niedziela, 4 lutego 2018
XIII Pałac - nocna warta
Otworzyłem drzwi i moja irytacja umknęła na widok znajomej twarzy.
- Trochę odwykłeś od luksusu co?- spytałem wpuszczając Valeja.
- ,,Troszeczkę. Ale mnie na pewno będzie się łatwiej ponownie przyzwyczaić niż tobie całkowicie się przestawić."- usiadł na skraju mojego łóżka.- ,,Rano mówiłeś że się tu dusz."
- Czuję się przytoczony tym wszystkim. Gdyby nie Ataru to nie wiedziałbym co mam do południa robić. Wiem że teraz na początku to będę zabiegany bo będę nadrabiać tą całą naukę która mi przepadła i do tego jeszcze będzie ta cała dworska etykieta.- skrzywiłem się myśląc o Verenie.
- ,,Nie martw się. Jesteś bardzo mądry i pojętny."
- Chyba nie. Topornie mi dzisiaj szło z czytaniem i pisaniem."
- ,,To początek. Później będzie lepiej... Przecież ty ledwo oczy masz otwarte! Powinieneś się już położyć, a ja cię męczę!"
- Nie męczysz.- ziewnąłem jednak wsunąłem się pod kołdrę. Valej pogłaskał mnie po głowie i już chciał odejść ale złapałem go za rękę.- Zostań ze mną proszę.- Valej położył się przy mnie i przytulił. Zamknąłem oczy i zasnąłem czując się bezpieczny.
Pałac był pogrążony w ciszy. Słychać było jedynie cichy odgłos botów nocnych strażników. Jeden z nich, liczący sobie parę stuleci strzegł tylko jednego małego fragmentu. Pilnował by nikt nie zakłócił snu pięciu osób. Najpierw jednak musiał sprawdzić czy są w swoich sypialniach. Pierwszy do sprawdzenia był pokój czarno białego panicza Ataru. Bezgłośnie otworzył drzwi i podszedł do łóżka śpiącego chłopca. Uśmiechnął się pobłażliwie widząc jak panicz tuli do siebie swoją książkę. Wysunął ją delikatnie i okryła chłopca. Odłożył książkę na szafkę nocną obok oprawionego zdjęcia. Spojrzał na śpiącego.
- Pamiętam jak opowiadałem wam historie do snu. Jeszcze kiedyś wam opowiem kiedy Urata wróci.- szepnął i po cichy wyszedł.
Teraz komnata w której śpi pan Zerit. Jednak strażnik nie znalazł gościa w jego sypialni. Nie denerwował się. Wiedział że pan Zerit jest bardzo przywiązany do księcia i zapewne do niego poszedł. Udał się więc do komnaty księcia. Tak jak myślał zastał tam dwie osoby. Pan Zerit tulił do siebie księcia. Strażnik przypatrzył się chłopcu. Widział go niedługo po jego narodzinach. Czuwał przy jego łóżeczku kiedy nagle pojawił się książę Yuuichi i zabrał maluszka. Teraz znów czuwa nad jego snem. Chłopiec zaczął się niespokojnie ruszać i pojękiwać jednak nim strażnik zareagował pan Zerit poruszył się przez sen i ułożył się tam że głowa księcia leżała na jego sercu. Chłopiec od razu się uspokoił. Strażnik przyglądał się temu przez chwilę ale musiał iść dalej. Okrył więc śpiąca dwójkę i wyszedł. Teraz skierował się do panicza Tsubasy. Kolorowy elf jak zwykle strącił wszystkie poduszki i zawinął się w kołdrę tak że nie było go widać. Strażnik spokojnie poukładał mu poduszki i wyplątał młodzieńca. Nie obawiał się go obudzić. Panicz Tsubasa ma sen twardy jak kamień. Jeśli zaśnie to obudzi się dopiero rano i żadna siła nie jest w stanie go wcześniej wyrwać ze snu. Przypomniał sobie jak go znalazł. Skulonego pod krzewem w podatnych ubraniach i bez botów. Pamiętał jego przestraszoną dziecięcą twarz kiedy się z budził i łzy spowodowane niemożnością przypomnienia sobie czegokolwiek. Przypomniał sobie jak musiał po nocach łapać jego i księcia i odprowadzać do łóżek. Karcił niesfornych chłopców ale nigdy się na nich nie gniewał. Młodzieniec uśmiechnął się przez sen pokazując strażnikowi że brakuje mu kilku zębów I przypominając co mu robiono. Jeszcze raz spojrzał na śpiącego i wyszedł. Została ostatnia komnata i będzie już tylko chodzić wzdłuż korytarza pilnując spokojnego snu. Nie wydając najmniejszego dźwięku wszedł do komnaty króla. Patrząc na śpiącego czuł jednocześnie radość i smutek. Cieszył się gdyż król odnalazł swego brata i zdaje się że jest szczęśliwy. Jednak smuciła go myśl o tym ile się nacierpiał. Nachylił się nad nim. Młodzieniec oddychał spokojnie i głęboko.
- Wszystko zaczyna się powoli układać wasza wysokość.- wyszeptał.- Wierzę że będziesz dobrym królem tak jak twój ojciec i życzę Ci żebyś w zdrowiu i szczęściu dożył końca swoich dni i aby tych dni było jak najwięcej. Czuwałem nad tobą od dnia narodzin i będę czuwać aż do samego mojego końca.- wyprostował się. Patrzył na króla którego podobieństwo do swojego ojca było niezwykłe. Można by nawet pomyśleć że to nie on lecz dawny król. Poprawił młodzieńcowi poduszkę i opuścił komnatę by pełnić swoją wartę aż do rana kiedy to wróci do swojego pokoju i zaśnie by wieczorem po posiłku znów pełnić straż.
Była już późna noc i nic nie wskazywało na to że cokolwiek się stanie. Strażnik właśnie zaczynał kolejną turę sprawdzania komnat gdy nagle ciszę przerwał krzyk dochodzący z komnaty króla. Strażnik rzucił się biegiem. Jego zadaniem jest bronić śpiących, a króla zwłaszcza gdyż nie jest w stanie sam się skutecznie bronić. Drzwi komnaty okazały się zablokowane i musiał je wyważyć. Strażnik roztrzaskał drzwi. W komnacie było siedmiu napastników. Coś było nie tak. Komnata wyglądała jakby wybuchła w niej mała bomba, ale nic się nie poruszało. Król powinien poruszać przedmiotami żeby się bronić. Oczy. Zasłonili mu oczy! Jednocześnie ruszając do ataku strażnik wezwał pomoc. Wiedział że sam nie da rady, ale musi ich zatrzymać. Pięciu napastników ruszyło do walki, a dwaj pozostali związywali króla. Walka rozgorzała na dobre. Strażnik był doskonałym żołnierzem lecz wróg miał przewagę liczebną.
Spałem spokojnie akurat bez żadnego snu kiedy coś mnie obudziło. Ktoś wszedł do mojej komnaty. Gdyby to był ktoś z mieszkańców pałacu nawet bym się nie obudził, ale te osoby były mi obce. Otworzyłem oczy I zobaczyłem nad sobą kilku zamaskowanych mężczyzn. Moją pierwszą reakcją było ruszenie wszystkiego co znajdowało się w moim zasięgu jednak gdy to zrobiłem zasłonięto mi oczy więc zacząłem wrzeszczeć. Żeby czymś poruszyć muszę to widzieć. Zaczęli mnie szarpać. Usłyszałem trzask i po paru sekundach odgłosy walki. Ale to była walka pięciu na jednego! Mój obrońca sobie nie poradzi, a dopóki nic nie widzę nie pomogę mu zbytnio. Mój umysł pracował na najwyższych obrotach. Nie wiedziałem co zrobić. Bałem się. Jeśli mnie porwą i zabiją Kyousuke zostanie sam. Arsilla będzie bezbronna. Kyousuke nie jest koronowany więc mnie nie zastąpi. Tsubasa też nie bo nie mianowałem go regentem. ,,Co robić? Co ja mam zrobić?!" Usłyszałem strzały. Wyczułem że posiłki się zbliżają ale sytuacja i tak była beznadziejna. ,,Co oni robią? Zaraz... okno! Chcą mnie z tond zabrać! Co mam zrobić?!"
- Feray akisu!- Starałem się skupić zaklęcie tylko na tym czymś co zasłaniało mi oczy, ale i tak poparzyłem samego siebie. Poczułem że się unoszę. ,,Za późno! Już mnie wyciągnęli na zewnątrz!" Opaska w końcu się spaliła. Bolało mnie jak nie wiem. Poparzenie było skupione na prawo więc udało mi się otworzyć tylko lewe oko. Ale to wystarczyło. Moi porywacze odlecieli ze mną już spory kawałek. Dostrzegłem jednak zbliżający się pościg. Nagle mną szarpnęło. Porywacze przyspieszyli. Nie byli jednak szybko lotni jak Tsubasa. Pościg również przyspieszył.
- Doganiają nas! Jesteśmy za wolni!
- Z nim nie uciekniemy! Zostawiamy go!- ,,Zosta... Co?! Oni mnie..." Dwa ciche trzaski linek którymi mnie do siebie przyczepili i zamiast poruszać się do przodu zacząłem spadać.
- Ratunku!- krzyknąłem rozpaczliwie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz