niedziela, 4 lutego 2018

XXVII Raju nigdzie nie idzie



  - Ty głupi uparty głupku!- Urata mocno trzymał w ramionach Ataru i darł się na niego jednocześnie.- Następnym razem jak każą ci się rozebrać to masz to zrobić słyszysz?!
  - Uri... Przepraszam. Ale nie chcę żeby ktoś to oglądał. Wyglądam paskudnie odrażająco wręcz.- Teraz chłopak był ubrany w krótką piżamę, więc było widać to, co tak usilnie ukrywał.- No spójrz na mnie.
  - Raju nie przejmuje się ściągając przy nas perukę, a ty przejmujesz się kilkoma bliznami? Gdyby tak to działało to Kyousuke nie powinien wychodzić z pokoju, bo wygląda jak porcelanowa lalka... Bez obrazy Kyousuke.
  - Nie, nie w porządku.- Przywykłem do bycia ,,laleczką".- Ataru, czemu nie poszedłeś do medyków? Blizny można przecież usunąć. Aż tak bardzo wstydzisz się swojego wyglądu żeby poprosić o pomoc?
  - Trochę...
  - Ty na prawdę jesteś głupi głupek.- Urata mocno uścisnął brata.

Tydzień później

  - Raju! Peruka za bardzo Ci głowę uciska?
  - Ale czemu nie? To fajne!
  - Chyba dla ciebie. Nie ma mowy żebym to zrobił.
  - Nie mów mi, że się boisz.
  - Nie boję się! Po prostu nie chcę i koniec! Ty idź!
  - Jak ja pójdę to ty też?
  - Jeśli stawiasz czoło świadomości temu że przez ciebie będę mię zawał to tak.
  Chłopak zaśmiał się i podszedł do kierownika kolejnej szalonej atrakcji. Byliśmy w parku rozrywki ekstremalnej. Ja nie wiem, dlaczego dałem się mu namówić na to wyjście i już kilka dziwnych rozrywek. Patrzyłem jak chłopak siada na krzesełku przytwierdzonym do obracającego się ramienia. Obracając się z zawrotną prędkością przesuwał się coraz bliżej środka. Kiedy się tam znalazł został wystrzelony w górę, gwałtownie zatrzymany i opuszczony z prędkością obrotów tej wirówki. Kiedy zszedł został poprowadzony do dużego materaca, na którym położył się żeby odpocząć.
  - No nie ociągaj się! Mam zamiar zaliczyć wszystkie atrakcje!- Raju chwiejąc się usiadł i próbował skupić na mnie wzrok.
  - Nie spisałem testamentu.- Mruknąłem siadając na krzesełku i zapinając się.

  - Nigdy więcej nigdzie z tobą nie idę! Zapomnij!- Był już wieczór, kiedy wracaliśmy do domu. Dzisiaj mogłem zostać u niego na noc.
  - Oj daj spokój. Przecież było fajnie. No nie powiesz mi że kolejka nie była fajna.
  - Ta piekielna maszyna? Myślałem, że umrę ze strachu.
  - Daj spokój. Nie było tak źle...
  - Moja uprząż się odpięła!
  - Dramatyzujesz.- Otworzył drzwi i momentalnie przylgnęło do niego jego najmłodsze rodzeństwo. Ci starsi stali tuż obok. Wszyscy mieli smutne miny a dzieci dodatkowo czerwone oczy.- Hej, o co chodzi?
  - Raju... O Ciebie chodzi. Chcą cię zabrać.- brat Raju, Indys, który był dokładnie w jego wieku, jako jedyny odważył się otworzyć usta.
  - Kto? Kto chce mnie zabrać?
  - Sam zobacz.- Raju spojrzał na mnie i powoli poszedł do salonu, a ja za nim. W salonie chłopak głośno krzyknął i osunął się po ścianie.
  - Raju! Raju, co się dzieje!?
  - To... To moi... Moi biologiczni rodzice.- Powiedział zduszonym głosem. Spojrzałem na obcą parę. Od razu było widać uderzające podobieństwo. Razem z Indys'em posadziliśmy trzęsącego się Raju na fotelu. Podszedłem do pary.
  - Witam. Rozumiem, że są państwo biologicznymi rodzicami Raju, jednak nie mogą państwo tak bez ostrzeżenia zjawić się i oznajmić, że zabierają Raju.
  - Miło nam poznać księcia osobiście.- Odezwała się kobieta.- Ale nasz syn ma na imię Crirk...
  - Nie jestem waszym synem!- Raju poderwał się z siedzenia.- Od piętnastu lat nim nie jestem. Oddaliście mnie nie chcąc więcej na oczy widzieć!
  - Raju synku spokojnie.- Tata chłopaka objął go.
  - Jak mam być spokojny tato?! Oni mnie oddali, bo zachorowałem. Pozwolili testować na mnie dziwne leki.- Spojrzał na parę.- Pomyśleliście, chociaż raz jak ja się wtedy czułem? Jak się bałem? Potrzebowałem was! Miałem pięć lat i potrzebowałem bliskości rodziców. A kiedy wyzdrowiałem to, co? Stwierdziliście, że nie chcecie przenosić się do niższej kasty i woleliście mnie oddać, do bo mam na głowie tylko to!- Szarpnięciem ściągnął perukę pokazując delikatny meszek włosów.- Trzy lata byłem w sierocińcu. Trzy lata! Tyle musiałem czekać na moich prawdziwych rodziców, którzy mnie pokochali za to, jaki jestem, a nie jak wyglądam. Przez te lata opiekowali się mną bez względu na wszystko. A wy, co. Nic! Już cztery lata temu mogliście się pojawić. Ale przyszliście dopiero teraz!
  - Crirk. Nie powinieneś tak się zwracać do swoich rodziców.- Głos mężczyzny był surowy.
  - Mam na imię Raju! Nie jesteście moimi rodzicami. Nigdy nimi nie byliście. Zależało wam tylko na wizerunku i korzystaliście z mojej osoby. Teraz też tego chcecie prawda!? Jestem przyjacielem księcia. Często się z nim pokazuję. Gramy z zespołem w całym kraju. Jestem rozpoznawany. Chcecie się wkręcić w towarzystwo wyższych sfer korzystając z popularności szczęśliwie odnalezionego po latach syna!

Dwa miesiące później

  Martwiłem się. Sytuacja się pogarszała. Sprawa trafiła do sądu i dopóki nie zostanie zakończona Raju został umieszczony w ośrodku opiekuńczym. Było mi przykro patrzeć na całą sytuację. Ciągnące się rozprawy, nachodzenia i próby przekupienia sędziego. A ja, jako książę nie mogłem zeznawać. Mogłem jedynie wspierać Raju i jego rodzinę.

Kilka dni później

  - Kyousuke... Będzie dobrze.- Valej postawił przede mną filiżankę z herbatą.
  - Ale to będzie się ciągnąć i ciągnąć. Za każdym razem sędzia ogłasza odroczenie wyroku, bo nie ma dostatecznie dużo przeważających dowodów. Gdybym ja mógł zeznawać było by inaczej.
  - Ale przecież możesz.- Valej był zdziwiony.
  - Jestem księciem. Nie mogę.
  - Nie mówię o tobie księciu tylko o Nirze Zericie.- Wstał i podszedł do regału. Poszperał chwilę i wrócił do mnie.- Twój akt adopcji jest całkowicie prawdziwy i ważny. Kiedy do mnie trafiłeś byłeś niechcianym dzieckiem z Aweri spokrewnionych z Ohri. Według prawa wciąż pozostaję twoim prawnym opiekunem. Yuuichi o tym wie i nie ma zamiaru tego zmieniać, więc lepiej to wykorzystać.
  - Valej... Ty normalnie jesteś geniuszem.- Powiedziałem biorąc akt adopcji.

Dwa dni później

  - No szybciej! Rozprawa już dawno się zaczęła!- Poganiałem kierowcę.
  - Jadę tak szybko jak to dozwolone książę.
  - To jedź szybciej! Włącz tego koguta i wciśnij gaz do dechy!- Mocno zaciskałem dłonie na teczce. Miałem tam dokumenty, których potrzebuję. W końcu dojechaliśmy. Biegłem roztaczając na boki wszystkich, którzy mieli nieszczęście stać na mojej drodze. Dobiegłem do sali i szarpnięciem otworzyłem dwuskrzydłowe drzwi.- Stać! Będę zeznawać!- Wrzasnąłem i potknąłem się o próg wykładając jak długi. Poderwałem się z podłogi.- Chcę zeznawać wysoki sądzie.
  - Nie możesz. Książę nie może zeznawać.- Ojciec Raju miał minę zwycięzcy.
  - Kyo... To i tak bez sensu.- Raju prawie płakał.
  - Proszę o spokój!- Sędzia uderzył kilka razy tym drewnianym młotkiem.- Książę Kyousuke, bardzo mi przykro, ale nie wolno ci zeznawać.
  - Nie zeznaję, jako książę tylko szlachcic Nir Zerit. Tu są moje dokumenty. Prawdziwe.- Podałem sędzi teczkę.

Pół godziny później

  - No już Raju. Już po wszystkim.- Starałem się go jakoś uspokoić. Chłopak ciągle płakał i moja błękitna koszula zrobiła się granatowa.- No proszę cię Raju. Przecież już koniec. Wracamy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz