żyli szczęśliwie. Kraina nie była bogatą, lecz niezwykle piękną. Jej piękno mieszkańcy zawdzięczali swojej Bogini, która o nich dbała, a oni o nią. Bogini mieszkała w małej świątyni otoczonej pięknym ogrodem. W zamian za codzienne wizyty i przeniesienie owocu z cudownego drzewa sprawiała, że kraina była cudownym miejscem do życia. Sprawiała, że rośliny rosły zdrowe i silne dający doskonałe plony. Zwierzęta były dobre, nie niszczy upraw i nie atakowały, a te, które stworzone były do wspólnego życia z elfami nigdy nie uciekały i pracowały wiernie. Sami mieszkańcy również byli dobrzy. Nie wyrządził sobie nawzajem krzywdy, dbali i zwierzęta, rośliny i całą krainę.
W tych pięknych i spokojnych czasach żył pewien młodzieniec o oczach błękitnych jak wiosenne niebo i czarnych włosach przetykanych pojedynczymi białymi włoskami przywódcą na myśl nocne niebo usiane gwiazdami. Mieszkał on ze swoimi rodzicami. We trójkę opiekowali się świątynią i ogrodami do niej należącymi. Jego imię brzmiało Maresus. Codziennie rano chodził pod cudowne drzewo by wybrać najpiękniejszy owoc i zanieść go bogini. Chodził do niej kilka razy dziennie by dotrzymać jej towarzystwa, ponieważ nie mogła udać się dalej niż ogród. Opowiadał jej o tym, co się działo w okolicy, a także różne historie by ją zabawiać. Gdy inni mieszkańcy przychodzili zobaczyć boginię i prosić ją o błogosławieństwa prowadził modlitwy i przekazywał jej słowa gdyż tylko on już jego rodzice mogli widzieć i słyszeć boginię. Maresus był całkowicie oddany bogini.
Mijały lata, a każdy dzień spędzony na służbie bogini, sprawiał, że w młodzieńcu rosło uczucie względem bogini. Kiedy w końcu był pewien swoich uczuć postanowił je wyznać swej ukochanej. Gdy to zrobił był pewien, że odrzuci jego uczucie jednak wyznała, że i ona obdarzyła jego uczuciem. Od tego czasu byli razem szczęśliwi, a ich miłość stawała się silniejsza z każdym dniem. Pragnęli nie tylko swych dusz, lecz i ciał. Każdej nocy rozpalała ich namiętność.
Czas mijał, kraina kwitła życiem i szczęściem, a bogini i młodzieniec kochali się niezmiennie mocno. Lecz nikt się nie spodziewał, że zazdrośni panowie sąsiednich krain chcąc by ich krainy również rozkwitły postanowili zabić boginię gdyż wierzyli, że wtedy zdobędą jej moc. Zaatakowali, więc krainę ze wszystkich stron szybko zbliżając się do świątyni. Bogini lękając się o życie jej ukochanego błagałaby uciekał, lecz on nie chciał jej zostawić samej gdyż była bezbronna nosząc pod sercem ich dziecko, a czas rozwiązania zbliżał się nieubłaganie. Postanowił zostać przy niej i jej bronić.
Była noc, gdy maleństwo zaczęło przychodzić na świat, gdy świątynia została zaatakowana. Maresus nie chciał zostawiać ukochanej jednak przysięgał ją chronić. Udał się, więc na pierwszy poziom świątyni by walczyć z napastnikami. Odniósł wiele ran jednak dzielnie walczył. Niestety jeden z napastników przedostał się na schody i trafił do komnaty bogini. Maresus usłyszał krzyk swej ukochanej. W tamtym momencie poczuł jak w jego umyśle otworzyły się do tej pory drzwi. Jego ciało napełniła nowa siła i moc. Popędził na górę. Zastał napastnika biorącego zamach by ugodzić boginię i zabić ją wraz z dzieckiem. Maresus rzucił się na napastnika. Stoczył z nim wyjątkowo ciężki pojedynek jednak wygrał. Ciężko ranny wrócił do swej ukochanej, która zdołała wydać na świat chłopczyka.
W nagrodę za swoje poświęcenie i oddanie włosy Maresusa stały się śnieżno białe by oddać czystość jego serca, a oczy złote odzwierciedlając jego odwagę. Jego syn i każdy następny potomek został obdarowany bielą i złotem. Maresus został panem krainy i zjednoczył z nią krainy napastników. W ten sposób narodziła się Arsilla pod panowaniem Maresusa, który przekazał koronę swemu synowi, gdy na świat przyszedł jego pierwszy prawnuk. Odszedł z boginią do zaświatów i już na zawsze z nią pozostał, a Arsilla rozwijała się by stać się wielkim silnym krajem opływającym w dostatek."
- Koniec. No i jak ci się podobało?
- W naszych żyłach płynie boska krew? Przecież to nie możliwe.- Odparłem i ziewnąłem.
- W każdej historii jest ziarenko prawdy mały. A teraz śpij Kyousuke - brat ucałował mnie w czoło. Zamknąłem oczy zapałem w sen.
XLIV Na koniec świata i ... Do domu
- Czemu właściwie chodźcie boso?- Spytałem. Lecieliśmy samolotem. Tak było najwygodniej. Szkoda tylko, że Viki nie mogłem zabrać. Biedna się rozchorowała.
- Nie mieliśmy botów. Od małego chodziliśmy boso. Tak szczerze to mnie jest w butach niewygodnie.- Raju trzymał na kolanach głowę swojego brata, który postanowił sobie uciąć drzemkę.
- Teraz będziecie musieli się do nich przyzwyczaić. Tak jak do wielu innych rzeczy.- Odparłem.- Czy Mikiteru nie śpi za dużo? On chyba większość dnia śpi.
- A on tak ma. Śpioch z niego i tyle. Pamiętaj, że jesteśmy kotami, a koty przecież dużo śpią.- Pogłaskał braciszka po głowie.
- To, że się zmieniacie w koty nie znaczy, że nimi jesteście.- Sprostowałem.- Takie ciągłe spanie może nie być dobre. To może nawet być objaw jakiejś choroby. Ale i tak zostaniecie przebadani na miejscu, więc zwróć lekarzowi uwagę na to ciągle spanie.
- Wiesz... To może być coś, czego on sam się nauczył. Pamiętam, że od małego on tak dużo spał, ale kiedyś go zapytałem czy to przez to, że nasz ojciec nas traktował jak traktował on tak dużo śpi. Powiedział, że kiedy śpi jest w swoim świecie, w którym obaj jesteśmy szczęśliwi razem z mamą i nie dzieje nam się żadna krzywda. Myślę... Myślę, że on w ten sposób ucieka od rzeczywistości.
- To możliwe. Jako dziecko sam sobie stworzyłem taki świat gdzie jestem szczęśliwy razem z moimi przyjaciółmi z przytułku. To mi pomagało znieść warunki, w jakich żyliśmy. Oczywiście wyrosłem z tego w wieku dziesięciu lat, ale przyznam się, że czasem jeszcze tak uciekam, kiedy jestem naprawdę zastosowany. Mikiteru prawdopodobnie wymyślił sobie swój świat w tym samym celu tak jak mówisz. A biorąc pod uwagę jego traumę i jego naturalną wrażliwość podejrzewam, że może tak uciekać jeszcze. Może nigdy mu to nie przejdzie.
- Nawet, jeśli to mi to nie przeszkadza. Ale masz rację. Powiem lekarzom, że on tyle śpi.
Lot przebiegł bez przeszkód. Mikiteru łaskawie się nawet obudził żeby zjeść, po czym wrócił do spania, dziadkowie braci zajmowali się sobą, bliźniaki siedziały za sterami, co mnie zaskoczyło, że potrafią prowadzić taką maszynę, a ja rozmawiałem z Raju był w moim wieku i okazało się, że mamy wspólny dzień urodzin. Pokazałem mu też kilka magicznych sztuczek i wyjaśniałem mu wszystko, co chciał wiedzieć. Okazał się być naprawdę zainteresowany światem i całkiem pojętnym, jeśli chodzi o naukę. Szybko nauczył się lewitować przedmioty, ale to nie było to, co robię ja i Yuuichi. My ,, dotykamy" umysłem to, co unosimy. To, co my robimy jest jakby przedłużeniem nas samych. Zwykła telekineza to po prostu przemieszczanie przedmiotów i nie jest naturalne, trzeba ciągle się skupiać na lewitowanym przedmiocie. My nie musimy o tym myśleć. Po prostu trzymamy umysłem i nie myślimy żeby trzymać.
Kiedy w końcu wylądowaliśmy, na lotnisku już czekała nasza podwózka w formie limuzyny. Ledwo zszedłem z ostatniego stopnia samolotowych schodków, kiedy drzwi limuzyny się otworzyły i wyskoczył z nich brat Viri.
- Anani!- Złapał mnie i mocno uścisnął. I chyba nie miał zamiaru puścić.- W końcu do nas przyjechałeś Anani!
- Ja też się cieszę Kejs, ale nie mów do mnie Anani, kiedy jesteśmy w przestrzeni publicznej. Nie jestem małym dzieckiem.
- Ale jesteś taki słodki i uroczy Anani... Aaa! Co za słodzik!- Skoczył do Mikiteru, który niepewnie wychylił się z wnętrza samolotu.
- Nie Kejs! Nie do...- Nie zdążyłem i Kejs złapał chłopca, który momentalnie zaczął płakać i to głośno. Kejs oczywiście zaraz go puścił.
- Ja mu nic nie zrobiłem! Naprawdę!
- Wiemy Kejs. Mikiteru ma traumę po tym, co mu robiono i boi się dotyku innych osób poza Riju i swoimi dziadkami.- Wyjaśniłem. Wzięliśmy całą ósemką do limuzyny i pojechaliśmy do pałacu. Po drodze Kejs cały czas przepraszał i było widać, że mu przykro. Oczywiście bracia nic nie rozumieli, ale na szczęście Kejs mówił po Asyrlijsku, więc dziadkowie mogli im tłumaczyć.
- Pierwsze, co to trzeba ich nauczyć języka.- Zwróciłem się do Kejsa w Avrinerijskim. Viri musiała i już się przyzwyczaiła do naszego języka, ale Kejs nie, więc na dłuższą metę i jemu i nam było niewygodnie tego słuchać. Jak już kiedyś wspominałem my szeleścimy, a Avrinerijski jest taki płynny bez ostrych dźwięków jak u nas.
- Masz rację. Wybacz, że to mówię, ale od tego waszego szeleszczenia głowa mnie boli.
- A pomyśl, że musiałbyś mówić po Bergalsku.
- Tylko nie ta kanciasta mowa!- Chłopak zrobił wielkie oczy. Zaśmiałem się.
- ,,Trzeba na nich uważać. Mimo że wywiozłem ich na drugi koniec świata to nadal może być ryzyko, że jednak coś się stanie. I potrzebują dużo kontaktu z innymi. Są jak zwierzątka całe życie trzymane w klatce. Muszą się przyzwyczaić do świata. A i południe żeby nosili buty. Przybyli do chodzenia na boso. I trzeba zbadać Mitsukiego. Za dużo śpi."- Przekazałem mu jeszcze myślowo i włączyłem się do rozmowy.
Kiedy dotarliśmy na miejsce wszyscy chętnie wysiedli z wyjątkiem Riju i Mikiteru.
- Co się dzieje chłopcy?- Spytał dziadek.
- Kiedy mieszkaliśmy w pałacu robiono nam krzywdę. Uciekliśmy i w domu nikt nas nie krzywdził. A teraz wracamy do pałacu.- Mikiteru wtulał się w starszego brata.
- Oh skarbie.- Babcia wzięła chłopca za rękę.- Tu nikt nie zrobi wam krzywdy. I my z działaniem będziemy przy was. Nie ma się, czego bać.- Chłopiec wziął ja za rękę i niepewnie wysiadł.
- Kyo!- Król powitał mnie na wejściu. Nie wyobrażam sobie żeby było w stanie wymowie całe moje imię.- Dobrze wyglądasz. Wszystkich bardzo zmartwiłeś na weselu, kiedy zasłabłeś.
- Tak wiem. Ale już mi lepiej. Byłem po prostu przemęczony. Ach właśnie. Przywiozłem Antefra.
- Nie trzeba było. Naprawdę.
- Wiem, ale chciałem. To moja pierwsza wizyta. Wypadałoby.- Podałem królowej kosz.- Wiem, że na pewno o wiele skromniejszy niż Antefra mojego brata, ale wyjazd był nagły i nie mogłem odpowiednio się wyszykować...
- Jest doskonale Kyo. Więcej nie trzeba.- Zostałem ucałowany w policzek, na co się zarumieniłem.
- Nie chcę przerywać, ale pilotowaliśmy samolot dwanaście godzin. Moglibyśmy dostać jakąś sypialnię.- Ataru, który tak jak pozostali cierpliwie czekał w końcu się odezwał. A Urata to nawet przysypiał mu na ramieniu.
- Och oczywiście! Anani widzimy się wieczorem.- Kejs zabrał bliźniaków. Uroczo wyglądało, kiedy wziął ich obu za ręce.
- A to właśnie są Riju i Mikiteru oraz ich dziadkowie. Chłopcy mówią tylko po Bergalsku, ale dziadkowie płynnie znają Arsylijski, więc jest pośredni kontakt. Bracia są przyzwyczajeni do chodzenia na boso. A Mikiteru śpi za dużo. Przepraszam, że przywiozłem ich takich surowych, ale u nas nie byli by bezpieczni. Abys jest nieobliczalny. Tu będą bezpieczni. Dziękuję, że chcieliście ich wziąć.
- Dla was wszystko Kyo. A teraz proszę. Oprowadzę was.- Królowa zabrała rodzinę i zostałem z królem.
- Dobrze, że się wszystko ułożyło...- Powiedziałem cicho i zatoczyłem się.
- Kyo!- Król złapał mnie na czas.- Zupełnie jak brat.
W odpowiedzi uśmiechnąłem się delikatnie. Sam też potrzebowałem odpocząć. W Avineri spędziliśmy tydzień. Cała czwórka zaaklimatyzowała się i wyglądało na to, że będzie im dobrze. Kiedy wróciliśmy do domu ucieszyłem się z powrotu. Mogłem spotkać się z przyjaciółmi i Valejem. A przede wszystkim znowu byłem obok Yuuichiego. Niby tylko miesiąc, ale to jednak i tak za długo. No i Viri. Jeszcze nic nie było widać, ale mogłem łatwo wyczuć że coś się zmieniło. Jak tylko ją zobaczyłem przytuliłem ją czułe.
- Takimi?
- Tak. Na pewno.- Odpowiedziała ty swoim ciepłym głosem, w którym było tyle czułości.
- Obiecuję, że będę przy was.
XLIII Wspomnienia
- Uratka! Tak się cieszę, że znowu cię widzę!- Zdębiały patrzyłem jak na moim przyjacielu uwiesza się dwóch chłopaków.
- Urata, kto to?- Nie powinienem był pytać. Oj nie powinienem.
- Co?!- Poderwałem się.- Uciekliście z pałacu Abysa?! Byłem tam mnóstwo razy i nigdy was nie widziałem!
- Trzymał nas zamkniętych w pokoju.- Młodszy chłopak patrzył na mnie wielkimi oczami.
- Czym jeszcze mnie zaskoczycie?- Westchnąłem.
- Jesteśmy książętami.
- No dobrze pokaż się.- Ataru odchylił mi głowę. Po stwierdzeniu starszego chłopaka znowu dostałem krwotoku z nosa.
- Urata... Czemu nic o nich nie wspomniałeś? Można było ich uratować dziesięć lat temu.- Spojrzałem na przyjaciela.- Hej wszystko dobrze?
- Ja... ja nie pamiętam... Nie pamiętam ich. Nie pamiętam was.- Spojrzał na braci.-Nie pamiętam was. Przykro mi, ale ja naprawdę nie pamiętam.
- Zaczekaj no chwilę...- Przysunąłem się do Uraty i przyłożyłem dłoń do jego czoła. Zamknąłem oczy i oczyściłem umysł. ,,Skupienie. Muszę się skupić..."
- Co robisz?- Mikiteru odezwał się nagle.
- Sprawdzę czy przypadkiem. Ktoś nie majstrował przy wspomnieniach Uraty. Ale jeśli ktoś będzie mi przeszkadzać to Urata skończy, jako bełkoczący trzylatek. Wspomnienia są delikatne , a zwłaszcza, jeśli już raz zostaną naruszone to są tym bardziej wrażliwe.- Odpowiedziałem spokojnie i znowu skupiłem się na przyjacielu. Potrwało to kilka minut jednak w końcu uzyskałem rezultat. Westchnąłem.- Wygląda na to z faktycznie usunięto mu was z pamięci. I to z chirurgiczną precyzją.
- Więc czemu nie mam dziur w pamięci?
- Mózg jest bardzo skomplikowany i sprytny. Jeśli stracisz jakieś wspomnienie to mózg wymyśli sobie nowe na to miejsce tak by się dobrze wpasowało.
- A nie ma jakiegoś sposobu żeby przywrócić te wspomnienia?- Dziadek Riju i Mikiteru w końcu się odezwał.
- Niestety, ale nie potrafię. Gdyby były zablokowane to oczywiście przywróciłbym mu wspomnienia, ale ich po prostu tam nie ma. Wspomnienia może przywrócić jedynie osoba, która je odebrała, więc jestem bezsilny.
- Jest jeszcze możliwość podzielenia się wspomnieniami. Przecież Riju dokładnie wszystko pamięta.- Teraz odezwała się babcia.
- Tak owszem proszę pani można to zrobić. Ale to nie będą wspomnienia Uraty. Będzie ciągle czuć, że nie są jego. Poza tym... Nie potrafię przesyłać wspomnień z jednej osoby na drugą. Owszem ćwiczyłem to z moim bratem i ledwo, co mi się to udało z jego pomocą i tylko, dlatego że między nami jest naturalną więź wynikająca z tego, że jesteśmy braćmi. Na niespokrewnionych osobach nie dam rady tego zrobić. Mógłbym im tylko zaszkodzić. W dodatku nie znam Riju to jest dodatkowy problem. Mogę sobie być potężnym magiiem, ale nie jestem moim bratem ani mistrzem. Wciąż nie potrafię wielu rzeczy. Już prościej by mi było znaleźć tą osobę, która zabrała wspomnienia Uraty i siłą je zabrać.
- Jak to zabrać siłą?- Riju zainteresował się.
- Cudzych wspomnień nie można, a raczej nie powinno się przetrzymywać w swojej głowie. Jest durze ryzyko ich utraty z powodu złego dopasowania, a im dłużej tym trudniej je zatrzymać. Gdyby się uwolniły wróciłyby do właściciela. Prościej i bezpieczniej jest umieścić wspomnienia w jakimś przedmiocie. Urządzeń elektronicznych nie polecam, bo wystarczy, że się popsują i wspomnienia znikają na zawsze. Lepiej wybierać zwykłe przedmioty, a najlepiej takie wytrzymałe i najlepiej duże, których nie da się za łatwo zgubić.
- A mogłaby to być korona wysadzana klejnotami?
- Tak. Klejnoty są w pewnym sensie idealne. Zwłaszcza diamenty. To najtwardszy znany materiał. Można je uszkodzić jedynie innymi diamentami, a w dodatku są piękne. Zwykłe, różowe, zielone... We wszystkich barwach... Ach przepraszam. Nie wiem, czemu ale kocham wszelkie kamienie szlachetne. Nie przez ich wartość, ale ich piękno.
- Nie, nie. Nic nie szkodzi.- Starsi państwo uśmiechnęli się pobłażliwie.
- A... Krwawe Diamenty?
- Jeśli chodzi o ich kolor to...
- Nie chodzi o kolor naturalny. Tylko o kamień zabarwiony krwią niewinnej istoty.
- Takie mają niezwykły potencjał. Zwłaszcza magiczny. Ale są wszędzie zakazane.
- Dlaczego?- Młodszy chłopiec spojrzał na mnie wielkimi błękitnymi oczami.
- W zamyśle Krwawy Diament jest materiałem idealnym. Pięknym, niezniszczalnym, potężnym. Ale do jego stworzenia wymagana jest ofiara z żywej istoty. I nie może to sobie być jakieś pierwsze lepsze zwierzę.
- Więc co?
- Niewiniątko.- w pokoju zapadła główna cisza. Mikiteru podniósł rękę.
- Co to Niewiniątko?
- Malutkie dziecko chwilę po narodzinach. Całkowicie bezbronne i bezsprzecznie czyste bez skazy. By stworzyć Krwawy diament trzeba przelać krew Niewiniątka.- Ciężko mi było to mówić, ale cóż. Jak już temat się zaczął to trzeba. Chociaż by z uprzejmości. Ale ta wiedza bynajmniej mnie nie uszczęśliwia. Poświęcić małe dziecko...
- Nasz ojciec musi mieć wspomnienia Uraty. On ma w koronie dwa Krwawe Diamenty. W jednym na pewno są wspomnienia Uraty. Wystarczy dorwać koronę i odzyskamy wspomnienia...
- Ale kto powiedział że ja chcę te wspomnienia?- Urata w końcu się odezwał.
- Właśnie! Jeśli Uratka ich nie chce to nie i koniec.- Ataru objął brata jakby chciał go osłonić.- Już dość się nacierpiał i nie musi sobie o tym przypominać. Nie dam go znowu skrzywdzić. Nie dam! Obronię mojego Uratke za wszelką cenę! Tym razem...
- Hej no już spokojnie Ataru.- Uspokajającym tonem zwróciłem się do przyjaciela.- Nikt nie będzie krzywdzić Uraty.
- Właśnie Ati. Jestem bezpieczny.- Urata odwzajemnił uścisk.- Przepraszam za to. Ati ma uraz i zdeczka lekką paranoję na moim punkcie.
- Fachowo to się nazywa ,, Kompleks braciszka"- wtrąciłem.- No dobra, bo atmosfera się zrobiła paskudna. Zrobię może coś do picia? A może państwo chcą coś mocniejszego?
- Zdamy się na księcia.
- Hej młody, lubisz łakocie? Chodź wybierzesz sobie coś, na co masz ochotę.- Chłopiec poszedł za mną do naszej otwartej kuchni.- Wiesz, co? Jesteś całkiem słodziutki.- Stwierdziłem z uśmiechem patrząc na niego z góry do dołu.
- Z takim wyglądem nikt nie będzie mnie brać na poważnie.- Burknął.
- A ja to, co? Wyglądam jak laleczka z porcelany.- Sięgnąłem do szafki po herbatę.- Słodkości są w tej.- Wskazałem chłopcu szafkę i wróciłem do szykowania herbaty.
- Nie dosięgam.- Stwierdził po chwili.
- No to hop.- Złapałem go pod pachami i pociągnąłem do góry. Jednak nie przewidziałem tego co się stało. Chłopak zaczął panicznie krzyczeć.
- Mikiteru!- Riju zaraz się zjawił i mocno objął brata.- Co zrobiłeś?!
- No nic. Chciałem go tylko podsadzić, bo nie dosięgał. Słowo. Tylko go dotknąłem. Naprawdę.- Spojrzałem na rozdygotanego chłopca.
- Już dobrze. Raju... Już dobrze.- Mikiteru puścił się, chociaż wciąż się trochę trząsł.- Nie mam pojęcia, dlaczego krzyczałem... Miału.- w tym momencie chłopcu wyrosły kocię uszy i ogon, a skrzydełka znikły.
- Kicia?- Zdziwiłem się.- Czemu kicia?
- A bo ja wiem?! Obaj tak mamy od urodzenia i koniec.- Chłopiec zaczerwienił się.
- Znamy kogoś, kto też potrafi się zmieniać w zwierzę. No w owada dokładniej.- Ataru wychylił się żeby zobaczyć kociego Mikiteru.- Matko, jakie słodkie uszka!
- Wcale nie są słodkie!- Mikiteru zaczerwienił się jeszcze mocnej i jego uszy i ogon znikły, a skrzydełka wróciły.- To irytujące. Odkąd nie mamy tych pasożytów zdarza mi się to bez przerwy.
- Do tej pory się jeszcze nie uczyliście magii. Metamorfizm jest dosyć skomplikowany.
- Potrafisz to robić? Mógłby książę ich tego nauczyć?- Dziadek spojrzałem na mnie z prośbą w oczach.
- Niestety nie. Metamorfizm jest bardzo rzadki. To nie jest rodzaj magii, którego można się nauczyć tak jak Transformacji. Metamorfizm jest zdolnością wrodzoną. Tylko inny metamorf mógłby tu pomóc. Ale Tsubasa nawet jakby chciał to by nie mógł.
- Dlaczego?
- Tsubasa tak jak mój brat jest bardzo zajęty poza tym nie możecie tu zostać.
- Dlaczego?!- W oczach braci malowała się rozpacz.
- ON będzie was szukać. To będzie tylko kwestia czasu zanim was tutaj znajdzie. Do pałacu też nie możemy was zabrać, bo przy jego pierwszych odwiedzinach zostaniecie nakryci i może wyjść z tego paskudna sytuacja.
- No to, co mamy zrobić? My tylko chcemy żeby nasi chłopcy byli bezpieczni.- Babcia przygarnęła do siebie Riju.
- Sądzę, że moja siostrzyczka coś poradzi.- Uśmiechnąłem się.
- Jak to siostra książę?
- Chodzi o Virianne. Jest żoną Yuuichi'ego, więc jest moją nową siostrzyczką. A teraz przepraszam. Idę wdrożyć mój pokręcone plan w życie i jakoś wyjaśnić bratu tą zawiłą sytuację.- Oddaliłem się do swojego pokoju.
Godzinę później
- No dobra panie panowie. Pakujemy się i jedziemy!- Ogłosiłem wchodząc do salonu.
- Ale gdzie?
- Do Avriner!
Subskrybuj:
Posty (Atom)