niedziela, 4 marca 2018

VIII Dzieje się coś dziwnego

Nie chciałem otwierać oczu. Bałem się teo co mogę zobaczyć. A jeśli umarłem? Jeśli Meteor mnie zabił? Co się z nim teraz stanie?
- Kometka... Zbudź się Kometa.- Tata? Więc ja żyję? Otworzyłem niepewnie oczy. Wszystko było strasznie rozmazane. Zamrugałem kilka razu żeby pozbyć się nieprzyjemnego wrażenia.- Jak sie czujesz?
- Zmęczony...- odparłem z ledwością. Gardło wciąż mnie bolało.- I w głowie mi dzwoni.- Sięgając dłonią do skroni zobaczyłem ze cała jest zabandażowana.
- Bardzo się o ciebie martwiłem. Gdy zobaczyłem co Meteor z tobą zrobił to myślałem że sam go zabiję. Wiedziałem ze zostawienie ciebie samego nie jest dobrym pomysłem. Ale już nie musisz się martwić. To co się stało więcej się nie powtórzy. Meteor już cie więcej nie tknie.
- Zabrałeś mnie do domu?- Spytałem z nutką nadziei, bo jednak wolałbym wrócić do domu gdzie czuję się najbezpieczniej.
- Niestety nie, ale nie martw się. Zadbałem o to by Meteor nie mógł cię dotknąć więc nie masz się co bać.- Nachylił się nade mną i ucałował w czoło.- Odpoczywaj. Za chwilę służba przyniesie ci coś do jedzenia. Ja muszę niestety już iść, ale zajrzę do ciebie za trzy dni. Gdyby coś się działo lub chciałbyś porozmawiać, Oko mam cały czas przy sobie. Kocham cie Kometka.
- Ja ciebie też tato.- Odprowadziłem go wzrokiem do drzwi.

Przez kolejne dni nie opuszczałem mojego pokoju i praktycznie nie wychodziłem z łóżka. Pomimo tego że powinienem się martwić o siebie to jednak chciałem wiedzieć co u Meteora. Ale wszyscy unikali tematu zbywając mnie tym że Meteor nie czuje się najlepiej i nie chce żeby mu przeszkadzano. Na początku może i w to wierzyłem, ale po dwóch tygodniach wysłuchiwania tej samej wymówki, już wiedziałem ze coś jest nie tak. Może i nie czuł się najlepiej, ale nie wierzę że przez trzy tygodnie wcale mu się nie poprawiło.
Kiedy nareszcie mogłem wstać i wyjść z pokoju, od razu postanowiłem zajrzeć do niego i samemu się przekonać.
- Meteor, chcesz czy nie wchodzę.- Powiedziałem stanowczo i nacisnąłem klamkę. Nie było go w pokoju, a ponoć był chory. Ale sam brak jego obecności nie był najdziwniejszy. Dziwne było to że w pokoju nie było niczego co mogło by świadczyć o tym ze ktoś w nim mieszka. Dopiero gdy otworzyłem szafę i zobaczyłem w niej ubrania Meteora upewniłem się że wciąż gdzieś tu jest. Z tym że gdzieś było tu bardzo dobrym określenie. Oblazłem cały nasz pałacyk, zaglądając w absolutnie każdy kąt i nigdzie go nie znalazłem. Dopiero kiedy wyjrzałem do ogrodu go zauważyłem. Do głowy by mi nie przyszło że wyjdzie w środku dnia do ogrodu. A teraz siedział sobie na huśtawce. Fakt faktem widziałem go z daleka i od tylu, ale nie zauważyłem żeby wśród służby za wielu demonów, a jak już to nie jego postury. Od razu do niego pobiegłem.
- Meteor! Wszędzie cię szukałam. Wiesz ze się o ciebie martwiłem? Ani razu do mnie nie zajrzałeś. Myślałem ze  coś się stało... Meteor?- Mój początkowy uśmiech znikł gdy zobaczyłem go już z bliska. Miał na sobie bezrękawnik z kapturem naciągniętym na głowę. To akurat nie było by dziwne, ale bandaże na całej długości rąk już tak. W dodatku na dłoniach miał jeszcze rękawiczki.- Meteor?- Zrobiłem jeszcze jeden krok do przodu.
- Nie podchodź bliżej. Zostań tam gdzie jesteś.- Jego głos sprawił że aż zadrżałem. Był cichy i... Smutny.
- Meteor wszystko w porządku? Nie brzmisz jak ty.
- Nic mi nie jest. Niepotrzebnie się mną przejmowałeś.
- Wszyscy mi mówili że nie czujesz się dobrze. Twoje ręce... To po tym co się wtedy stało?
- Bandaże? Można powiedzieć że tak. Nie martw się tym. A co z tobą?
- Kiedy pióra mi odrosną to będzie już wszytko dobre. Tata i Rafael mówią że nie powinny mi zostać blizny, a jeśli tak to niewielki i mało widoczne.
- Rozumiem. Przykro mi.- Zdębiałem. Jemu jest przykro i sam się do tego przyznał?
- Odrzucisz się do mnie. Dziwnie mi się tak rozmawia.
- Wolałbym nie... Ale jeśli chcesz...- Przesiadł się cały czas trzymając sznurków jakby bez tego miał upaść, w dodatku dziwnie stawiał stopy. Jakoś tak nienaturalnie. Ale trzymał głowę cały czas spuszczoną.
- A kaptur?
- Nie chcę go zdejmować. Nie naciskaj.
- Czy ty bywasz w swoim pokoju? Zajrzałem ta i gdyby nie ubrania w szafie to bym pomyślał że się z niego wyprowadziłeś.
- To... Staram się trzymać porządek...
- Kiepska wymówka. Ja też lubię kiedy wszystko jest na swoim miejscu, ale u ciebie to wygląda jakby ktoś wyniósł wszystkie twoje rzeczy i połowę tego co oryginalnie było. O co tu chodzi?
- O nic. Naprawdę. Nie drąż tego tematu, proszę. Nie chcę o tym rozmawiać. Uszanuj to.
- Ale...
- Kometa. Proszę. Nie zmuszaj nie do rozmawiania o tym. Na razie... To dla mnie trudny temat... Jak będę czuć się na siłach to wszystko ci powiem ale teraz proszę nie zmuszaj mnie.- Teraz nie brzmiał jakby był smutny tylko jakby coś go bardzo bolało.
- Meteor...- Wyciągnąłem rękę.
- Meteor!- podskoczyłem na dźwięk ostrego, mocnego głosu. Obróciłem się i zobaczyłem dosyć postawnego demona, który szedł w naszą stronę.- Pora na obiad.
- Nie jestem głodny. Zjem później...
- Tak jak ostatnio? Wybacz ale ci nie wierzę. Idziesz w tej chwili zjeść i bez dyskusji, czy chcesz żeby cię siła nakarmić?
- Dobrze zjem.- Westchnął i wyciągnął ręce.Otworzyłem szeroko oczy widząc jak rosły demon bierze Meteora na ręce. Wciąż oniemiały patrzyłem jak odchodzi w stronę pałacu.
- O co tu chodzi?- Spytałem sam siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz